Lorek: Speedway w krainie zamków

Żużel
Lorek: Speedway w krainie zamków
fot. PAP

Jarek Hampel, wicemistrz świata z 2010 i 2013 roku, brązowy medalista Speedway Grand Prix’2011, nie wystartuje w pierwszej rundzie indywidualnych mistrzostw świata. Polski żużlowiec czeka na zielone światło od lekarzy. Na przepięknej słoweńskiej ziemi Jarka zastąpi Szwed Freddie Lindgren.

Każdy kto kocha mity, legendy, ludowe podania i doskonałe wino, będzie kontent przyjeżdżając do Krsko. Słowenia to cudne łańcuchy górskie, zapierające dech w piersiach jeziora, rwące potoki, niespotykana szata naciekowa w jaskiniach i czarujące zamki. Przycupnąć sobie przy baszcie zamczyska, zerknąć na fortyfikacje o zachodzie słońca, skosztować wybornych pierożków żlikrofi, ukroić kromeczkę chleba i poczytać poezję wirtuoza pióra France Preserena w przeddzień żużlowej Grand Prix – przepełni was uczucie boskości… Jarek Hampel doskonale zna ten obiekt, wszak wygrywał w GP Słowenii na torze Matije Gubca w 2013 roku… Tym razem polski żużlowiec zakochany na śmierć i życie w zodiakalnej Wodniczce – małżonce Patrycji i swojej córeczce – Nadii, nie założy kevlaru w Krsko. Skomplikowane złamanie kości udowej podczas ubiegłorocznych zawodów o Drużynowy Puchar Świata w Gnieźnie, rehabilitacja długa niczym tor w nowozelandzkim New Plymouth, a człowiek usiadłby na bike’a, bo jak żyć bez motocykla mając metanol we krwi? Niestety, jak pisał poeta z Czarnolasu – Jan Kochanowski – „szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz”. Okrucieństwo bólu, kontuzji i sportowego niebytu potrafi wyssać z człowieka wszelkie pozytywne wibracje. Jednym radość, drugim smutek. 30 kwietnia podczas pierwszych zawodów cyklu Speedway Grand Prix’2016 Jarka zastąpi Szwed Fredrik Lindgren. Dlaczegóż to Szwed wystartuje w miejsce Polaka? Otóż 5 września 2015 roku Lindgren walczył jak lew na torze w Rybniku i zajął czwarte miejsce w GP Challenge. Najlepszy tercet: Bartek Zmarzlik, Piotr Pawlicki i Chris Harris awansował do GP’2016, a Lindgren został pierwszym rezerwowym cyklu mistrzostw świata. Kontuzja stałego uczestnika Speedway Grand Prix oznacza dla niego przepustkę do elity. Choćby na jeden wieczór, ale zawsze… Tak brutalnie skonstruowany jest ten glob, że nieszczęście jednego sportowca otwiera bramy niebios przed innym…

 

Freddie, zdobywca złotego medalu w Drużynowym Pucharze Świata w duńskim Vojens w 2015 roku, podpora Wolverhampton Wolves, Lokomotive Daugavpils i Indianerny Kumli. Szwed bardzo pragnie wrócić do cyklu GP jako stały uczestnik. Wygrał GP na Ullevi w Goeteborgu w 2012 roku. Kiedy Jarek Hampel sięgnął po indywidualne mistrzostwo świata juniorów w 2003 roku i otrzymał ofertę wylotu do Australii od legendarnego Ivana Maugera, Freddie Lindgren ciskał gromami w polską przebiegłość, która sprawiła, że znalazł się poza podium. On, chłopak z Orebro, liczył na medal wśród najlepszych juniorów świata, a sprytna jazda Jarka i Rafała Szombierskiego tak magicznie wpłynęła na tabelę, że na podium znalazło się miejsce dla dwóch Polaków przedzielonych Brytyjczykiem Chrisem Harrisem. Od tamtych wydarzeń na torze Indian minęło blisko 13 lat…

 

Freddie, co oznacza dla ciebie występ w Krsko w roli pierwszego rezerwowego cyklu jako zastępstwo za kontuzjowanego Jarka Hampela?

 

To niepowtarzalna szansa, aby przekonać się czy należę do światowej czołówki żużlowców. GP Słowenii to idealny test dla mnie. Uzyskam odpowiedź na pytanie jak dużo brakuje mi jeszcze do najlepszych zawodników. Wskakuję w okienko wystawowe. Mam nadzieję, że sklepikarz nie zechce mnie zdjąć z pierwszego planu (śmiech Szweda). Lubię ścigać się w Krsko. To długi i szeroki tor. Jeśli zamierzam na nim błysnąć, muszę dysponować szybkimi silnikami. Tak bywa kiedy tor ma niemalże 400 metrów długości. Jeśli nie będziesz miał szybkiej fury pod czterema literami, to równie dobrze możesz podziwiać tamtejszą przyrodę i pić wino. Jeśli tylko masz diabelnie szybki sprzęt, jazda w Krsko jest niesamowitą frajdą. Jeśli nie masz szybkiej jednostki, przeżywasz koszmar.

 

Pierwszy rezerwowy w cyklu Speedway Grand Prix to wyjątkowo niewdzięczna i mało komfortowa pozycja. Często otrzymujesz powołanie na 24 godziny przed pierwszym wyścigiem. Jak trudno jest ci przygotować się mentalnie, skoro nie wiesz w ilu rundach GP wystartujesz?

 

Nie sposób przygotować się na nagłe powołania. Dziś nie umiem określić czy wystąpię w jednym czy w trzech turniejach GP. Szczególnym utrudnieniem jest stos niewiadomych. Zimą nie mogę wynegocjować rozsądnych kontraktów ze sponsorami, bo nie wiem ile razy pokażę się na najważniejszej żużlowej scenie. Byłoby cudownie, gdybym zakwalifikował się z GP Challenge w Rybniku, ale zabrakło mi ociupinkę, aby uplasować się oczko wyżej aniżeli na czwartym miejscu. Nagroda pocieszenia to rola pierwszego rezerwowego w cyklu mistrzostw świata. Trzeba nauczyć się z tym żyć. To lepsze niż nic. Dam z siebie wszystko w Krsko, a jak będzie, zobaczymy.

 

Sam doświadczyłeś bólu i wiesz jak smakuje kontuzja. Trudno jest ci cieszyć się z nieszczęścia innego zawodnika, które otwiera przed tobą drogę do występu w GP?

 

To z pewnością nie jest miłe, ale taki jest sport. Brutalny. Każdy żużlowiec zakładając kask wie ile zagrożeń czyha na niego. To nie pierwsza taka sytuacja, kiedy zawodnik ulega urazowi i nie ostatnia. Ryzyko jest wpisane w speedway. Przykro mi, bo wiem jak bardzo cierpi Jarek Hampel. To miły facet. Nigdy nie mieliśmy ze sobą żadnych zatargów. Domyślam się jak bardzo Jarek przeżywa to, że nie może wsiąść na motocykl i pościgać się z najlepszymi na świecie. Jestem pewien, że wkrótce ujrzymy Jarka na torze.

 

W Krsko pojedziesz na zasadzie: nie mam nic do stracenia czy nałożysz na barki trzy tony presji, bo jest to okazja, aby godnie zaprezentować się przed promotorami cyklu IMG/BSI?

 

Nikomu nie muszę niczego udowadniać. Chcę sam siebie przekonać, że warto ponownie wejść w nurt rzeki pt. Grand Prix. To wystarczająca motywacja, którą sam w sobie wyzwalam. Zimą wylałem wiadra potu. Pod kątem fizycznym jestem znakomicie przygotowany do sezonu. Sporo czasu spędziłem również w warsztacie. Mam nadzieję, że w tym roku będę szybszy aniżeli w sezonie 2015. Ciężko pracuję, aby być równie szybki na trasie jak niegdyś Tony Rickardsson. Początek sezonu jest piekielnie trudny. Często bywa tak, że nawet po miesiącu ścigania nie można połapać się ze sprzętem i wyselekcjonować najlepszych silników.

 

Wielu rezerwowych cyklu Speedway Grand Prix to nieopierzeni chłopcy, którzy wkraczają w świat poważnych prędkości. Ty masz za sobą ogromny bagaż doświadczeń. 26 maja 2012 roku wygrałeś GP na Ullevi pokonując w wyścigu finałowym Grega Hancocka, Chrisa Holdera i Thomasa Jonassona. Ogółem wystąpiłeś w 83 turniejach cyklu GP, 13 razy awansowałeś do finału, zdobyłeś aż 662 punkty w mistrzostwach świata. Czy fakt, że znasz GP od podszewki sprawia, że czujesz się gotowy do walki z najlepszymi?

 

Wiem czego mogę się spodziewać. Przez siedem lat byłem pełnoprawnym uczestnikiem Speedway Grand Prix. To ciężki kawałek chleba. Nierozerwalną częścią tego cyrku są wzloty i upadki, chwile zwątpienia i chwały. Czasami przeżywałem koszmar przez cały sezon, bywało, że dotyczyło to tylko dwóch czy trzech wieczorów. Myślę, że stać mnie na to, aby stoczyć wyrównaną walkę z asami speedwaya. Czuję się na siłach, aby podjąć wyzwanie.

 

Jakie są główne założenia na sezon 2016?

 

Przede wszystkim chcę wywalczyć awans do GP. Przed rokiem czułem się jakby ktoś wypruł ze mnie ocean entuzjazmu, bo nie ścigałem się z najlepszymi zawodnikami o mistrzostwo świata. Było mi bardzo smutno, gdy oglądałem GP z perspektywy fotela. W tym roku GP Challenge odbędzie się 3 września w Vetlandzie. Wydaje się, że na pozór jest to łatwy tor, będę w ojczyźnie, ale to złudne wrażenie. Parę razy zaliczyłem totalną klapę na torze w Vetlandzie. To specyficzny tor. Inna sprawa, że przy tej stawce zawodników tor nie ma aż tak dużego znaczenia. GP Challenge to wola przygotowań do tego wyjątkowego turnieju. To najtrudniejsze zawody w skali całego sezonu. Wygrywa ten, kto jest najmocniejszy mentalnie. Awansowałem już z GP Challenge, więc wiem jak tego dokonać. Nie jestem przerażony wizją walki o trzy pierwsze pozycje w Vetlandzie.

 

Kelvin Tatum, brązowy medalista indywidualnych mistrzostw świata z 1986 roku podkreśla, że zimą sporo testowałeś szwajcarską konstrukcję GTR. Często będziesz korzystał z silników Marcela Gerharda?

 

To prawda, że sporo czasu spędziłem na testach GTR. Nawet grudniowa aura nie odstraszyła mnie od testów! Na dworze mroźno, a ja wskoczyłem na bike’a i trenowałem. Po eksperymentach jestem o tyle mądrzejszy, że będę żonglował pomiędzy GM a GTR. Zawodnik musi wierzyć i ufać swoim furom. Czuję się dobrze jeżdżąc na silnikach GTR. Wydaje mi się, że są wręcz skrojone dla mnie. Jednak jest za wcześnie, aby wydać wiążącą opinię. Nie miałem jeszcze wielu okazji, aby sprawdzić je w ogniu walki. Żaden trening nie zastąpi zawodów.

 

Wróciłeś do Wolverhampton Wolves w brytyjskiej Elite League. Wielu ekspertów uważa, że Wilki będą czarnym koniem rozgrywek. Uważasz, że Wolverhampton może awansować do fazy play-off?

 

Głęboko wierzę, że tak się stanie. Peter Adams i Chris van Straaten zbudowali bardzo ciekawy zespół: Joonas Kylmaekorpi, Jacob Thorssell, Mikkel Bech, Sam Masters, Kyle Howarth, Max Clegg. Na papierze wydaje się, że Poole Pirates i Belle Vue są poza zasięgiem, ale speedway jest nieprzewidywalny, więc… W walce o pozostałe dwa miejsca w fazie play-off nie widzę tuzów. Myślę, że uda nam powtórzyć się sukces z 2009 roku. Sezon jest bardzo długi. Oprócz formy sportowej potrzeba jeszcze sporo szczęścia. Ważne, aby trafić z formą na przełom wrzesnia i października, czyli wtedy gdy rozstrzygnie się walka o medale.

 

Masz swoją bazę w Andorze. Tam mieszka najsłynniejszy polski motocyklista, sześciokrotny mistrz świata w superenduro Tadeusz „Taddy” Błażusiak. Twoim sąsiadem jest również kolega z drużyny Wolverhampton Wolves: Joonas Kylmaekorpi. Czy myślisz, że prywatna zażyłość przełoży się na znakomite zrozumienie na torze i będziecie lokomotywami Wolves?

 

Myślę, że będziemy czerpać korzyści z faktu, że jesteśmy sąsiadami w Andorze. Mieszkamy praktycznie obok siebie w Andorze. Sporo trenowaliśmy zimą. Joonas jeździ też ze mną w Nice PLŻ (pierwszej polskiej lidze), więc często będziemy razem podróżować na mecze ligowe. Żywię nadzieję, że poznamy się jeszcze lepiej i będziemy przysparzać wielu punktów ekipom z Daugavpils i Wolverhampton...

 

---------------------------------------------------------------------------------

 

Freddie zawitał na Monmore Green w 2003 roku. Z Wilkami sięgnął po mistrzostwo Elite League w 2009 roku, a Tarczę Ligi zdobył dwukrotnie: w latach 2010 i 2011. Był mistrzem Szwecji juniorów w 2003 i 2004 roku. Tata Tommy przed laty z powodzeniem ścigał się na lodowej tafli. Brat Ludvig wciąż lata w barwach Newcastle Diamonds w brytyjskiej Premier League. Ktoś kto raz zasmakował zwycięstwa w GP, nie spocznie, aby po raz drugi nie zakraść się do złotego ula. Jakżeż pięknie poczułby się Freddie, gdyby w Krsko błysnął formą i stojąc na podium zapytał Kreso Omerzela, byłego zawodnika Sparty Wrocław: koliko je ura? (która to godzina?). Ważne wydarzenia w życiu warto dokumentować, bo jak mawiał słoweński wieszcz narodowy France Preseren: nic tak nie ukoi nozdrzy jak Kranjska ćbelica (Kraińska pszczółka). Zaiste, prawdę powiadasz France…

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze