Robert Tomaszek: Kiedyś człowiek walił, gdzie tylko mógł

Koszykówka
Robert Tomaszek: Kiedyś człowiek walił, gdzie tylko mógł
fot. plk.pl
Robert Tomaszek (nr 24) twardej gry nie unika.

Widać już po reakcjach sędziów, że inaczej mnie traktują. Kiedyś waliłem, gdzie tylko mogłem. Teraz gram spokojnie, stoję twardo i zdarza się, że w całym spotkaniu dostaję jeden, dwa faule - mówi Polsatsport.pl środkowy Anwilu Włocławek.

Łukasz Majchrzyk: Mamy w tym sezonie przyjemność oglądać nowego Roberta Tomaszka - ofensywnego, zdobywającego punkty. Tego się chyba mało kto spodziewał?

Robert Tomaszek: W Anwilu czuję się bardzo dobrze. Trener Igor Milicić zna mnie lepiej niż sam siebie i tak mnie ustawia na parkiecie, żeby wybijać wszystkie moje najlepsze strony, a ukrywać negatywne. To mi się na razie udaje. Do tego drużyna jest bardzo dobrze zgrana. Mam super rozgrywających, którzy szukają mnie, kiedy wchodzę pod kosz. Gra się fantastycznie, a do tego jeszcze trafiam, więc nie mogę narzekać.

Znaleźć Roberta Tomaszka blisko kosza - to jest chyba klucz do wszystkiego?

Dobre zasłony to ja zawsze stawiałem, więc nasi strzelcy zawsze będą wolni. Teraz tylko pozostaje otwartą kwestią, czy będzie chciał rzucać, czy może spojrzy na kolegów. Akurat w Anwilu mamy takich zawodników, którzy dostrzegają wolnych kolegów, nie są egoistami. Gramy tak, żeby znaleźć jak najlepsze warianty i to się nam udaje.

Nie zawsze jest pewne, że środkowy skończy akcję skutecznie, a ty w tym sezonie po prostu trafiasz.

Jest trudno, nie powiem, ale pracuję tak ciężko, że przynosi to efekty. Trener Milicić bardzo dobrze układa treningi dla wysokich graczy. Stoimy sobie na boku i ćwiczymy rzuty. Coraz łatwiej mi trafiać. Mam coraz lepszą kontrolę tego, co się dzieje pod koszem, nie ma już paniki, żeby jak najszybciej rzucić.

Da się stać lepszym po 30. roku życia?

Wiek nie ma znaczenia. Jako młody zawodnik przeszedłem przez tak ciężką szkołę, że moje ciało jest przyzwyczajone do ciężkich treningów. Mięśnie utrzymują całe ciało. Jeśli nic nie boli, to psychika może poprowadzić nawet do 38. roku życia. Przypomnijmy sobie Adama Wójcika, który miał 39 lat i jeszcze spokojnie sobie grał. Wszystko zależy od tego, czy kontuzje hamują człowieka, czy nie.

Zawodnik po 30. roku życia jest już w pewnych koleinach. Nie jest ciężej wpaść na pomysł, że można coś zrobić inaczej?

Ja gram mądrzej. Na boisku już tak nie panikuję, lepiej wszystko widzę. Uspokajam innych zawodników, którzy grają na "hurra", byle szybciej. Trzeba grać spokojnie, z głową, popatrzeć, co robi obrona, jak można zaskoczyć rywala. Po 30. roku życia człowiek lepiej czyta grę. To pomaga także młodszym. Nikt nie myślał, że Anwil będzie tak dobrze grał na tym etapie sezonu. Podajemy sobie, gramy drużynowo. To widać w statystykach.

Mówisz, że grasz spokojnie, a jednocześnie na parkiecie jesteś wulkanem energii. Jak ty to godzisz?

Bardzo ciężką pracę nade mną wykonał Igor Milicić, który starał się, żebym łapał mniej fauli. Cały czas, przed sezonem, mnie hamował. Oglądaliśmy dużo materiałów wideo, na których pokazywał mi moje błędy. Udało się to wyeliminować. Widać już po reakcjach sędziów, że inaczej mnie traktują. Kiedyś waliłem, gdzie tylko mogłem. Teraz gram spokojnie, stoję twardo i zdarza się, że w całym spotkaniu dostaję jeden, dwa faule.

Nadal lubisz się "masować" pod koszem.

Czasami to aż się boję, że płuca wypluję, ale to jest fajne. Taki Michael Fraser to jest świetny przeciwnik, mądry i śmieszny w dodatku. Dużo się śmialiśmy: ja go pchałem, on mnie i byliśmy jak dwa pociągi, które w efekcie stoją w miejscu. Czasem, jak się gra za twardo, to się nawet przeprosi. Zawodnicy po 30. roku życia uważają też na siebie, żeby się nie skaleczyć.

Walka to jest twój żywioł na parkiecie?

Ja się nauczyłem grać agresywnie, tak mi kładziono do głowy w USA. Tak się tam grało, nawet w szkole średniej. Tam sędziowie nie gwizdali fauli od razu, podobnie było podczas mojej gry w Niemczech. Teraz jest więcej gwizdków, żeby mecz nie wymknął się spod kontroli.

W którymś meczu miałeś dwie wielkie szramy na szyi i dalej grałeś.

Powiem tak: przeciwnicy lubią mnie chwycić czasem, a ja za wszelką cenę próbuję się wydostać z tych łap. O zbiórki nieraz walczę jedną ręką, bo druga jest gdzieś zakleszczona. Człowiek sobie próbuje radzić. Wyobrażam sobie, że sędziowie też nie mają łatwo, kiedy wszyscy się masują. Dlatego nie marudzę, gram dalej, próbuję jakoś przez to przejść.

Łukasz Majchrzyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze