Głosuj na Michała Haratyka w 84. Plebiscycie Przeglądu Sportowego.

 

Osiągnął, bo nie przekroczył. Ten splendor przypadł w tym roku Michałowi, który po wielu latach harówki wszedł wreszcie na poziom, jaki sobie wymarzył. 13 czerwca w prestiżowych zawodach w Ostrawie posłał kulę na dotychczas niewyobrażalne w naszym kraju 22,08 m, czym dostał się do lekkoatletycznego kosmosu. – Zakręciłem, zrobiłem swoje, poleciało – tyle miał później do powiedzenia nowy polski król koła. Tam na stadionie też nie było dzikich podskoków ani rundy po stadionie. Haratyk zdobył się jedynie na pokazanie kciuka do kamery.

 

– Nie jestem żadną gwiazdą. Przyjeżdżam na trening i trenuję, a na zawodach startuję. To wszystko, taką mam pracę. Okej, na marketingu można zarobić, ale nie uważam, że mało zarabiam. Mnie zależy na pozycji w naszym środowisku, a tę buduje się tylko dalekimi pchnięciami – tłumaczył.

 

Haratyk skoncentrował się na tym, by na stałe zyskać szacunek rywali. Jako zdecydowany lider rankingu europejskiego zamierzał w sierpniu udowodnić wartość w mistrzostwach kontynentu w Berlinie. To miało być ostateczne rozliczenie z tymi wszystkimi imprezami, w których dotychczas coś mu nie wychodziło. I zrobił to. Pchnął 21,72 m – tyle wystarczyło, by po raz pierwszy w życiu zagrali mu Mazurka Dąbrowskiego.

 

Więcej o Michale Haratyku możecie przeczytać pod tym LINKIEM.