Wcześniej miał rywala trzykrotnie na deskach, ale kolejne liczenie nie było już potrzebne. W dziewiątej rundzie, gdy "Mickey" znów znalazł się w opałach do akcji wkroczył sędzia ringowy i przerwał pojedynek. "El Alacran" (Skorpion) w meksykańskim stylu unieszkodliwił przeciwnika, ale przyznał, że była to najcięższa wojna w jego karierze. Cięższa niż walka z Francisco "Bandito" Vargasem czy Takashi Miurą.

 

26-letni Berchelt (35-1, 31 KO) trafił 276 z 843  ciosów, które wyprowadził (33 procent), a Roman odpowiednio 167-626 (27 proc). Przewaga w jabs była jeszcze bardziej widoczna: 96 – 329 (29 proc)  do 24 – 186 (13 proc). Sześć lat starszy "Mickey" Roman (60-13, 47 KO) bił się dzielnie, ale prawdę mówiąc nie miał wiele do powiedzenia. Zwycięstwo Berchelta przed czasem było jedynie kwestią czasu, choć emocji nie brakowało od pierwszego gongu do końca pojedynku.

 

Berchelt ma rację, gdy mówi, że kluczem do zwycięstwa były ciosy na korpus. - W szóstej rundzie mocno go trafiłem i już wiedziałem, że jest mój. Ale jestem pełen uznania za jego serce do walki. Obiecywał wojnę i dotrzymał słowa. W  starciu dwóch meksykańskich wojowników byłem lepszy, ale powtórzę jeszcze raz, że z pewnością była to dla najcięższa z obron mistrzowskiego pasa - mówił po walce w El Paso urzędujący czempion.

 

Dla 32-letniego Romana była to trzecia i prawdopodobnie ostatnia walka o tytuł, ale dla Berchelta największe walki dopiero nadchodzą. On sam ma nadzieję, że już niedługo dołączy do największych mistrzów w historii meksykańskiego boksu, takich jak Julio Cesar Chavez Sr, Marco Antonio Barrera, Eric Morales, Juan Manuel Marquez czy Saul "Canelo" Alvarez.

 

Berchelt marzy w przyszłym roku o unifikacyjnych pojedynkach z innymi mistrzami wagi superpiórkowej: Tevinem Farmerem, Gervontą Davisem, Alberto Machado czy Masayuki Ito. A najbardziej o tym, by przenieść się do walki lekkiej i zmierzyć się z Wasylem Łomaczenką.

 

Tylko takie wygrane mogą go bowiem przenieść w świat nieśmiertelnych gwiazd boksu. Na razie mu jednak  do nich daleko. Jego walkę z Romanem w Don Haskins Center w El Paso obejrzało na żywo 5420 widzów.  A starcie Oscara De La Hoi z Patrickiem Charpentier w 1998 roku, które miałem przyjemność w El Paso komentować, 44 tysiące.

 

Nie mówiąc już o rekordzie, który należy do Chaveza Seniora. W 1993 roku gdy nokautował Grega Haugena, na stadionie Azteca w Mexico City było 136 tysięcy ludzi.

 

Przed Bercheltem więc jeszcze długa droga.