Drugi mecz półfinałowy Impela z Atomem trwał ponad dwie i pół godziny i przyniósł wiele emocji. Sopocianki prowadziły już w setach 2:1 i od finału dzieliła ich jedna wygrana partia. W tie-breaku było 14:10 dla wrocławianek, ale kolejne cztery akcje należały do przyjezdnych. Nawet po dającym wygraną ataku środkowej Impela Agnieszki Kąkolewskiej emocje nie opadały, bo sędziowie nieoczekiwanie nakazali challenge.

- W tym meczu tak wiele elementów miało wpływ na ostateczny wynik, że trudno wyróżnić ten jeden. Przy stanie 1:2 w setach powiedziałem zawodniczkom, że musimy teraz wygrać i one to zrobiły. Zagrały z ogromnym sercem i determinacją. To była wojna nerwów, którą my wygraliśmy - powiedział Grabowski, który we wrocławskim klubie piastuje też stanowisko prezesa.

Dzięki wygranej szkoleniowiec Impela dotrzyma słowa, które złożył po pierwszym meczu w Sopocie, kiedy zapowiedział, że jeszcze jego zespół wróci do hali Atomu, aby rozegrać trzeci decydujący o awansie do finału pojedynek. Na wspomnienie o tym, Grabowski zareagował uśmiechem i stwierdził, że zwykł dotrzymywać słowa.

- Tamten mecz był na styku i mógł się różnie skończyć, dlatego wierzyłem, że stać nas na wygranie drugiego spotkania. Teraz obiecuję, że zagramy jeszcze w tym sezonie z Chemikiem i nie będzie to sparing. Zrobię wszystko, aby i tym razem dotrzymać obietnicy - zapowiedział.

Chemik Police już od piątku czeka w finale, ale swojego rywala pozna dopiero 15 kwietnia. Według Grabowskiego, w decydującym meczu z Atomem wszystko może się wydarzyć i żaden wynik nie będzie niespodzianką.

- Atom gra we własnej hali i to na pewno jest ich atut, ale uważam, że możemy z nimi wygrać. Graliśmy z sobą w tym sezonie już cztery razy, znamy się doskonale i trudno będzie o element zaskoczenia. Istotna na pewno będzie mentalność, bo to będzie równie ciężki mecz jak ten w Orbicie i wygra ten, kto lepiej wytrzyma tę wojnę nerwów. Ważne będzie też szczęście - zapowiedział Grabowski.

Początek trzeciego półfinałowego meczu Atom – Impel w piątek o godz. 18.