Dom, rodzina, dzieci i jeżdżenie na mecze piłki ręcznej - zadanie wydaje się niełatwe, jednak dla Justyny Lijewskiej, żony Marcina, był to od zawsze święty obowiązek. – W piłce ręcznej byłam zakochana od dawna, jeszcze na długo przed tym, zanim poznałam Marcina. Jeździłam na wszystkie mecze. Byłam prawdziwą kosmitką. Chodziłam do kościoła, wierzyłam w różne przesądy, szczęśliwe koszulki itd. Teraz, kiedy mąż już nie gra, mam święty spokój – twierdzi z uśmiechem.

 

Talia gwiazd EURO 2016: Damy

 

Świętego spokoju nie ma Joanna Jurecka, której mąż wciąż jest aktywnym graczem. Żona Michała Jureckiego przyznaje, że od kiedy w ich rodzinie pojawiła się druga córka, ciężej jest jeździć na wszystkie spotkania. Mimo wszystko nieustannie wspiera męża, a w dniu meczu… schodzi mu z drogi!

Wtedy mąż ma już pewien rytuał. Zabiera dzieci na spacer, robi zakupy, później wraca do domu, gdzie zamyka się w swoim pokoju i analizuje rywali albo gra w PlayStation. W tych dniach lepiej już nie wchodzić mu w drogę – wyznaje.

Mecze meczami, kibicowanie kibicowaniem. Nie samymi rozgrywkami człowiek jednak żyje i panie przyznają, że życie żony piłkarza ręcznego nie należy do najłatwiejszych. Nierzadko największą przeszkodą są dzielące małżeństwo kilometry, o czym sporo może powiedzieć Lijewska. – Nie mogę opowiedzieć zbyt wiele o życiu codziennym, bo od samego początku byłam żoną weekendową. Kiedy tylko mąż dostał propozycję wyjazdu do Niemiec postanowiliśmy, że ja zostaję w Polsce. Mieliśmy po prostu swoje życia, co oczywiście nie było łatwe. Nierzadko płakałam w poduszkę, ale nigdy mu o tym nie powiedziałam. Zawsze starałam się uśmiechać, bo przecież jak mógłby mi pomóc na odległość? Kiedy wrócił, trzeba było uczyć się wszystkiego od nowa. Jest cudownie, ale teraz myśli o karierze trenerskiej i bardzo boję się dnia, kiedy dostanie propozycję z zagranicy – mówi.

 

Doskonale ten problem zna także pani Jurecka, która co prawda jest cały czas z mężem, ale słowo samotność jest jej doskonale znane. – Życie żony piłkarza ręcznego jest ciężkie. Szczególnie w samotności, bo przede wszystkim jestem sama z dziećmi. Kiedy go poznałam, nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało. Nie znałam tej dyscypliny sportu. Myślałam, że ot tak sobie trenuje. Nie spodziewałam się, że porzucę moje dotychczasowe życie i wyjadę daleko – wyznaje. Obie Panie podkreślają, że nigdy nie obarczały partnerów swoimi problemami ani nie mówiły ile stresu kosztuje je taki tryb życia, nie mówiąc już o oglądaniu mężów w akcji, bo jak mówi Jurecka, „prawdziwe małżeństwo opiera się na przyjaźni”.

 

Czasami jednak słowa są zupełnie zbędne…

Nierzadko wystarczyło na mnie spojrzeć, aby wiedzieć, jakie emocje mną targają. Meczów właściwie nie mogłam oglądać, zerkałam tylko przez palce. Dopóki nie wygrali, nie potrafiłam cieszyć się z kolejnych bramek. Podczas finału ostatniej edycji Final Four po raz pierwszy w życiu obejrzałam mecz na spokojnie – śmieje się Lijewska.

Już za kilka dni w Polsce wystartują mistrzostwa Europy. Biało-czerwoni w grupie A spotkają się z reprezentacjami Serbii, Macedonii, Francji. Obie panie głęboko wierzą w podopiecznych Michaela Bieglera, jednak o konkretnym wyniku nie chcą mówić. Lijewska tak naprawdę stara się nawet o tym nie myśleć. – Od lat powtarzałam, że jak Marcin zakończy karierę, to ja też odetnę się od piłki ręcznej. Przecież ja mam tylko jedno serce, a przez te wszystkie emocje już prawie osiwiałam. Dlatego też wolałabym nie mówić zbyt wiele przed mistrzostwami Europy. Życzę im jednak jak najlepiej!