Przed tym spotkaniem jedna rzecz nie ulegała wątpliwości – w finale ekstraklasy wystąpią siatkarze Zaksy Kędzierzyn-Koźle, natomiast ich rywalem w walce o złoty medal będzie PGE Skra Bełchatów bądź Asseco Resovia.

 

W swoim ostatnim występie w fazie zasadniczej rzeszowianie pokonali co prawda w Gdańsku Lotos Trefl 3:0, ale wiele wskazuje na to, że aktualni jeszcze mistrzowie Polski nie powtórzą ubiegłorocznego sukcesu. Bełchatowianie także w środę wygrali w Olsztynie z Indykpolem AZS 3:0 i w ostatnim spotkaniu zmierzą się u siebie z BBTS Bielsko-Biała.

 

Jeśli zwyciężą 3:0 zrównają się punktami z Asseco, a przy takiej samej liczbie straconych setów będą mieli jeden set zdobyty więcej, dzięki czemu zajmą drugie miejsce i zagrają w finale.

 

„Jesteśmy zadowoleni z tej wygranej, ale nic już nie jest w naszych rękach. To nie od nas przecież zależy, czy pojedziemy do Kędzierzyna-Koźla bronić mistrzowskiego tytułu, czy wrócimy do Gdańska walczyć o brązowy medal. O wszystkim zadecyduje ostatni mecz PGE Skry. Mnie cieszy może nie tyle lepsza dyspozycja, ile równiejsza gra mojego zespołu w porównaniu do tego co prezentowaliśmy na początku sezonu” - powiedział po meczu trener Asseco Andrzej Kowal.

 

Rzeszowski szkoleniowiec uważa jednocześnie, że w tym sezonie ekstraklasa postawiła znacznie większe wymagania niż w poprzednim.

 

„Moim zdaniem liga jest zdecydowanie silniejsza niż w minionych rozgrywkach. Co prawda poziom czołowych zespołów nie zmienił się, ale zdecydowanie lepiej grały drużyny ze środkowej części tabeli. Spory postęp zrobiły zwłaszcza ekipy z Lubina i Radomia” - ocenił.

 

Wicemistrzom z poprzedniego sezonu, zawodnikom Lotosu pozostanie walka co najwyżej o brązowy medal. Gdańszczanie nie mają jednak zagwarantowanego czwartego miejsca, bo teoretycznie wyprzedzić ich może jeszcze Cerrad Czarni Radom, który ma do nich dwa punkty straty. W ostatnich spotkaniach sezonu zasadniczego Lotos zagra we wtorek 12 kwietnia we własnej hali z MKS Będzin i każda wygrana zapewni im czwartą lokatę. Radomianie w sobotę zmierzą się w Lubinie z Cuprum.

 

„Asseco nas sprawdziło, a my nie zagraliśmy dziś nic wielkiego. Może poza pierwszym setem, w którym mieliśmy szansę na zwycięstwo. We wtorek zagramy z Będzinem i ten mecz urasta dla nas do rangi wydarzenia sezonu. Pamiętam, że na wyjeździe gładko wygraliśmy 3:0, ale takie spotkania zdarzają się raz na miesiąc i rewanż na pewno nie będzie dla nas spacerkiem. Tym bardziej, że w tym sezonie sporadycznie zdarza się nam wygrywać bez straty seta” - przypomniał przyjmujący Lotosu Trefl Mateusz Mika.

 

Trener gdańskiej drużyny Andrea Anastasi zdradził natomiast, z kim chciałby się zmierzyć w walce o brązowy medal. „Nie mam na to oczywiście żadnego wpływu, ale gdybym mógł decydować, nie byłaby to ani Skra, ani Asseco, które są niesamowitymi zespołami, ale podobnie jak my rywalizowali też w Lidze Mistrzów. Wybrałbym Zaksę, bo z tą drużyną wygraliśmy oba spotkania w sezonie zasadniczym. Ten zespół mógł się w tym sezonie skoncentrować tylko na rywalizacji w lidze” - stwierdził.

 

Włoski szkoleniowiec przekonuje jednocześnie, że formuła play off jest lepsza od obecnego systemu rozgrywek. „Zdajemy sobie sprawę, że ten sezon jest niesamowicie intensywny, ale o tym, jak drużyna zagra w finale, może zadecydować jeden set. Pod koniec marca Asseco wygrało u siebie z Będzinem 3:1 i właśnie ta jedna przegrana partia może zamknąć im drogę do finału. Aż trudno mi w to uwierzyć. Trenerzy kombinują i tak przygotowują zespół, aby w kwietniu, czyli w decydującej fazie ligi, znaleźć się w najwyższej formie, tymczasem może okazać się, że nic z tego nie będą mieli. Moim zdaniem play off byłby bardziej sprawiedliwym” - podsumował Anastasi.