Polacy w Berlinie pokonali gospodarzy 3:2, zajęli trzecie miejsce w europejskim turnieju kwalifikacyjnym i o przepustkę do Rio powalczą w majowych zawodach interkontynentalnych w Japonii.

 

Z kim Polacy zagrają w Tokio?

 

"Może nie na 100 procent, ale jednak jestem przekonany, że na igrzyska pojedziemy. Nie liczyłem przed berlińskim turniejem na wygranie go przez naszą reprezentację. Ale też nie spodziewałem się tak wysokiego i wyrównanego poziomu. I to prezentowanego przez drużyny z krajów nie mających przecież najsilniejszych lig, jak Niemcy czy Francja. To już nie jest tak, jak przed laty, kiedy grono faworytów każdej dużej imprezy było mocno ograniczone" - dodał były przyjmujący polskiej kadry.

 

Jego zdaniem dwa sety sobotniego spotkania półfinałowego Polska - Francja, czy cały niedzielny pojedynek biało-czerwonych z Niemcami dostarczyły takich emocji i były rozgrywane na takim poziomie, że można by obdzielić kilka finałów mistrzostw świata czy Europy.

 

"A przecież to są wciąż tylko kwalifikacje do imprezy docelowej, jaką co cztery lata są igrzyska. Imprezy, w której każdy sportowiec chce wystąpić. To szczególny turniej, zwłaszcza dla tych, którzy przyjeżdżają nie po to, by wystąpić, tylko by powalczyć o medal" - stwierdził Gierczyński, który zakończył karierę w 2015 roku w wieku 39 lat, po 20 sezonach gry w ekstraklasie.

 

Podkreślił, że w niedzielnym spotkaniu widać było po zawodnikach ogromne zmęczenie wyczerpującym turniejem.

 

"Niemcy mieli szansę, by wygrać z nami 3:1. Dobrze, że skończyło się inaczej, zajęliśmy trzecie miejsce i nadal liczymy się w walce o awans do igrzysk. W maju powinno być o niego łatwiej niż teraz, chociaż kadrowiczów czeka też w międzyczasie walka w pędzących rozgrywkach ligowych" - powiedział.

 

W trakcie berlińskiego turnieju wiele razy trenerzy korzystali z analiz wideo spornych sytuacji, co kończyło się czasem zmianami decyzji sędziów. "Ocena przydatności systemu challenge zależy od tego, ...po której stronie siatki się jest w danym momencie" - śmiał się Gierczyński. Jego zdaniem szkoleniowcy czasem korzystają z tego udogodnienia nie mając już prawa do wzięcia "czasu".

 

"Bywa, że taka weryfikacja trwa dłużej niż przerwa na żądanie, co powoduje wybicie z rytmu rywala" - zauważył Gierczyński.