Przypomnijmy, że szlagierowo zapowiadające się starcie 1. kolejki PlusLigi Stocznia Szczecin – Trefl Gdańsk, które zaplanowano na niedzielę 14 października, zostało przerwane w pierwszej partii, przy stanie 5:5. Powodem tej sytuacji był alarm przeciwpożarowy, po którym wyłączono światło w hali. Po wielu próbach nie udało się przywrócić oświetlenia do prawidłowego funkcjonowania i zdecydowano o przełożeniu spotkania.

 

– Zgasło światło, awaria... tak się czasami dzieje. Wszyscy wieszają psy na Stoczni Szczecin, ale to nie klub zawinił w tej sytuacji. Stocznia nie jest operatorem hali – to raz; dwa – złośliwość rzeczy martwych, co się czasami zdarza. Tu niestety awaria okazała się duża. Dzwoniłem dziś do Łukasza Żygadły i on powiedział mi, że nie wytrzymały bezpieczniki i spalił się jakiś kabel, który – jak twierdzi Łukasz – jest grubości jego pięści. Jeszcze w poniedziałek o godzinie 12.00 ta awaria nie została naprawiona – stwierdził Jerzy Mielewski, chwaląc przy okazji zachowanie władz klubu ze Szczecina w tej sytuacji:

 

– Fajne oświadczenie wydała po tej sprawie Stocznia. Rekompensata dla kibiców, próba przygotowania im jakichś niespodzianek... Włodarze Stoczni Szczecin robią, co mogą i za to wielki ukłon w ich stronę – powiedział dziennikarz Polsatu Sport.

 

Odniósł się również do pojawiających się pytań ze strony kibiców, co dalej z meczem Stocznia – Trefl: 

 

– Pojawiły się pytania "co z meczem?", "czy będzie walkower?". Otóż nie, walkowera nie będzie. Liga – chyba zasadnie – uznała, że nie jest to wina Stoczni Szczecin. Klub zrobił wszystko, co mógł. Mecz był dobrze zorganizowany, natomiast to są rzeczy, na które Stocznia nie miała wpływu. Spotkanie zostanie rozegrane w innym terminie, do końca pierwszej rundy fazy zasadniczej. Podobno była propozycja, żeby zagrać już w poniedziałek, ale nie przystał na ten pomysł trener Trefla Andrea Anastasi, ponieważ w środę ma kolejny mecz – dodał.

 

Fragment "Prawdy Siatki" w załączonym materiale wideo.