Coentrao jest idealnym przykładem na to, jak kontuzje mogą zniszczyć piłkarza. Portugalczyk bardzo dobrze wpasował się do zespołu Realu Madryt, kiedy tylko dołączył do niego w 2011 roku za 30 milionów euro, ale później miał duże problemy ze zdrowiem. Głównie przez to stracił wyrobioną i mocną pozycję w klubie, więc musiał poszukać innych opcji. Ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Sportingu Lizbona.

 

Po ostatnim meczu, czyli finale Pucharu Portugalii, działy się jednak dziwne rzeczy. Coentrao zaginął, po prostu rozpłynął się w powietrzu i nie dawał żadnych oznak życia. Martwiło to Real Madryt, który chciał sprzedać piłkarza, gdyż pozostawał mu już tylko rok kontraktu. W końcu jednak po dwóch miesiącach obrońca zjawił się w ośrodku treningowym, ale i tak musiał szukać nowego pracodawcy.

 

I znalazł. W tym sezonie będzie reprezentował barwy Rio Ave, w którym grał już w latach 2005-2007. Czy go to cieszy? Z jego słów można wywnioskować, że raczej nie...

 

- Czekałem na kontakt ze strony Sportingu całe lato. Po wszystkim, co zrobiłem z tym klubem w tamtym sezonie, nikt się nawet nie odezwał. To smutne - przyznał.

 

Coentrao zabrakło na Euro 2016, gdzie Portugalia sięgnęła po tytuł, oraz na mistrzostwach świata 2018. W zeszłym sezonie wystąpił w 44 spotkaniach.