W ostatnim odcinku programu "Prawda Siatki" moi redakcyjni koledzy z Polsatu Sport - Jurek Mielewski i Marcin Lepa rzucili hasło "Teraz Polska" i wskazali polskich trenerów, którzy w nowym sezonie mają uczestniczyć w polskich projektach - Piotr Gruszka w Rzeszowie i Michał Gogol w Bełchatowie. Czy tak w rzeczywistości będzie zobaczymy, jeśli tak, będę im mocno kibicował. Tak jak do tej pory, Piotrkowi w GKS Katowice i Michałowi, najpierw w Szczecinie, teraz w AZS-ie Olsztyn. 


Dla obu byłoby to wielkie wyzwanie wszak chodzi o prowadzenie klubów, które od wielu lat należą do najlepszych w PlusLidze, a też pojawiały się głosy, że polscy trenerzy nie mogą się wykazać, bo prawdziwe rodzynki od lat trafiają w obce ręce. Tak się składa, że ostatnimi Polakami, którzy prowadzili drużyny z Rzeszowa i Bełchatowa byli ludzie silnie związani z lokalnym środowiskiem - w pierwszym przypadku Andrzej Kowal, w drugim Jacek Nawrocki. Obaj łatwo nie mieli, co najlepiej pokazuje przykład trenera Kowala sprzed dwóch lat, o czym na łamach Polsatsport.pl pisaliśmy i co warto przypomnieć.


Szkoleniowiec Resovii atakowany był dosłownie ze wszystkich stron. Także ze strony kibiców swojego klubu, tych najbardziej zagorzałych też. W sporcie liczy się to co teraz, dzisiaj, mało kto patrzy na to, co wydarzyło się dwa czy pięć lat temu (...). Oczekiwania były z pewnością większe, ale ocena pracy trenera Kowala w Resovii tylko i wyłącznie przez pryzmat jednego sezonu jest mocno niesprawiedliwa. Konstruktywna krytyka jest w porządku, ale zwykły hejt i wszelkiej maści złośliwe komentarze są nie do przyjęcia. Szczególnie wtedy, kiedy chodzi przecież o "swojego" człowieka, dla którego Resovia, tak jak dla tych najbardziej zagorzałych, była, jest i pewnie będzie wszystkim.


Idę o zakład, że gdyby trener Kowal miał na imię Andrea, a nie Andrzej, to ocena jego pracy byłaby niewspółmiernie bardziej korzystna i pewnie nikt nie pozwoliłby sobie na tyle śmiałości w komentarzach, na ile pozwolił sobie w stosunku do Andrzeja. No właśnie, ale tutaj można, bo to przecież Andrzej. Nasz Andrzej. Można przywalić, klepnąć mocno w plecy, nie odda, bo mu nie wypada. Bo on tu dalej będzie, swój chłop.

 

A taki Andrea, nie wiadomo. Na pewno wyjedzie, ale wcześniej pewnie odda. Na tyle mocno, żeby wszyscy pamiętali ile wygrał, a nie tyle, ile mu się wygrać nie udało.


Piotr Gruszka i Michał Gogol wystartują w nowych miejscach pracy z nieco innej perspektywy, ale nie sądzę by było im łatwiej, niż polskim poprzednikom. No chyba, że wygrają wszystko, co jest do wygrania. Chociaż wcale bym się nie zdziwił, gdyby i w takiej sytuacji pojawiły się głosy, że wszystko fajnie, tylko... styl nie taki jakbyśmy sobie życzyli.