Ukraińcy atakują.

 

1. Ołeksandr Usyk (junior ciężka) – Dwaj Ukraińcy, prywatnie przyjaciele, na dwóch pierwszych miejscach, a kolejność nie ma tu większego znaczenie. Usyk najważniejsze walki wygrywał na terenie rywali. Zwycięstwo w pierwszej edycji turnieju WBSS (World Boxing Super Series) dało mu nie  tylko kilka milionów dolarów, ale też cztery pasy w wadze junior ciężkiej, którą zdominował jak nikt inny  do tej pory. W finale rozegranym w Moskwie nie dał najmniejszych szans Rosjaninowi z Kaukazu, Muratowi Gassijewowi. A pod koniec roku poleciał do Manchesteru i wszystkie tytuły postawił na szali w starciu z Tonym Bellew, którego znokautował w ósmym starciu. Teraz zamierza spróbować swych sił w wadze ciężkiej. I nie będzie tam bez szans.

 

2. Wasyl Łomaczenko (lekka) – O mniejszym z ukraińskich mistrzów napisano już wszystko. Fenomen – to określenie w jego przypadku nie jest nadużyciem. Cała jego kariera jest tego najlepszym potwierdzeniem. W tym roku z powodu operacji barku stoczył tylko dwie walki. Obie mistrzowskie, z Jorge Linaresem i Jose Pedrazą, obie w wadze lekkiej, i obie wygrane. Ma już cztery mistrzowskie pasy w trzech kategoriach wagowych, a za sobą zaledwie 13 zawodowych pojedynków. Gdzie się zatrzyma ?

 

3. Terence Crawford (półśrednia) – Amerykanin z Omaha też zasługuje na pełne zachwytu określenia. W tym roku zdobył pas w trzeciej kategorii (półśredniej), którą zamierza zdominować. Łatwo nie będzie, bo inni mistrzowie (Errol Spence Jr, Keith Thurman czy Shawn Porter) też wiedzą na czym ten sport polega. Ale Crawford z wielu względów jest wyjątkowy. Aby to zrozumieć trzeba koniecznie zobaczyć go w akcji.

 

4. Saul Alvarez (średnia) – 28 letni, rudowłosy Meksykanin  sprawia wrażenie,  że dojrzał i dopiero się rozpędza, choć na zawodowych ringach walczy już od piętnastego roku życia. Zapełnia największe hale (ostatnio Madison Square Garden), za walki z przeciętnymi rywali (jak chociażby Rocky Fielding w Nowym Jorku) dostaje 33 mln dolarów. W Meksyku ten właśnie pojedynek obejrzało 26 mln ludzi.

4 maja 2019 chce walczyć z Danielem Jacobsem w Las Vegas, a we wrześniu po raz trzeci z Gołowkinem, z którym za pierwszym razem zremisował, a za drugim nieznacznie wygrał. I każdy w tych werdyktów budził kontrowersje. Łatwiej to zrozumieć wiedząc, że ostatnio podpisał z DAZN pięcioletni kontrakt na 11 walk za okrągłą sumkę 365 mln dolarów, co jest rekordem w historii sportu.

 

5. Anthony Joshua (ciężka) – Syn nigeryjskich emigrantów ma trzy ważne pasy (IBF, WBA, WBO) i zapełnia każdy stadion na Wyspach Brytyjskich. Mistrz olimpijski z Londynu (2012) jest megagwiazdą w Anglii, ale musi jeszcze pokonać Deontaya Wildera i swojego rodaka, Tysona Fury, by nikt nie miał wątpliwości, że to on jest królem wagi ciężkiej. W tym roku wygrał na punkty z Josephem Parkerem, zabierając Nowozelandczykowi pas WBO, później znokautował Aleksandra Powietkina, ale wciąż słychać głosy malkontentów. A przecież on ma zaledwie 29 lat (bokserskie rękawice założył dopiero 11 lat temu), z 22 zwycięskich walk, 21 wygrał przed czasem,  a przyszłość przed nim. Dziś za każdy pojedynek już zgarnia fortunę, a prawdziwe żniwa dopiero nadchodzą. Nie mam pewności, czy znokautuje Wildera i poradzi sobie w Furym, ale postawię na niego, bo widzę jakie robi postępy i jakimi atutami dysponuje. Ale na takie hity trzeba jeszcze trochę poczekać.

 

6. Giennadij Gołowkin (średnia) - „GGG” miał trzy mistrzowskie pasy i królewskie berło w wadze średniej, ale choć wciąż jest znakomity, zostały z tego tylko wspomnienia. Pas IBF odebrała mu federacja, a dwa pozostałe Saul Alvarez wygrywając  z nim we wrześniu w Las Vegas. Nie dla wszystkich ekspertów werdykt sędziowski jest oczywisty, ale z faktami się nie dyskutuje. W przyszłym roku Kazach zapewne zmierzy się z Meksykaninem po raz trzeci i będzie miał prawdopodobnie ostatnią szansę, by wyjaśnić wszystko na swoją korzyść. Wciąż jest bowiem znakomitym pięściarzem, tyle że sporo starszym od „Canelo”, więc czas nie działa na jego korzyść. 

 

7. Mikey Garcia - Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, absolwent Akademii Policyjnej. Mógł zostać szeryfem, ale woli być mistrzem boksu, który ma we krwi. Trenuje go starszy brat Roberto Garcia, były mistrz świata wagi superpiórkowej i ojciec Eduardo, prawdziwy bohater dla najmłodszego z jego synów. Niepokonany Mikey Garcia zdobył już mistrzowskie pasy w czterech kategoriach (piórkowej, superpiórkowej, lekkiej i superlekkiej) i gdy wszyscy ostrzyli sobie zęby na jego walkę z Wasylem Łomaczenką w lekkiej, on wybrał konfrontację z Errolem Spencem Jr, mistrzem IBF w wadze półśredniej. Jeśli ta misja się powiedzie, to będzie gigantem i przejdzie do historii, o czym zawsze marzył.

 

8. Naoya Inoue - Japoński król nokautu. Szczupły, niewysoki (164 cm), aktualny mistrz wagi koguciej i były czempion kategorii papierowej i supermuszej, razi pięściami swych rywali jak piorunem. To prawdziwy „Monster”, kat dla wszystkich tych, którzy zaryzykują i wyjdą z nim do ringu. Kto go zatrzyma ?

 

9. Srisaket Sor Rungvisai - 32-letni Taj ostatni pojedynek przegrał prawie pięć lat temu. W ubiegłym dwukrotnie pokonał Romana Gonzaleza, uważanego za nr 1 rankingu bez podziału na kategorie. W tym roku wygrał trzy walki, w tym ze znakomitym Juanem Francisco Estradą broniąc tytułu WBC w wadze supermuszej, który odebrał wspaniałemu „Chocolatito” z Nikaragui.

 

10. Ołeksandr Gwozdyk – trzeci z Ukraińców, którego boksu uczył w reprezentacji tego kraju Anatolij Łomaczenko, ojciec Wasyla,  sięgnął po pas WBC w wadze półciężkiej w dramatycznych okolicznościach. Na początku grudnia ciężko znokautował Adonisa Stevensona, broniącego skutecznie tego tytułu przez pięć ostatnich lat. Kanadyjczyk urodzony na Haiti został po tej walce odwieziony do szpitala i przebywa tam bez świadomości do dziś.

 

Ktoś napisał, że to był rok Usyka, Łomaczenki i Gwozdyka. Ma rację, Ukraińcy atakują.

 

Najlepszy trener 2018

 

Ukrainiec Anatolij Łomaczenko – jego wizja boksu technicznego, mądrego, ale opartego o wspaniałe przygotowanie fizyczne, zdaje egzamin również na zawodowych ringach. Teraz stoi wprawdzie tylko w narożniku swego syna Wasyla, ale Ołeksandr Usyk i Gwozdyk to przecież jego wychowankowie, z czasów gdy był trenerem reprezentacji Ukrainy, a oni sięgali na igrzyskach w Londynie (2012) po olimpijskie medale. Wasyl Łomaczenko i Usyk po złote, a Gwozdyk po brązowy. A przecież na podium stali tam jeszcze Denys Berińczyk (srebro w wadze lekkopółśredniej) i Taras Szełestiuk (brąz w półśredniej). To była złota drużyna Anatolija Łomaczenki.