Pięściarscy eksperci: Dwa poważne faule Mollo i... gapiostwo Zimnocha

Sporty walki

Czy Krzysztof Zimnoch może czuć się skrzywdzony po walce z Mike'em Mollo na gali w Legionowie? O dwóch kontrowersyjnych sytuacjach, które miały miejsce w tym pojedynku dyskutowali eksperci w studiu Polsatu Sport. Do jakiego wniosku doszli? Czy faule Mollo miały wpływ na przebieg walki?

Sposób, w jaki Mike Mollo pokonał Krzysztofa Zimnocha na gali w Legionowie wzbudził wiele kontrowersji. Zanim amerykański pięściarz posłał Polaka po raz pierwszy na deski, sfaulował go zadając cios w klinczu już po komendzie "stop". - Pytanie czy ta sytuacja mogła w jakimś stopniu wpłynąć na przebieg tej walki? Czy to jest rzeczywiście taka duża kontrowersja? - zastanawiał się Artur Łukaszewski, który wraz ze swoimi gośćmi w studiu analizował krótką walkę wieczoru. Najpierw zwrócił się do promotora Zimnocha - Tomasza Babilonskiego.

Sędzia ringowy: Kontrowersyjny cios Mollo nie zmienił oblicza pojedynku

- Jest szok, ale taki jest boks - szczególnie w wadze cięzkiej - mówił Babiloński. - Nie mogliśmy chwalić dnia przed zachodem słońca, bo wiedzieliśmy, że Mike Mollo ma czym uderzyć. No i zaskoczył nas. Co do samego ciosu - tam była komenda "stop", ale to jest ferwor walki. Nawet jeśli jest komenda, to ręce trzeba mieć cały czas wysoko i uważać, bo w zawodnikach jest ciśnienie. Moim zdaniem Krzysiek się zagapił. Tak nie powinno być - skomentował na gorąco promotor, a jego zdanie podzielił Janusz Pindera.

- Gdyby ta walka w tym momencie była zatrzymana, gdyby Zimnoch padł na deski czy został wyliczony - wtedy moglibyśmy mówić o kontrowersji. Bywały takie sytuacje w boksie: pamiętamy pierwszy pojedynek Darka Michalczewskiego z Rocchigiannim, choć tam sytuacja była czystsza, nie tak groźna. Tutaj obaj prawdopodobnie nie słyszeli tej komendy i szarpali się dalej, a Leszek Jankowiak nie był w stanie ich rozerwać. Myślę jednak, że ta sytuacja nie miała decydującego wpływu na przebiego tego pojedynku. Decydujące znaczenie miał ten prawy, który wylądował nad lewą ręką Zimnocha i który go rzucił na deski. Po pierwszym nokdaunie Zimnoch już nie był sobą - stwierdził ekspert Polsatu Sport.

Wątpliwości wzbudził także drugi nokdaun. Janusz Pindera uważa, że w tym wypadku Mollo również popełnił faul. - Drugi nokdaun to nie było czyste uderzenie. To było szarpnięcie przedramieniem, po którym Zimnoch bardzo ciężko padł głową, plecami o matę ringu i nie był w stanie kontynuować pojedynku. To był najczarniejszy ze scenariuszy, jaki mógł się wydarzyć. Tu także był faul, a nie było w ogóle ciosu. Delikatnie przedramieniem - chwyt i rzucenie na matę. Mieliśmy dwa poważne faule - skomentował Pindera.

Gorąca dyskusja w załączonym materiale wideo.

Artur Łukaszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze