Faworytem sobotniego pojedynku w Manchesterze jest Ukrainiec, ale nie brakuje głosów, że Tony Bellew może sprawić niespodziankę. – Jego lewy sierpowy ma dużą moc czego sam zasmakowałem – mówił o sile ciosu swojego rodaka podczas niedawnej wizyty w Polsce Davida Haye, dwukrotnie znokautowany przez Bellew.

 

Warto tylko dodać, że to był już cień dawnego „Kosiarza”. Kilkuletnia przerwa i liczne kontuzje zrobiły swoje, stary Haye, moim zdaniem, poradziłby sobie w tych walkach.

 

Jeśli jesteśmy już przy byłym mistrzu świata wagi junior ciężkiej i ciężkiej, David Haye, zapytany przez Mateusza Borka o charakterystykę Bellew powiedział, że we wszystkim, co robi jest dobry. Nie ma nic szczególnego, wybitnego, ale wszystko potrafi. I co istotne jest inteligentny, podejmuje dobre wybory, umie też przetrwać trudne chwile.

 

Z tym ostatnim bywa różnie. Pięć lat temu z Adonisem Stevensonem, mistrzem WBC wagi półciężkiej, nie przetrwał. Od urodzonego na Haiti Kanadyjczyka dostał porządne lanie i został poddany w szóstej rundzie.

 

Ale to jedyna tak bolesna porażka Bellew. Wcześniej, w październiku 2011 roku, przegrał wprawdzie jeszcze pierwszy pojedynek z Nathanem Cleverlym (w wadze półciężkiej), ale rewanż ( w listopadzie 2014 r), w wyższej kategorii, wygrał. Obie walki były wyrównane, szczególnie ta pierwsza, nic dziwnego, że Bellew nie uważał się w niej za przegranego.

 

Rewanż z Cleverlym pozwolił mu uwierzyć, że stać go na więcej i zmiana kategorii na wyższą ma sens. Niewiele brakowało jednak, by trzynaście miesięcy później przegrał pojedynek z Mateuszem Masternakiem, którego stawką był pas mistrza Europy. Gdyby nie ściany, które mu trochę pomogły, mistrzem Starego Kontynentu byłby ponownie Polak. A tak Bellew dostał szansę walki o wakujący pas WBC z Ilungą Makabu. I nie był w niej faworytem. Pamiętam doskonale, bo komentowałem ten pojedynek, że wszystko mogło się przecież zakończyć nie po jego myśli. Leżał na deskach, był liczony i jestem przekonany, że wielu ludzi w tym momencie w niego zwątpiło. Ale on nie zwątpił, podobnie jak Krzysztof Głowacki w starciu z Marco Huckiem. Wstał, ruszył na rywala, i wygrał przez nokaut.

 

Sobotni pojedynek to dla Bellew ogromne wyzwanie, zbijał sporo wagi, ostatnie dwie walki stoczył przecież z Davidem Haye’em w kategorii ciężkiej, poleciał do Portugalii w tym celu. Stawka jest gigantyczna, cztery mistrzowskie pasy na szali, ale też świadomość, że może dostać lanie, tak jak kiedyś ze Stevensonem, tyle że on czarnego scenariusza do siebie nie dopuszcza.

 

Musi sobie jednak zdawać sobie sprawę, że zmierzy się z pięściarzem wybitnym, u szczytu możliwości. Usyk ma 31 lat, 15 zawodowych walk na koncie, same zwycięstwa, a te najważniejsze odniesione na terenie rywali. Teraz też, to Bellew będzie gospodarzem. Usyka ma jednak z Anglią miłe wspomnienia. Sześć lat temu zdobył przecież w Londynie złoty medal igrzysk olimpijskich.

 

Po igrzyskach występował w rozgrywkach World Series of Boxing (WSB) i nie przegrał walki, choć bił się z takimi tuzami jak Anglik Joe Joyce (wicemistrz olimpijski kat. superciężkiej w Rio de Janeiro), czy Azer Magomiedrasul Medżidow, dziś już trzykrotny mistrz świata tej kategorii.

 

Usyk zaczynał sportową karierę od piłki nożnej w rodzinnym Symferopolu. W 2002 roku, mając 15 lat zamienił piłkę na boks. Cztery lata później (Płowdiw – 2006) stał z brązowym medalem na podium mistrzostw Europy w wadze średniej (75 kg). W półfinale pokonał go wtedy Rosjanin Matwiej Korobow. Minęły dwa lata (Liverpool – 2008) i Usyk był już mistrzem Europy w wadze półciężkiej (81 kg), a po trzech kolejnych mistrzem świata kategorii ciężkiej (Baku – 2011).

 

Usyk wygrywa umiejętnościami, szybkością, pracą nóg. Mówi się, że prawy prosty u pięściarza leworęcznego jest kluczem do jego wielkości. Mańkut bez prawej ręki jest żałosny, choć oczywiście bywają jak zawsze wyjątki.

 

– Nogi karmią wilka – zwykł mawiać Usyk i trafia w sedno, bo to klucz do jego zwycięstw. Ukrainiec jest królem wagi junior ciężkiej, choć stoczył zaledwie 15 zawodowych walk.

 

Najtrudniejszą stoczył w półfinale turnieju WBSS (World Boxing Super Series), który przyniósł mu kilka milionów dolarów, cztery najważniejsze pasy (WBC, WBA, IBF, WBO) i pas The Ring, oraz Puchar Muhammada Ali, z Łotyszem Mairisem Briedisem w Rydze. W moskiewskim finale z Muratem Gassijewem dominował już od początku do końca.

 

I wszystko wskazuje, że podobnie będzie w Manchesterze w najbliższą sobotę, choć Tony’ego Bellew nie można skreślać, bo to przecież były zawodowy mistrz świata i Europy, bokser z charakterem i sercem do walki, o czym nie wolno zapominać.

 

Transmisja gali z walką Oleksandr Usyk - Tony Bellew 10 listopada w sobotę od godziny 20:00 w Polsacie Sport.