W pierwszych oficjalnych mistrzostwach Europy kobiet wystąpiło pięć zespołów, które od 12 do 16 października 1938 roku rywalizowały systemem każdy z każdym.

 

Polki, prowadzone przez trenera Mariana Piotrowskiego, rozpoczęły turniej od porażki w Włochami 19:27. Wysłannik "Przeglądu Sportowego" tak kończył przekazaną do kraju telefonicznie relację: "Włochy prowadzą już tylko 24:15 i nadzieja na wyrównanie wydaje się uzasadniona, tym bardziej że Bruszkiewiczówna na obronie dokonuje po prostu cudów. Ale mnożące się +niedopatrzenia+ sędziego wnet unicestwiają te nadzieje... W pewnej chwili stwierdzone zostaje, że jedna z najlepszych graczek włoskich Pia Punter znajduje się na boisku, choć już dawno ma cztery osobiste na sumieniu! (obowiązywał wówczas limit czterech popełnionych fauli - PAP) Ostatnie wysiłki drużyny polskiej pozostają już bezskuteczne i mecz kończy się naszą przegraną w stosunku 19:27".

 

W kolejnym spotkaniu biało-czerwone wysoko pokonały Szwajcarię 34:6. "PS" relacjonował: "Zwycięstwo Polski przyjęte zostało przez publiczność entuzjastyczną burzą oklasków i okrzyków. W ogóle drużynę polską otacza na boisku gorąca fala sympatii i śmiało powiedzieć można, że – pomijając naturalnie drużynę włoską – Polki są ulubienicami publiczności. Zawdzięczają one to głównie swej czystej i fair grze, podczas gdy Litwinkom widownia przebaczyć nie może ich bezwzględnego sposobu gry i z tego samego powodu panuje również wobec drużyny francuskiej nastawienie wręcz wrogie. Mieliśmy sposobność przekonać się o tym na sobotnim meczu z Francją, w czasie którego widzowie bezustannie krzyczeli "Polska avanti" i "Viva Polonia", a wszelkie wypady Francuzek przyjmowali złowrogim pomrukiem".

 

Mecz z Francją biało-czerwone wygrały 24:19, co spotkało się z entuzjazmem widowni. - Podczas gdy na maszcie wznosi się biało-czerwona chorągiew, publiczność momentalnie zalewa boisko i otacza zwartym kołem nasze zawodniczki, które z trudem muszą torować sobie drogę do garderoby, aby ujść entuzjastycznym adoratorom - opisywał chwile radości "PS".

 

Ostatniego dnia mistrzostw, w niedzielę 16 października, przyszło Polkom zmierzyć się z Litwą. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie i został uznany za najładniejsze spotkanie turnieju. Kilka razy tablica pokazywała wynik remisowy. - Gra Polek była entuzjastycznie oklaskiwana przez widzów. Dwa znakomite strzały Wiszniewskiej i Gruszczyńskiej w ostatnich trzech minutach przyniosły wreszcie zasłużone zwycięstwo w stosunku 24:21 - czytamy w "PS" z 17 października 1938 r.

 

Jako że Litwa wcześniej wygrała z Włochami 23:21, trzy zespoły: Włochy, Litwa oraz Polska miały po trzy zwycięstwa i jednej porażce. O kolejności decydowała różnica koszy zdobytych i straconych w bezpośrednich meczach między tymi drużynami. Włochy (+6) zdobyły złoto, Litwa (-1) srebro, a Polska (-5) brąz. Miejsca poza podium zajęły Francja (1 wygrana - 3 porażki) i Szwajcaria (0-4).

 

Polski grały w składzie: Halina Bruszkiewicz, Irena Brzustowska, Helena Filipiak, Jadwiga Głażewska, Helena Gruszczyńska, Edyta Holfeier, Irena Jaśnikowska, Irena Kamecka-Jaźnicka, Zdzisława Wiszniewska, Helena Wojnarowska. Trener: Marian Piotrowski.

 

Był to pierwszy medal wywalczony przez koszykarską reprezentację Polski na arenie międzynarodowej. Kilka miesięcy później, w maju 1939 roku, biało-czerwoni prowadzeni przez trenera Walentego Kłyszejkę sięgnęli po brąz w mistrzostwach Europy mężczyzn w Kownie.