Na razie pod Caracas jest tylko dwóch Polaków (Mateusz Polski – 60 kg i Mateusz Tryc – 81 kg), oraz Irlandczyk Steven Donelly (69 kg), wraz ze swoimi trenerami, Jerzym Baranieckim i Eddie Bolgerem. Niemcy, Hamza Touba (52 kg) i Florian Schulz (plus 91 kg) oraz trener Zoltan Lunka przylecą do Wenezueli w czwartek. Następnego dnia będzie już oficjalne ważenie, a w sobotę, o 20.00 miejscowego czasu (w Polsce 1.30 w nocy) rozpocznie się mecz Casiques – Rafako Hussars Poland w ramach World Series of Boxing (WSB).

 

Dzień wcześniej Casiques zmierzą  się z Argentina Condors w innych kategoriach wagowych (49, 56, 64, 75, 91 kg). Jacek Szelągowski, menager naszej drużyny wybiera się na to spotkanie wraz z trenerami i zawodnikami.

 

Wiadomo już, że w sobotnim meczu z Husarią rywalem Stevena Donelly’ego nie będzie brązowy medalista MŚ 2013 i ćwierćfinalista igrzysk w Londynie, Gabriel Maestre, który pokonał Irlandczyka przed rokiem w Pruszkowie, tylko Węgier Imre Bacskai, mistrz Europy z Moskwy (2010).

Węgier leciał wraz z naszą ekipą z Paryża do Caracas, więc wszystko jasne. Eddie Bolger wcale nie jest zadowolony z tej zmiany. Coś w stylu: z deszczu pod rynnę? Zdaniem irlandzkiego trenera łatwiejszym rywalem byłby Maestre, który w tym sezonie nie jest w najwyższej formie.

 

A Bacskai, to solidna firma. Ma na swoim koncie sporo sukcesów. Oprócz zdobycia złotego medalu mistrzostw Europy w wadze półśredniej, jest też mistrzem Unii Europejskiej. PO tytuł ten sięgnął w 2009 roku w Odensie.

 

W swoim kraju od lat nie ma równych. W latach 2006, 2007 przegrywał jeszcze finałowe walki mistrzostw Węgier w wadze lekkopółśredniej ze znanym Gyulą Kate, ale później nie schodził już z najwyższego stopnia podium. Siedmiokrotnie zdobywał mistrzostwo w wadze półśredniej (ostatni raz w ubiegłym roku) i raz w kategorii średniej (2014). W tym samym roku, też w wadze średniej, sięgnął po brąz w mistrzostwach Unii Europejskiej.

 

Po raz pierwszy pokazał się na dużej imprezie w 2003 roku, były to MŚ kadetów w Bukareszcie. Dotarł wtedy do 1/8 w wadze piórkowej i przegrał z Mołdawianinem  Wadimem Marcowem.

 

Trzy miesiące później w Kownie stał już na podium ME kadetów. W półfinale pokonał go Rosjanin  Nikita Żdanow. W listopadzie tego samego roku poleciał do Rzymu na ME uczniów i odpadł w ćwierćfinale, bo na jego drodze stanął Amir Khan. Rok później Anglik był już wicemistrzem olimpijskim w Atenach, a po kilku latach zawodowym mistrzem świata.

 

Dla Węgra dobre czasy miały dopiero nadejść. W 2005 roku z MŚ juniorów w Talinie wrócił wprawdzie bez medalu (pokonał go Francuz Alexis Vastine), ale już rok później wygrał I Mistrzostwa Unii Europejskiej w Rzymie w wadze półśredniej. Pokonał wtedy późniejszego medalistę olimpijskiego Włocha Vincenzo Mangiacapre, Francuza Michela Tavaresa i Polaka Łukasza Polcyna. We wrześniu tego samego roku został mistrzem świata juniorów w Agadirze kolejno wygrywając z Serbem Joviciciem, Kazachem Batanasowem , Marokańczykiem Mousaidem i w walce o złoty medal z Rosjaninem Artiomem Zajcewem.

 

Cztery lata później w Moskwie był już mistrzem Europy seniorów. Miał 22 lata, a na drodze do złota pokonanych:  Patricka Wojcickiego z Niemiec, Egidiusa Kawaliauskasa z Litwy, Ionuta Georghe z Rumunii, znakomitego Tarasa Szelestiuka z Ukrainy i w finale dobrego znajomego z Francji, Alexisa Vastine.

 

Na mistrzostwach świata w Baku (2011) też liczył na medal, ale w starciu z 21. letnim  Errolem Spence’em zabrakło mu jednak trochę umiejętności. Amerykanin medalu wtedy nie zdobył, ale dziś na zawodowych ringach radzi sobie doskonale. 16 kwietnia w Nowym Jorku, niepokonany Spence (19-0, 16 KO)  stoczy walkę na gali w Barclays Center z byłym mistrzem świata Chrisem Algierim. Przed nim Krzysztof Głowacki będzie bronić pasa WBO w wadze junior ciężkiej w starciu ze Stevem Cunninghamem.

 

A Bacskai? Dwa lata później na MŚ w Ałmatach (2013) drogę do medalu zagrodził mu Gabriel Maestre z Wenezueli. Ten sam, którego teraz Węgier zastąpi w meczu z Husarią w Maiquetii. I zobaczymy, czy skutecznie, bo tacy jak Steven Donelly nie lubią przegrywać, bez względu na miejsce i okoliczności.