„Zresztą, to już nie jest ten Luksemburg, któremu polska reprezentacja strzelała przed laty osiem goli. To mały, bogaty kraj położony w centrum Europy Zachodniej, któremu się marzą dobre wyniki. A rywal Legii strzelił jej przecież w dwumeczu cztery bramki” – dodał Piechniczek, który polską reprezentację doprowadził do trzeciego miejsca na MŚ w 1982.

 

Jego zdaniem ekipy z Dudelange i Warszawy miały wspólną cechę.

 

„Ich gra nie jest skutkiem poziomu szkolenia w Luksemburgu i Polsce. Opierają się na kupionych zawodnikach. Są efektem działania biznesowego, menedżerskiego, polegającego na jak najlepszym wykorzystaniu zawodników sprowadzonych za nieduże pieniądze. Przeciętny kibic obserwujący naszą ligę jeszcze dobrze nie pozna zawodników, a już ich nie ma. Miałbym kłopot z wymienieniem kilku graczy Legii, Lecha czy Jagiellonii. Nie wiem zresztą, czy jutro jeszcze tam będą grali” - stwierdził.

 

Podkreślił znaczenie częstych zmian trenerów w Legii.

 

„To doprowadza do sytuacji, w której piłkarz sam nie wie, jak ma grać. Efektem jest jedna wielka improwizacja, a wtedy zawsze należy się liczyć z takimi rezultatami. Jacek Magiera przejął warszawską drużynę w trudnym okresie. Osiągnął sukces, grał w Lidze Mistrzów, zremisował z Realem Madryt, miał fantastyczną serię. Ile pieniędzy klub by zaoszczędził, gdyby Magiera został w nim do dziś?” – zauważył trener.

 

Przyznał, że czasem jest mu żal ludzi przechodzących z biznesu do futbolu.

 

„Oni się muszą uzbroić w cierpliwość i podejmować prawidłowe decyzje. Czasem im współczuję. Lokują olbrzymie pieniądze, swoją pasję, nadzieje, poświęcają kawałek życia i potem znajdują się w takiej sytuacji, jak dziś Legia” – wyjaśnił.

 

Jego zdaniem najważniejszym czasem dla drużyny startującej w Lidze Mistrzów jest letni okres przygotowawczy. „Każdy dzień prawidłowo przepracowany jest wtedy wart kilku milionów złotych. I ten okres trzeba powierzyć fachowcowi z prawdziwego zdarzenia” – zaznaczył.

Zauważył, że przegrana Górnika Zabrze ze słowackim AS Trencin w kwalifikacjach LE potwierdziła dobrą organizację gry zespołów z Czech i Słowacji.

 

„Tym przegrywamy. Organizacją gry, mądrością na boisku, umiejętnością wykorzystania własnych atutów. A przecież Trenczyn to nie Madryt, Barcelona czy Monachium” – zakończył Piechniczek.