T-Mobile Arena w Las Vegas, nowy, wielki obiekt mogący pomieścić 20 tysięcy widzów zapełni się w związku z tym pojedynkiem do ostatniego miejsca. W pierwszych rzędach nie zabraknie ludzi znanych z pierwszych stron gazet, spodziewany jest między innymi kandydat na prezydenta, Donald Trump, który przyjął zaproszenie Oscara De La Hoi, promotora Alvareza. Przy ringu będzie też uważany za najlepszego dziś pięściarza wagi średniej, Giennadij Gołowkin, który ma nadzieję zmierzyć się jesienią ze zwycięzcą sobotniego pojedynku. Większość fachowców nie ma wątpliwości, że będzie nim broniący pasa WBC w tej kategorii, Saul „Canelo” Alvarez.

 

25 letni Meksykanin, od dziesięciu lat walczący na zawodowych ringach, do tej pory przegrał tylko raz w 48 stoczonych pojedynkach. Trzy lata temu przewaga zwycięzcy, Floyda Mayweathera Jr, nie podlegała dyskusji, ale pani C.J. Ross punktowała 114:114. Na szczęście pozostali dwaj sędziowie nie byli ślepi.

 

W starciu z Kubańczykiem Erislandy Larą wynik też nie musiał być dla korzystny, ale punktowi byli dla niego łaskawi. W ostatniej walce z Miguelem Anglem Cotto również. Jej ocena na podstawie kart (119:109?) punktowych jest jednak fałszywa. „Canelo” nawet jeśli wygrał, to na pewno nie tak wysoko, jak chcieliby to widzieć oceniający.

 

Nie zmienia to oczywiście faktu, że Alvarez jest bardzo dobrym pięściarzem. Pisałem o jego talencie wiele lat temu, gdy po raz pierwszy pojawił się w telewizyjnych przekazach. Wróżyłem mu wielką przyszłość i tak też się stało. Ale to nie znaczy, że nie dostrzegam, że bywa faworyzowany, choć rozumiem dlaczego tak się dzieje.

 

Dziś, kiedy nie ma już Floyda Mayweathera Jr i Manny’ego Pacquiao, to on jest królem pay pert view, to on generuje największe zyski, więc parasol ochronny jest mu jakby przypisany z urzędu. Nikt nie będzie przecież świadomie pozbywał się kury znoszącej złote jaja.

 

A „Canelo” z racji młodego wieku, kimś bardzo cennym będzie prawdopodobnie jeszcze długo. Oczywiście jeśli dalej będzie wygrywał.

 

Jego porażka z Amirem Khanem byłaby szokiem. Las Vegas, Cinco de Mayo, tradycyjne meksykańskie święto, to miejsce i data zarezerwowane jest dla największych mistrzów. Najlepiej dla meksykańskich mistrzów. Kiedyś dla Oscara De la Hoi, dziś dla Alvareza.

 

Przy w miarę równej walce trudno więc wyobrazić sobie, że „Cynamon” może przegrać z Khanem. Ale Anglik pakistańskiego pochodzenia wierzy, że jest w stanie sprawić sensację. Osobiście mam spore wątpliwości, ale trudno, by srebrny medalista igrzysk w Atenach (2004) i były mistrz świata wagi junior półśredniej, mówił, że to jedynie skok na kasę.

 

Pieniądze są ważne, dostanie za ten pojedynek ponad 13 mln dolarów, ale za walkę z Kell Brookiem na Wyspach Brytyjskich mógł dostać porównywalną sumę. Ale on chce wielkich wyzwań. Marzył o starciu z Mayweatherem Jr lub Mannym Pacquiao, był cierpliwy, ale się nie doczekał. Kiedy więc pojawiła się propozycja, by zmierzyć się z Alvarezem podjął ryzyko.

 

Pamiętajmy, że kiedy jako najmłodszy Brytyjczyk w historii stawał na olimpijskim podium walczył w wadze lekkiej i miał zaledwie 17 lat. Mistrzowskie pasy na zawodowym ringu zdobywał w wadze junior półśredniej, a w półśredniej walczy dopiero od 2014 roku. W limicie 147 funtów stoczył tylko trzy wygrane walki: z Luisem Colazzo, Devonem Alexandrem i Chrisem Algierim. A teraz przed nim lot w kosmos i prawdziwe wyzwanie: umowny limit 155 funtów (ponad 70 kg) w połączeniu ze świadomością, że rywal w dniu walki wniesie do ringu znacznie więcej. On też będzie cięższy, ale co stanie się wtedy z jego szybkością?

 

Tego nikt nie wie, ani on sam, ani jego amerykański trener Virgil Hunter, z którym rozumieją się bez słów.

 

Na pewno będzie świetnie przygotowany, treningi w Kalifornii zaczął już w styczniu, więc szczególnie w pierwszej fazie, walka z Alvarezem może toczyć się na jego warunkach. Ale z rundy na rundę skala trudności będzie rosnąć. „Canelo” bije mocno, umie skontrować, więc będzie okazja się przekonać na ile twarda jest szczęka Amira Khana.

 

Nie brakuje opinii, że szybkość jednak pokona siłę, co oznaczałoby sensacyjną wygraną Anglika, ale w tym przypadku dojdą jeszcze inne czynniki, które powinny zadecydować o sukcesie Meksykanina. Saul Alvarez, choć młodszy cztery lata od Khana, ma zdecydowanie więcej doświadczenia w wielkich walkach. Siłę wesprze umiejętnościami i szybkością rąk, myślę też, że jest mocniejszy mentalnie, co mieć będzie kluczowe znaczenie. I chociażby dlatego jestem przekonany, że to on będzie zwycięzcą, lecz nie twierdzę, że wygra przez nokaut.

 

Transmisja gali z Las Vegas, w trakcie której zmierzą się Saul Alvarez i Amir Khan, w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport. Początek o godzinie 3:00.