Zbigniew Boniek zareagował na decyzje Jana Urbana. "Największym problemem jest głowa"
- Naszym problemem jest głowa. Jesteśmy mało ambitni, za mało od siebie wymagamy. Gdyby porównać kluby, w których dzisiaj grają nasi kadrowicze do tych, w jakich występowaliśmy my, można by orzec, że to współczesna reprezentacja powinna się bić o medale na MŚ. Lewandowski nie jest otoczony słabeuszami. Pora nie tylko awansować na MŚ, ale też coś na nich osiągnąć – powiedział nam Zbigniew Boniek.

Michał Białoński, Polsat Sport: Jan Urban ogłosił powołania na baraże, wśród których nie tylko wraca po kontuzji Jakub Moder, ale też jest wyczekiwany przez kibiców debiutant Pietuszewski, który robi furorę w FC Porto. Jak pan ocenia te nominacje?
Zbigniew Boniek: Największą domeną trenera Jana Urbana jest to, że ta kadra jest normalna. A normalność jest zawsze filarem do tego, żeby osiągnąć dobry wynik. W tej kadrze nic nas nie zaskakuje, nie ma żadnych sensacji, czy powołań z sufitu, żeby wszystkich zaskoczyć. Wszystko jest logiczne. Logiczne jest także powołanie Pietuszewskiego. To, co ten chłopak robi w FC Porto otwiera mu drzwi do kadry. Pierwsze powołanie dla niego nie jest wcale za późno. Gdyby trener Urban wezwał go wcześniej, gdy nie pauzował za kartki Nicola Zalewski, Oskar pewnie musiałby siedzieć na ławce. Dzisiaj przed nim otwierają się możliwości debiutu w reprezentacji. Pietuszewski dojrzewa bardzo szybko, jest dobry. Może nawet odegrać ważną rolę w spotkaniu z Albanią. Umówmy się, nie zawsze mecz wygrywają ci, którzy wychodzą w pierwszym składzie.
Powołania są dobre również dlatego, że Jan Urban nie wezwał za dużo zawodników.
ZOBACZ TAKŻE: Wielu czekało na to powołanie! Zostanie gwiazdą reprezentacji Polski?
Na liście znalazło się 25 piłkarzy, w tym czterech bramkarzy.
I to jest bardzo dobre. Trzeba się skoncentrować na meczu, a nie na tasowaniu wśród 28 czy ponad 30 piłkarzy, jak bywało za poprzednich selekcjonerów.
Można powiedzieć, że jest to najmocniejsza reprezentacja, na jaką nas w tej chwili stać i nie brakuje mi nikogo. Oczywiście, można by się zastanowić nad błyszczącym w GKS-ie Katowice Bartoszem Nowakiem, ale takie dywagacje zawsze będą. Jan Urban zdecydował, by go nie powoływać i jego decyzje mnie w niczym nie zaskoczyły.
Trener Urban zastanawiał się też nad Pawłem Wszołkiem, ale najwyraźniej uznał, że jest jeszcze na to za wcześnie. Po kontuzji legionista rozegrał dopiero 10 minut.
Wszołek za każdym razem, gdy dostawał szanse wejścia z ławki w meczach reprezentacji, to dawał to, co powinien. Był zawsze pozytywny. Natomiast na razie zagrał w Legii kilka minut i na tym koniec.
Czy Jan Urban nie powołał zbyt mało napastników? Zbigniew Boniek odpowiada
Ekstraklasa ma czterech reprezentantów: Przemysława Wiśniewskiego, Kamila Grosickiego, Bartłomieja Drągowskiego i Bartosza Mrozek, który wskoczył do kadry za Kacpra Tobiasza. Nie zaskakuje pana fakt, że na dwa mecze zostało powołanych tylko trzech napastników: Robert Lewandowski, Karol Świderski i Krzysztof Piątek? Trener Urban nie zdecydował się na szukanie zastępcy kontuzjowanego Adama Buksy.
Wydaje mi się, że i tak będziemy grali jednym napastnikiem, za którym będą "podwieszeni" Jakub Kamiński i Oskar Pietuszewski. Albo Kamiński będzie grał z przodu z Lewandowskim i zastosujemy ustawienie 1-5-3-2. Powoływanie kogoś dla samego odhaczenia powołania byłoby bezsensowne. Widząc, że Buksa jest kontuzjowany, a Arkadiusz Milik już od dłuższego czasu nie może wrócić na boisko, nie bardzo widać kolejnych napastników na poziomie reprezentacyjnym. A baraże o MŚ to nie jest moment, żeby kogoś na siłę wpychać do kadry.
Najbliższe mecze musimy "opędzić" Robertem Lewandowskim, a Świderski i Piątek, mimo że Karol za dużo nie strzela, a Krzysztof gra w egzotycznej lidze bardzo daleko od Polski, muszą przyjechać skoncentrowani, przygotowani na to, że będą musieli dać z siebie wszystko, jeżeli trener na nich postawi.
Jesteśmy rozczarowani, że zarówno Raków, jak i Lech pożegnali się z Ligą Konferencji. Tydzień temu pan przewidywał, że "Kolejorz", w rewanżu z Szachtarem, zaprezentuje się lepiej. I prowadził 2-0, ale odpadł przez bramkę samobójczą. Szachtar nie był tak groźny, jak go niektórzy malowali.
W obu przypadkach odpadliśmy przez "mental" i słabe pierwsze spotkania zarówno Rakowa, jak i Lecha. Nas niestety cechuje jedna rzecz: jeśli trafiamy na jakiegoś przeciwnika, to już z góry, po samej nazwie rywala oceniamy, czy dany dwumecz można wygrać, a jeśli uznajemy, że nazwa brzmi groźnie, to dochodzimy do wniosku, że jeśli przegramy, to się nic nie stanie. Gdy Lech trafił na Szachtara, to obowiązywało to drugie przekonanie. Słyszałem niemal wszystkich: "Nie, no z Szachtarem możesz przegrać, bo to jest mocna drużyna". Ja natomiast podkreślałem, i cały czas stoję na tej pozycji, że w takim meczu trzeba pokazać mentalność i koncentrację wojownika.
Lech kompletnie zawalił w pierwszym meczu u siebie: w obronie grał słabo! Gdy zamknę oczy i przypomnę sobie stratę pierwszej bramki, to widzę, jak przy jednym zawodniku Szachtara kręci się czterech Lechitów i pozwala mu na zagranie piętą, po czym inny zawodnik Szachtara wychodzi sam na bramkarza. Błędy w obronie, w złym ustawieniu wynikają ze złej taktyki, czy braku mądrości poruszania się w strefie defensywnej. Ja uważam, że trener ma bardzo duży wpływ na organizację gry obronnej. Natomiast jeśli chodzi o ofensywę, to tam największą zaletą są umiejętności indywidualne, intuicja pod bramką rywala itd. Z kolei z pewnością można nauczyć piłkarzy dobrego ustawiania się w obronie. Lech może żałować, że tego nie zrobił. Tak samo Raków, który w pierwszym meczu podarował Fiorentinie bramkę z rzutu karnego.
Nasze drużyny muszą się nauczyć, żeby się nie podniecać zdobywaniem punktów poprzez zwycięstwa z jakimiś teoretycznie "ogórkami". Natomiast gdy trafiamy na drużyny, które są absolutnie w naszym zasięgu, jak Fiorentina i Szachtar, od razu sobie wmawiamy, że jak przegramy, to się nic nie stanie. Ja z kolei uważam, że się właśnie stało, bo można było te dwumecze wygrać!
Nie chcę nawiązywać do przeszłości, ale myśmy z Widzewem też kiedyś wylosowali Juventus, Manchester City i Manchester United. I myśmy nie wywieszali białej flagi przed dwumeczami. Wręcz przeciwnie, sami się nakręcaliśmy w szatni: "Panowie, to kur… wygrać! To są tacy sami ludzie jak my!". I takiego nastawienia troszeczkę mi brakowało w poczynaniach Lecha i Rakowa. Gdyby te mecze rozłożyć na czynniki pierwsze, to myśmy przegrali przez nieuwagę, błędy taktyczne. Obydwa dwumecze można było spokojnie wygrać.
Zbigniew Boniek o Robercie Lewandowskim
Niektórzy przekreślili już Roberta Lewandowskiego w Lidze Mistrzów. Odpowiedział dwoma bramkami w meczu z Newcastle i przeszedł do historii jako najstarszy strzelec gola w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Mało tego, Newcastle jest 41 klubem, któremu strzelił w LM. Pod tym względem Polak jest rekordzistą, wyprzedził nawet Leo Messiego. Pan zresztą przewidział, że Robert będzie strzelał nawet do "pięćdziesiątki", o ile tylko będzie miał sytuację.
Robert strzelił dwie piękne bramki, w momencie, gdy rywalizacja o awans była już prawie zakończona. Zaskoczył mnie fakt, że wcześniej, gdy Barcelona miała rzut karny, w końcówce pierwszej połowy, to Robertowi nie pozwolono go wykonać. W tak ważnym momencie. Z punktu widzenia psychologicznego, nie było to dla niego dobre. Ja byłem tym zaskoczony, że Lewandowski nie jest brany pod uwagę przy "jedenastce".
Ale podtrzymuję, że Lewandowski będzie strzelał nawet do "pięćdziesiątki", dopóki będzie grał. Ma to we krwi. On jest prawdziwym killerem, napastnikiem z krwi i kości. To jest najlepszy killer XXI wieku, jeśli chodzi o pozycję numer "dziewięć". Miejmy nadzieję, że równie dogodne sytuację będzie miał w najbliższym meczu z Albanią. Innych rozwiązań w ataku na razie nie mamy.
Zbigniew Boniek podnosi poprzeczkę przed reprezentacją Polski
Nawiązał pan do Widzewa z początku lat 80. Dlaczego reprezentacja wówczas była skuteczna, choć tworzyli ją niemal wyłącznie zawodnicy z polskich klubów. Teraz nazwy klubów, w których występują nasi reprezentanci robią wrażenie, ale oprócz Euro 2016 na duże imprezy jeździmy w roli statystów, a teraz drżymy, czy w ogóle uda nam się awansować na MŚ, choć po raz pierwszy w tym roku na mundialu wystąpią 48 drużyny, a nie 32 jak dotychczas, czy 24 jak w Hiszpanii. Dlaczego tak się dzieje?
Wydaje mi się, że wracamy znowu do problemu z mentalnością. Sam wyjazd na imprezę rangi ME czy MŚ naszych piłkarzy satysfakcjonuje. Weźmy nawet ostatnie ME w Niemczech. My byliśmy tak zadowoleni z samego awansu, że po dwóch porażkach na turnieju, z którego odpadliśmy jako pierwsi, obowiązywało hasło "nic się nie stało", a na jego potwierdzenie przedłużono kontrakt z Michałem Probierzem.
Niestety, naszym problemem jest głowa. My jesteśmy zbyt mało ambitni, za mało od siebie wymagamy, zostawiamy sobie spory margines błędu. Zgadzam się, gdyby porównać kluby, w których dzisiaj grają nasi kadrowicze do tych, w jakich występowaliśmy my, można by orzec, że to współczesna reprezentacja powinna się bić o medale na MŚ. Nie można powiedzieć, że Robert Lewandowski jest otoczony słabeuszami. Wokół niego operują piłkarze: Interu Mediolan, Bundesligi, FC Porto, Aston Villi, Ligue 1. Przyszedł czas, żeby ta reprezentacja nie tylko się zakwalifikowała, ale też coś osiągnęła na mundialu. Jeżeli się znowu nie uda, to przyjdzie pora na zastanowienie się, czy nie warto zrobić zmiany warty i postawić na młode pokolenie.
Przejdź na Polsatsport.pl
