W pierwszych dwóch konfrontacjach było mnóstwo kombinacji, szaleńczych wymian, lecz żaden z nich na deskach nie lądował. Wydawało się wręcz niemożliwe, że i w trzeciej walce obaj przetrwają całe 36 minut na nogach. W końcu w siódmej rundzie Bradley dał się zaskoczyć i choć miał minimalne pretensje do sędziego Tony'ego Weeksa, był liczony.

Sytuacja powtórzyła się w starciu dziewiątym, lecz tym razem Amerykanin został skarcony przez własną broń. Ruszył do ataku i nadział się na perfekcyjną kontrę Filipińczyka, który najpierw skarcił go mocnym lewym prostym, a po chwili znacznie lżejszym ciosem posłał na deski. Amerykanin był jeszcze oszołomiony po wcześniejszym uderzeniu, lecz koniec końców wstał po drugim nokdaunie i dotrwał do ostatniego gongu. Na punkty jednak przegrał.

Dwa nokdauny w załączonym materiale wideo.