Monaco szuka przełamania od blisko trzech miesięcy, jednak nawet zmiana menedżera dotychczas nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Thierry Henry objął zespół z Księstwa, jednak ten w obliczu gigantycznych problemów kadrowych, aresztowania właściciela klubu - Dimitrija Rybołowlewa oraz zapaści formy przegrywa raz za razem.
 
Tym razem katem zespołu z Ligue 1 okazał się Club Brugge. To właśnie z Belgami gospodarze mieli powalczyć o trzecie miejsce w grupie A i awans do fazy pucharowej Ligi Europy, jednak w obecnej formie nie ma o czym mówić. Monaco rozpoczęło ten mecz koszmarnie i bardzo szybko morale zespołu zostało zrównane z ziemią.
 
Już w 12. minucie wynik otworzył Hans Vanaken po tym, jak obrona gospodarzy została sforsowana prawym skrzydłem. W tej sytuacji Kamil Glik minął się z piłką, a napastnik gości skierował piłkę do pustej bramki z najbliższej odległości. To miał być kubeł zimnej wody na głowy gospodarzy, jednak ci nie wyciągnęli wniosków i już pięć minut później przegrywali 0:2. Antonio Barreca zagrał ręką w obrębie własnego pola karnego i Vanaken podwoił swój dorobek bramkowy z jedenastu metrów.
 
Glik nie popisał się także w 24. minucie, gdy indywidualną akcję na lewym skrzydle zawiązał Wesley. Reprezentant Polski w niezwykle ospały sposób naciskał 21-letniego Brazylijczyka, a ten zdążył spokojnie zejść na prawą nogę i zaskoczyć Benaglio z dystansu. Znokautowany zespół gospodarzy nie był w stanie wstać z kolan, a kamery wielokrotnie pokazywały Henry'ego chowającego twarz w dłoniach. Zawodnicy w biało-czerwonych strojach próbowali wszystkiego, jednak ich ataki się nie zawiązywały.
 
Była gwiazda Arsenalu i reprezentacji Francji próbowała ratować sytuację wpuszczając do boju... 17-latków, którzy mieli ożywić grę bezradnych gospodarzy, jednak ten manewr nie przyniósł poprawy gry. W 73. minucie sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, bowiem bez udziału rywala kontuzji pachwiny doznał Kamil Glik. Reprezentant Polski długo zwijał się z bólu poza linią boczną i został zmieniony. Czy jego uraz oznacza, że nie zobaczymy go w meczach kadry z Czechami i Portugalią?
 
Gwoździem do trumny i smutnym podsumowaniem występu gospodarzy było trafienie Ruuda Vormera w 85. minucie po kolejnym błędzie defensywy. Monaco zajmuje ostatnie miejsce w grupie A, z kolei Club Brugge dość nieoczekiwanie może jeszcze mieć nadzieje na namieszanie w tych rozgrywkach. Co ciekawe, Club  Brugge to dopiero drugi belgijski klub, który prowadził 3:0 w meczu Ligi Mistrzów. Szlak przetarł Anderlecht Bruksela w spotkaniu z Werderem Brema w 1993 roku. "Fiołki" ostatecznie przegrały 3:5.
 
AS Monaco - Club Brugge 0:4 (0:3)
Bramki: Vanaken 12, 17 (k), Wesley 24, Vormer 85
 
AS Monaco: Diego Benaglio - Djibril Sidibe, Kamil Glik (75. Almamy Toure), Jemerson, Antonio Barreca - Nacer Chadli, Youssef Ait Bennasser (68. Han-Noah Massengo), Youri Tielemans - Moussa Sylla, Radamel Falcao (61. Gobe Gouano), Sofiane Diop
 
Club Brugge: Ethan Horvath - Benoit Poulain, Brandon Mechele, Stefano Denswil - Clinton Mata (77. Thibault Vlietinck), Ruud Vormer, Marvelous Nakamba, Mats Rits, Krepin Diatta - Wesley (72. Kaven Rezaei), Hans Vanaken
 
Żółta kartka: Barreca