Aleksandra Szutenberg: Jak Pan ocenia dzisiejszy mecz w wykonaniu Polaków?

Ireneusz Mazur: Spotkanie z Belgią miało duży ładunek emocjonalny. Doskonale wiedzieliśmy, że jesteśmy drużyną lepszą od przeciwnika, wyżej notowaną. Źle się gra ze świadomością, że wielu ludzi stawia nasz zespół w roli faworyta i już przed spotkaniem zakłada, że ten mecz jest wygrany. Trochę się przed tym spotkaniem obawiałem, może nie o to, czy wygramy, ale o styl, poziom i emocje. Rzeczywistość okazała się jednak dla nas nadzwyczaj pozytywna i optymistyczna.

 

Oceny po Polska - Belgia: To był popis żelaznej konsekwencji

 
Pierwszy i trzeci set to nasza wyraźna dominacja i przewaga. To była siatkówka ładna, miła dla oka i z przyjemnością oglądało się ten mecz. Drugi set wyglądał podobnie do stanu 14:10. Mieliśmy przewagę, narzucaliśmy styl gry, aż coś się w pewnym momencie zatkało…

Jeden nieudany atak, zepsuta zagrywka i z czteropunktowej przewagi zrobił się remis. Co więcej, to Belgowie prowadzili z nami jednym, dwoma punktami i to źle wróżyło. Wydawało się, że ten set padnie łupem rywali, ale myśmy mieli szczęście, a w grę Belgów wkradła się nerwowość. My to wykorzystaliśmy. Końcówkę wygraliśmy doświadczeniem, ograniem, spokojem, większa przewagą i dystansem związanym zarówno z umiejętnościami, jak i opanowaniem emocji.

Tak wygrane sety są  niezwykle ważne, chociażby przez pryzmat kolejnego spotkania z Niemcami. Nasi najbliżsi rywale pokonali Belgów 3:0. Ważne było, żebyśmy wygrali w podobnym stylu. Tak też się stało.
 
Jako drużyna pokazaliśmy taką świeżą, radosną siatkówkę z polotem, nie męczyła nas ta gra. Graliśmy skutecznie, mieliśmy przegląd wydarzeń na boisku, panowaliśmy nad sytuacją, było wiele widowiskowych akcji. To pokazuje, że jesteśmy w dobrej dyspozycji i możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Biało-czerwoni zagrali lepiej czy gorzej niż z Serbią?

To byli zupełnie inni rywale. Serbowie to drużyna, która jako zespół, jest na innym poziomie niż Belgia. Postawili nam poprzeczkę zdecydowanie wyżej. Żeby wygrać z Serbią trzeba było grać na wyższym poziomie i tak też biało-czerwoni zagrali – dokładniej i bardziej konsekwentnie. Nasza koncentracja polegała na tym, żeby grać lepiej niż rywal, a nasz pierwszy rywal był zdecydowanie bardziej wymagający. Z Belgami tak, jak mówiłem, nastąpił moment dekoncentracji. Ten zastój wynikał między innymi z takiego rozluźnienia. Przeświadczenia, że jesteśmy lepsi od rywali i to jest tylko kwestia czasu, kiedy wygramy. Siatkówka ma to do siebie, że nie lubi takich momentów i mocno za nie karze. W obu przypadkach biało-czerwoni pokazali jednak taką naprawdę bardzo świeżą, lekką, niewymuszoną, miłą dla oka, a przede wszystkim skuteczną siatkówkę.

Mateusza Mikę zastąpił dziś Rafał Buszek. Jak ta roszada wpłynęła na grę?

Mika w pierwszym spotkaniu odczuwał przeciążenia w stawie kolanowym. Podejrzewam, że to było powodem zmiany. Jeśli chodzi o jakość gry, nie było widać różnicy. Nie było widać słabości, gdy na boisku był Rafał Buszek. Bez wątpienia możemy powiedzieć, że na pozycji przyjmującego mamy trzech bardzo wyrównanych zawodników. Buszek w dzisiejszym spotkaniu zaprezentował swoją użyteczność dla reprezentacji.  Potwierdził jakość gry na zagrywce i w ataku. W przyjęciu popełnił kilka błędów, ale to nie rzutowało na końcową ocenę tego zawodnika.

Kogo by Pan dziś szczególnie wyróżnił?

W takich meczach trudno jest wskazać jedną osobę, jako zawodnika, który był bez dwóch zdań najlepszym graczem. To szalenie trudno ocenić. W obronie świetnie spisywał się Wojtaszek, dobrze rozgrywał Grzesiu Łomacz, skutecznym zawodnikiem był na środku Karol Kłos, dobrze prezentował się Michał Kubiak, ale generalnie znowu największym kilerem był niewątpliwie Bartosz Kurek - może nie był tak błyskotliwy w zagrywce, jak w pierwszym meczu, ale w ataku grał skutecznie, rozsądnie i jak tylko było źle, to piłki były do niego kierowane.
 
Jaką ocenę w skali od 1-6 wystawiłby Pan za mecz z Belgią całej drużynie?

Dzisiejsze spotkanie oceniłbym na 5. Biorąc pod uwagę wszystkie emocje, rolę faworytów i efekt końcowy, to 5 punktów to bardzo dobry rezultat dla naszej drużyny.
 
O zwycięstwo w grupie zagramy z Niemcami. Jak Pan myśli, czy będą kalkulacje, na kogo trafić w półfinale?

Reprezentacja Francji pokazuje się w Berlinie z bardzo dobrej strony. Na kolejnym turnieju prezentują świetne walory, są niekonwencjonalni w grze i szalenie trudno z nimi wygrać, o czym przekonali się choćby Rosjanie. Po trzech rozegranych meczach mogą być jednak zmęczeni, bo grając takim samym składem tracą na świeżości i odczuwają zdrowotnie taki turniej, więc może się okazać, że w grupie finałowej, to może się odbić na ich grze i tu trenerzy mogą zacząć kalkulować.

Trener Niemców już powiedział, że on zastanowi się, w jakim składzie wystąpi przeciwko reprezentacji Polski, że porozmawia z drużyną, czy łatwiej będzie im grać z Francuzami – zmęczonymi po trzech rozegranych meczach, czy z innym rywalem. Nie wiem, jak podejdzie do tego Antiga, ale trener Heynen może mieć tutaj różne pomysły i może mieć swoją wizję gry.
 
Czy po tym co Pan do tej pory zobaczył, może stwierdzić, czy biało-czerwoni już w Berlinie zakwalifikują się do Rio?

Jeśli utrzymają ten styla grania, tę jakość gry, to mamy realną szansę awansować do igrzysk bezpośrednio z pierwszego miejsca w turnieju w Berlinie. O tym jednak będą decydowały kolejne mecze i poziom, jaki będzie prezentowała nasza reprezentacja.