Sygnał ostrzegawczy gdańszczanom wysłał już na początku meczu Mariusz Wlazły, który kilka razy uderzył grubo ponad 100 km/h. Później do głosu doszli także Nicolas Marechal oraz Facundo Conte. Szczególnie obfity w asy serwisowe była druga partia, w której bełchatowianie posłali aż siedem morderczych zagrywek. Warto zauważyć, że Lotos miał problemy głównie z mocnymi serwami i dopiero Srecko Lisinac zaskoczył ich flotem.

 

Po meczu środkowy PGE Skry Bełchatów Karol Kłos przyznał, że to właśnie zagrywka była kluczem do zwycięstwa zarównoo w piątek, jak i czwartek. Trzeba się z nim zgodzić - jeśli podobnie będzie w Gdańsku, to graczom Blaina nic złego nie powinno się stać.