- Moje święta co roku wyglądają podobnie, czyli spędzam je w sposób aktywny. Prawie w każdą Wigilię trenuję i teraz też przed południem będę na torze w Tomaszowie Mazowieckim. Musimy trzymać formę, bo dla łyżwiarzy szybkich Boże Narodzenie wypada w środku sezonu, a już w lutym czekają nas mistrzostwa świata. Dlatego nie możemy pozwolić sobie na leniuchowanie, obżarstwo czy tydzień odpoczynku – powiedział złoty medalista igrzysk w Soczi.

 

Bródka dodał, że dopiero po wigilijnym treningu przyjdzie czas na chwilowe zwolnienie tempa i poczucie świątecznej atmosfery.

 

- To dla mnie ważny moment, bo możemy spotkać się w rodzinnym gronie, co w życiu zawodowego sportowca nie jest łatwe i częste. W tym roku do wigilijnej kolacji usiądziemy niestety w mniejszym gronie, ponieważ w ostatnim czasie pożegnaliśmy dwie kochane babcie – tłumaczył 34-letni reprezentant Polski.

 

Dla żony Agnieszki i swoich dwóch córek Gabrysi i Amelki mistrz olimpijski będzie miał czas w Boże Narodzenie, ale - jak wyjawił - drugi dzień świąt spędzi na służbie w komendzie powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Łowiczu, gdzie pełni funkcję zastępcy zmiany.

 

- Mój grafik jest ostatnio bardzo napięty, bo w tym roku po raz pierwszy w sezonie zimowym nie zostałem oddelegowany wyłącznie do zadań sportowych. Łączę więc treningi i starty ze służbą, co nie jest łatwe i bywa bardzo męczące fizycznie oraz psychicznie. Momentami jestem bardzo zmęczony, ale nie narzekam, bo to moja praca i pasja. Dużo sił dodają mi żona i córki, które bardzo mnie dopingują i wspierają. Cieszę się, iż są tak wytrwałe, że pozwalają mi trenować i startować – tłumaczył utytułowany panczenista i zawodowy strażak.

 

Jak jednak podkreślił - mimo obowiązków sportowych i zawodowych - stara się również uczestniczyć w przygotowaniach do świąt.

 

- Oczywiście większość spraw spada na barki żony, ale staram się jakoś pomóc m.in. sprzątając dom. Lubię też zrobić coś w kuchni i przygotować jedną z potraw – przyznał Bródka.

 

Zaznaczył jednak, że nie zdradzi, co jest jego kulinarną specjalnością. Nie ukrywał natomiast, że do jego ulubionych wigilijnymi dań zalicza się czerwony barszcz z uszkami i pierogi mamy.

 

Panczenista dodał, że do jego przedświątecznych zadań należy też przygotowanie świątecznych prezentów dla córek.

 

- Niestety, często robię to na ostatnią chwilę. Kiedy mamy cztery zawody Pucharu Świata z rzędu, często po ostatnim z nich przypominam sobie, że za chwilę święta. I wtedy szybko trzeba coś zorganizować - wspomniał łyżwiarz UKS Błyskawica Domaniewice.

 

Jak podkreślił, dla niego najważniejszym życzeniem jest dobre zdrowie, o czym – jak mówił - przekonał się osobiście w ostatnich sezonach.
- Kontuzje pokrzyżowały moje plany i nie pozwoliły do końca zrealizować celów. Zdrowie jest najważniejsze, bo na wszystko inne jesteśmy w stanie zapracować sami - zaznaczył.

 

Dodał, że po świętach ma w planach krótkie zgrupowanie w Zakopanem. Sylwestra spędzi jednak w domu w Domaniewicach, bo w Nowy Rok czeka go kolejny... dyżur strażacki.