Marcowe Szaleństwo: od studenta do milionera

Koszykówka
Marcowe Szaleństwo: od studenta do milionera
fot. PAP
Jamal Murray.

Cztery miliardy stracone przez amerykańską ekonomię, bo zamiast pracy jest oglądanie meczów. Prawie 11 miliardów dolarów zapłaconych przez telewizję CBS za prawa pokazywania spotkań. 700 mln zarobione przez Stowarzyszenie Sportów Uniwersyteckich (NCAA) – to liczby związane z Marcowym Szaleństwem, finałowym turniejem koszykarskiej ligi uniwersyteckiej.

Przyjrzyjmy się tym, którzy już wkrótce zamienią granie za darmo na miliony w National Basketball Association i wielkiemu nieobecnemu March Madness.   

 

1. Brandon Ingram/ Duke Blue Devils. 18 lat, skrzydłowy.

 

Nikt nie wie, jak grać będzie w tegorocznym March Madness drużyna Mike Krzyżewskiego, bo Duke było jednym z najbardziej nierównych zespołów w sezonie. Nie ma to jednak nic wspólnego z formą pierwszoroczniaka Ingrama, który przy 2 metrach wzrostu, ma znakomitą skuteczność rzutową za trzy punkty. Najbardziej intrygującą częścią jego wszechstronnego talentu są umiejętności defensywne 18-latka. Porównania do gwiazdy NBA, Paula George (Indiana Pacers) są na wyrost, ale w lidze uniwersyteckiej zawodnicy potrafiący zdobyć 20 punktów i być najlepszym defensorem zespołu są rzadkością.

 

2. Jamal Murray/Kentucky Wildcats. 19 lat, rozgrywający.

 

Murray jest idealnym zawodnikiem w nowej rzeczywistości NBA – potrafi rzucać z każdego miejsca na parkiecie. Trafia przeciętnie 20 pkt w meczu, przy 45-procentowej skuteczności – do tego Murray nie musi mieć piłki w rękach by pomagać drużynie. Przydatny w ataku, kiedy inni zdobywają punkty, nie potrzebuje pomocy kolegów, by znaleźć pozycję rzutową. To w NBA jest warte miliony.

 

3. Kris Dunn/Providence Friars. 21 lat, rozgrywający.  

 

Dunn potrafi robić na parkiecie wszystko – już w minionym roku mógł być w pierwszej piątce NBA Draft. Jeden z najlepszych obrońców ligi uniwersyteckiej, bardzo silmy fizycznie, potrafi blokować rzuty, co przy jego wzroście i pozycji jest zawsze plusem. Nawet jeśli nie będzie gwiazdą NBA, nie ma klubu, który się nie przyda.

 

4. Denzel Valentine/Michigan State Spartans. 22 lata, rozgrywający.

 

Valentine, o którym rok temu mówiło się tylko sporadycznie, stał się gwiazdą. Nie dość, że w jest w elicie trafiających za trzy punkty (idealne dla nowej wersji NBA), to w prawie każdym meczu Spartans jest w stanie dołożyć do punktów podwójną liczbę zbiórek i asyst. Michigan State jest realnym kandydatem na Finałową Czwórkę Marcowego Szaleństwa, więc Valentine będzie miał okazję pokazać swoje umiejętności całej Ameryce. Każdy udany mecz, to szansa na wyższe miejsce w drafcie, co łatwo przeliczyć na bardzo realne pieniądze.

5. Wielki nieobecny:  Ben Simmons/ LSU Tigers, 19 lat, skrzydłowy.

 

Ben Simmon gra w LSU -  uniwersytecie, który nie zagra w  Marcowym Szaleństwie. Nie zmienia to w niczym faktu, że już dziś porównuje się go do LeBrona Jamesa, Magica Johnsona czy Blake Griffina. Bez względu na to, czy będzie grał  w NBA na pozycji silnego skrzydłowego czy też człowieka do wszystkiego, jest najbardziej perspektywicznym graczem ligi uniwersyteckiej. Najbardziej ekscytującym – dla wyszukiwaczy talentów National Basketball Association – faktem jest przekonanie, że Simmons nie tylko od razu może grać w pierwszej piątce jakiejkolwiek drużyny draftu - według wielu, może być od razu liderem, koszykarzem dyktującym sposób gry.  Ma tylko jedną wadę – rzut z dystansu.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze