Losowanie było szczęśliwe, ale awans uzyskuje się na boisku. Trzeba o tym pamiętać! Przykład młodzieżówki Czesława Michniewicza najlepiej obrazuje, że czasem trudniej zdobyć punkty na Wyspach Owczych niż w Danii. Ale umówmy się. Lepiej grać z Austrią, Izraelem i Słowenią, niż Niemcami, Serbią czy Czarnogórą. Dublin odbieram więc jako miejsce szczęśliwe dla Polaków.


Stolica Irlandii i efektownie prezentujący się Aviva Stadium będą gościć uczestników turnieju finałowego. I życzyłbym sobie, aby mecze pierwszej rundy, albo lepiej: 1/8 finału, rozegrali tam Polacy. To miejsce niezwykle przyjazne naszym rodakom. Jest tu ich mnóstwo i są bardzo dobrze odbierani. Według oficjalnych danych na całej Zielonej Wyspie mieszka „nas” ponad 130 tysięcy. Ale na miejscu uważa się, że irlandzka Polonia jest dużo liczniejsza niż według statystyk. To bardzo możliwe.

 


W Londynie miejsca pracy zajmowane przez wiele lat przez Polaków przejmują emigranci z Ukrainy, Bułgarii i Rumunii. Nie każdy nasz rodak ma tam dobrą opinię, co jest jak najbardziej normalne, bo wszędzie znajdą się dobrzy i źli ludzie. Przez niespełna trzy dni spędzone w Dublinie spotkałem około dwudziestu „krajanów”. Od obsługi w hotelach, zarówno w recepcjach jak i szefowej restauracji, specjalistów i inżynierów na wysokich stanowiskach w firmach telekomunikacyjnych po współpracujących z UEFA w biurze akredytacyjnym, którzy marzą o związaniu się z Europejską Federacją Piłkarską na dłużej. Ci ostatni po studiach w Stanach Zjednoczonych i Szwajcarii.

 

Łączyło ich jedno. Wysoka kultura osobista, uśmiech i chęć niesienia pomocy. Od zaproszenia do pokazania najciekawszych miejsc miasta, użyczenia parasoli na nagranie dla Polsatsport.pl (uwaga! Nasz portal jest tam czytany!) przy zacinającym deszczu, czy poczęstowania Marcina Feddka oraz operatora Grzegorza Zakolskiego grzanym winem, gdy nieco zmarznięci wróciliśmy znad rzeki Liffey, nad którą wznosi się piękny most imienia irlandzkiego pisarza i dramaturga Samuela Becketta. To z niego rozpościerał się piękny widok i to nie tylko na The Convention Center, gdzie w niedzielne południe pojawiły się najważniejsze osobistości futbolu na Starym Kontynencie.

 


W Dublinie swoją siedzibę ma Facebook i Google. Ale powierzchni biurowej generalnie brakuje. Dlatego na nabrzeżu rzeki, w miejscu dawnych przystani, gdzie niegdyś statki zostawiały lub odbierały ładunek, powstają nowoczesne oszklone budynki. To inwestycja urodzonego tu lidera grupy U2, Bono. Wydaje się, że trafna, bo miasto składa się głównie z niskiej zabudowy. Brakuje nie tylko miejsc do pracy ale i mieszkań. Wynajem sporo tu kosztuje.

 

 


Irlandia to piękny kraj i żyje się tu wolniej, spokojniej, bez nadmiernego pośpiechu i wszechobecnych szczególnie w Warszawie: nerwowości czy chamskiego zachowania kierowców na ulicach. Rodowici mieszkańcy Dublina ciepło mówią o swoich polskich sąsiadach, a prawie każdy z napotkanych przeze ze mnie rodaków na pytanie czy wraca do Polski odpowiadał: „Nie, zostaję tutaj. Bo żyje się lepiej”. Tylko inżynier z firmy telekomunikacyjnej zamierza osiąść na stare lata w kraju. Ma w Polsce farmę. Ale nie spieszy się. To tu chce zarobić na godną emeryturę.