Kliczko stoczył niesamowitą batalią z Joshuą, którą przegrał przez nokaut w jedenastej rundzie. Szybko zaczęto mówić o rewanżu, który z pewnością świetnie by się sprzedał, lecz Ukrainiec dość niespodziewanie zakończył karierę. Poinformował o tym w sierpniu 2017 roku w specjalnym oświadczeniu. - Jednak w pewnym okresie swojego życia potrzebujemy, albo po prostu chcemy, zakończyć nasze dotychczasowe zajęcia i przygotować się na kolejne, nowe wyzwania - wygłosił.

 

Wydawało się, że pogłoski o powrocie do ringu w końcu ustaną. Nic z tych rzeczy! Według "The Sun" Ukraińca możemy zobaczyć już w kwietniu i to na Wembley. Miałby tam zastąpić Joshuę. Anglik jeszcze w zeszłym roku podpisał umowę na starcia właśnie na tym stadionie, ale teraz wyraża większe zainteresowanie wejściem na rynek Stanów Zjednoczonych. Miałby się tam zmierzyć z Jarrellem Millerem.

 

I właśnie dlatego Kliczko mógłby wystąpić na Wembley, gdzie zmierzyłby się z Dillianem Whyte'em (25-1, 18 KO). Tak przynajmniej uważa ceniony dziennikarz Steve Bunce.

 

- Słyszę o tym wiele historii. Kliczko wraca, będzie walczył, a łączy się go z wielkim brytyjskim ciężkim. To nie Fury, nie Joshua - przyznał.

 

Choć nie wymienił nazwiska Whyte'a, to po tym, jak został przyciśnięty przez fanów na Twitterze, stwierdził, że jest to jedna z najbardziej szalonych walk, jakie można zestawić.

 

Whyte od dawna chce zmierzyć się z Joshuą, a walka na Wembley wydawała się idealną okolicznością. Czy jednak starcie z Kliczką również nie byłoby kuszące? Wszystko zależy jednak od prawdziwości tych spekulacji.