Arsenal ciągle walczy o trzecie miejsce w lidze, lecz nie o to chodziło fanom tego zespołu. Podopieczni Arsene'a Wengera mieli walczyć o mistrzostwo Anglii, zwłaszcza że w tym sezonie wszyscy faworyci, czyli oba Manchestery czy też Chelsea, spisywały się poniżej oczekiwań. Ostatecznie "Kanonierzy" muszą walczyć o prawo do gry w Lidze Mistrzów.

Kibice pokazali jednak, że nie do końca kupują tę walkę, gdyż na czwartkowy mecz z West Bromwich Albion przyszło ich... bardzo niewielu. Emirates Stadium świeciło pustkami i choć oficjalnie podano, że na trybunach zasiadło 59568 widzów, to wydaje się, że to przesadzona liczba...

Arsenal szybko wziął się jednak do roboty i do przerwy prowadził 2:0. Oba gole strzelił Alexis Sanchez, który zdobył bramki numer pięć i sześciu ostatnich spotkaniach! Gospodarze mieli wszystko pod kontrolą, a goście poza strzałem Garetha McAuleya w poprzeczkę nie stworzyli sobie sytuacji. Swoją rolę w tym meczu odegrał także sędzia, o którym w ostatnim czasie jest najgłośniej na Wyspach, czyli Jon Moss. Wszystko przez jego fatalną formę w ostatnim starciu między Leicester City a West Hamem United - popełnił wtedy mnóstwo błędów, a teraz także na Emirates Stadium się ich nie ustrzegł.

 

Po zwycięstwie Arsenal wrócił na trzecie miejsce w tabeli.

Arsenal - West Bromwich Albion 2:0 (2:0)

Bramki: Sanchez 6, 38

Arsenal: Cech - Bellerin, Mertesacker, Koscielny, Monreal - Elneny, Ramsey - Alexis (86 Walcott), Ozil (86 Campbell), Iwobi (82 Coquelin) - Giroud

WBA: Foster - Dawson, McAuley, Evans, Chester (46 Olsson) - Fletcher, Sandro (46 Rondon), Yacob - Sessegnon, Berahino, McClean (65 Gardner)

Żółta kartka: McAuley