29 grudnia 2013 r. tuż po godzinie 11 nieopodal Meribel, jednego z największych ośrodków turystycznych w centrum Trzech Dolin we francuskich Alpach, jeden z narciarzy znika nagle z trasy. Nie mija kilka chwil, kiedy okazuje się, że zbaczając z uczęszczanej drogi ów narciarz przewraca się, uderza głową o kamienie. Z jednej strony kask chroni go przed śmiercią, z drugiej – zamontowana na kasku kamera powoduje dotkliwe obrażenia.

 

Narciarzem okazał się Michael Schumacher, siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1, 91-krotny zwycięzca Grand Prix, jeden z największych sportowców wszech czasów. Od tego momentu nie widziano go publicznie, ze zdawkowych informacji wiadomo, że przebywa w domu nad Jeziorem Genewskim, a uszkodzenia mózgu podczas wypadku były tak wielkie, że były kierowca ani nie chodzi, ani nie jest samodzielny w innych aspektach życia, o innych aktywnościach nie wspominając.

 

Ostatnia precyzyjna informacja na temat Schumachera pochodzi z września 2014 r., kiedy zmieniał klinikę w Grenoble na tę w Lozannie. Usłyszeliśmy wówczas, że Schumacher zrobił pewne postępy, ale przed nim jeszcze długa i ciężka droga do odzyskania sprawności.

 

Od tego momentu są już tylko medialne spekulacje. Czasem jakiś anonim „będący z kręgu rodziny” wypowie się dla prasy bulwarowej, co natychmiast dementuje rodzina kierowcy, w tym roku dość precyzyjnie o stanie zdrowia kierowcy wypowiedział się dla niemieckiego „Bilda” ksiądz, który ponoć odwiedził rodzinę. Miał nim być Georg Gänswein, osobisty sekretarz papieża Benedykta XVI, który opowiedział o reakcji wzrokowej chorego na bodźce, ciepłocie jego ciała, kiedy czynił znak krzyża na jego czole, etc.

 

W dobie rozprzestrzeniającej się z prędkością światłą informacji tragiczna historia Schumachera uczy nas innego, nowego kanonu. Fakt, że niemiecki kierowca jeszcze w czasie kariery chronił swoją prywatność pozostaje nie bez znaczenia. Jego najbliższa rodzina pozostaje wierna tym zasadom, z czym trudno pogodzić się milionom fanów. Zwłaszcza że nawet największe gwiazdy show biznesu, kiedy stawały w obliczu śmiertelnej choroby, z reguły wychodziły z nią do świata, co miało znaczenie przede wszystkim terapeutyczne.

 

Nad przekazem medialnym dotyczącym stanu zdrowia Schumachera czuwa jego żona Corina oraz menedżerka Sabine Kehm. Wprawdzie są ludzie, którzy wiedzą wszystko o Schumacherze, ale to bardzo ścisłe grono, w dodatku niezwykle szczelne. Wśród nich m.in. Jean Todt, były szef Ferrari, który odwiedza kierowcę, ale konsekwentnie milczy.

 

Niemiecka prasa spekuluje, że są dwa powody, dla których przekaz o stanie zdrowia kierowcy jest bardzo oszczędny. Pierwszy z nich dotyczy przebiegu rekonwalescencji. Poważne urazy mózgu nie są jednakowe, każdy ma inny przebieg i konsekwencje. Następują również częste wahania stanu chorego, co powoduje, że wydany jednego dnia komunikat następnego traci na aktualności. Drugi z powodów jest taki, że rodzina chciałaby przekazywać tylko pomyślne wieści. A tych po prostu nie ma…

 

Los Schumachera jest ważny dla milionów. Fanów, ludzi z branży motoryzacyjnej, brakuje wszystkim jego niczym nieopisanej charyzmy, spokoju, ale przede wszystkim doświadczenia wynikającego z bycia na topie przez ponad dwie dekady. O wielkości Niemca jako kierowcy znawcy materii mogą pewnie mówić bez końca. Jego fenomen polegał przede wszystkim na tym, że połączył epoki Formuły 1 – tę sprzed wielkiego postępu technologicznego, kiedy ścigali się Alain Prost czy Ayrton Senna, z obecną, kiedy młode pokolenie czerpie nie tylko z własnego talentu, ale również rozwoju inżynieryjnego, opartego o zasoby rodem z Kosmosu.

 

Schumacher umiejętnie łączył także dwa przeciwstawne ze sobą światy w obrębie show biznesu – ten sprzed ery social mediów z tym najnowszym, w którym wszystko jest na sprzedaż. Odnalazł się w obu, zachowując fundamentalne zasady dotyczące prywatności rodziny.

Schumachera brakuje. Może właśnie dlatego wszyscy łakną informacji na jego temat, bo wciąż łudzą się, że wróci i przekaże swoje bezcenne doświadczenie kolejnym pokoleniom, choćby swojemu synowi. Mick jest przecież mistrzem Formuły 3, w nowym roku zadebiutuje w Formule 2 i ma rychłe perspektywy na start w elicie. Wystarczy sobie wyobrazić, jakim mógłby stać się kierowcą, gdyby dostał wsparcie ojca. Kiedy doszło do wypadku, Mick miał 14 lat.

 

3 stycznia Schumacher skończy 50 lat. Pozostanie ikoną, mimo że o stanie jego zdrowia niewiele wiemy, prawdopodobnie pozostaniemy z tą tajemnicą do końca dni wielkiego mistrza. Fanom trudno pogodzić się z niezwykłą ironią losu – gość, któremu nie stało się nic poważnego w trakcie setek wyścigów, stracił zdrowie podczas narciarskiego relaksu.