Real Madryt miał rozegrać zaległy mecz 17. kolejki 3 stycznia, jadąc na El Madrigal. Villarreal spisuje się bardzo słabo w tym sezonie i znajduje się w strefie spadkowej, jednak mecze na jego obiekcie nigdy nie należą do najprzyjemniejszych.
 
Boleśnie przekonał się o tym Real, który zdołał wywieźć z trudnego terenu zaledwie punkt. Spotkanie świetnie rozpoczęło się dla gospodarzy, a wynik płaskim i dokładnym strzałem otworzył Santi Cazorla. 34-letni już pomocnik wrócił w tym sezonie do gry po serii paskudnych kontuzji, a lekarze nie mieli wątpliwości, że Hiszpan nie ma po co wracać na boisko.
 
Stracony gol podziałał na Real jak płachta na byka. Królewscy szybko wrócili do gry i po kwadransie już prowadzili. Do siatki Sergio Asenjo trafiali Karim Benzema i Raphael Varane. Gdy wydawało się, że goście dowiozą do końca korzystny rezultat, na dziesięć minut przed końcem znowu znać o sobie dał Cazorla.
 
Były reprezentant Hiszpanii wykończył składną akcję ambitnych gospodarzy strzałem głową. Wydarzenie jest o tyle wyjątkowe, że pomocnik mierzy zaledwie 165 cm wzrostu. Przy akcji bramkowej pokonał jednak niemrawo interweniującego Thibauta Courtoisa i dał swojemu zespołowi cenny punkt, który przynajmniej na kilkanaście godzin pozwoli Villarreal opuścić strefę spadkową.
 
Dla Realu jest to z kolei zła wiadomość, bowiem wciąż traci on dwa punkty do podium La Liga. Strata do liderującej Barcelony wynosi wciąż siedem oczek.
 
Villarreal - Real Madryt 2:2 (1:2)
 
Bramki: Cazorla 4, 82 - Benzema 7, Varane 20