Sebastian Staszewski: Powrót do Polski to dla Pana porażka?

 

Rafał Wolski: Poniekąd tak. Liczyłem na więcej. Miało być o mnie głośno, a tak się nie stało. We Fiorentinie, Bari i Mechelen czegoś mi zabrakło. Nie wiem czego dokładnie… Gdybym strzelał bramki w każdym meczu, to bym do Polski nie wrócił. Ale detale sprawiły, że nie pokazałem wszystkiego na co mnie stać. Mimo, że starałem się z całych sił, to nie wyszło. Nie wskoczyłem na wyższy poziom.

 

Trudno było podjąć decyzję o powrocie?

 

Nie, bo byłem w takim momencie, że nie miałem wyjścia. Trener Aleksandar Janković odstawił mnie od składu. Koledzy pytali czy mamy jakiś konflikt, bo na treningach wyglądałem bardzo dobrze, a mimo to nie grałem. A konfliktu nie było. Ze szkoleniowcem często rozmawialiśmy i zawsze mówił to samo: „pracujesz dobrze, zasługujesz na szansę, poczekaj”. Czekałem, czekałem i nic. Trener wolał innych. Dlatego z Mechelen musiałem uciekać.

 

To nie był dla Pana łatwy czas…

 

Gdyby nie dziewczyna Paulina to chyba bym tam zwariował. Nie było łatwo. Kiedy piłkarz gra jest szczęśliwy, a kiedy nie – zaczynają się problemy. Brakowało mi przyjaciół, rodziny. Wyjść mogłem tylko z Pauliną. Często siedziałem w domu i zamiast wyluzować się, myślałem o mojej sytuacji.

 

Z Zachodu wrócił Pan jako lepszy piłkarz?

 

Na pewno bardziej doświadczony. Ale i lepszy. W Wiśle miałem dobre wejście i chyba widać, że jest różnica między starym mną, a tym aktualnym.

 

W Krakowie Pan odżył?

 

Tak. I jako człowiek, i jako piłkarz. Czuję się znacznie lepiej. Co prawda w Polsce jestem i będę kojarzony z Legią, ale to Wisła podała mi pomocną dłoń. Chociaż znałem tylko Rafała Pietrzaka, to z chłopakami szybko złapaliśmy dobry kontakt. Sam Kraków mi się podobna. Paulinie także.

 

Pana dobra dyspozycja to zasługa trenera Dariusza Wdowczyka?

 

Trener przywiózł ze sobą spokój, cierpliwość i dyscyplinę. Wiemy co mamy robić, wszystko jest poukładane. Na pewno odczuwam też, że trener oczekuje ode mnie dużo. Powtarza mi to często. Zrobię wszystko, aby go nie zawieść.

 

Ile dziś brakuje Panu do formy, którą prezentował Pan jesienią 2011 roku?

 

Dużo nie brakuje. Przed przyjściem do Wisły brakowało mi regularności. A w związku z tym nie miałem pewności siebie, ogrania, kondycji. Rytm meczowy jest dużo cenniejszy niż treningi. W Wiśle zacząłem się rozpędzać.

 

Był taki czas, gdy chciało Pana pół Europy…

 

Może nie pół, ale ofert nie brakowało. Mogłem grać w Niemczech, w Borussii Dortmund albo Mönchengladbach, w Werderze Brema. Z Francji chciało mnie Girondins Bordeaux. Bliski byłem podpisania kontraktu z Red Bull Salzburg…

 

Nie za wcześnie wyjechał Pan na Zachód?

 

Nie wydaje mi się. Byłem kontuzjowany, musiałem wrócić do formy. W Warszawie mierzyłbym się z wielką presją. Gdybym tylko zaczął treningi to kibice czekaliby na bramki i asysty Wolskiego. Jeśliby ich zabrakło, pytaliby: co się stało z Rafałem? A we Florencji mogłem się odbudować.

 

We Fiorentinie był moment, kiedy był Pan blisko pierwszego składu?

 

W sezonie 2013/14. Trzy, cztery spotkania z zaufaniem trenera dają dużego kopa. Wtedy można zaprezentować pewność siebie. A mi tego zabrakło. Trener Montella stawiał na zawodników doświadczonych, którzy dawali mu pewność, stabilność. Na brak szans jednak narzekać nie mogę. Wtedy czułem wsparcie. Po prostu czegoś nie zabrakło.

 

Wierzy Pan w powrót do Fiorentiny?

 

Przed transferem do Wisły rozmawiałem z Włochami i odczułem to, że nie jestem tam skreślony. Nikt nie mówił: „rób co chcesz”. Oni wiedzą, że potrzebuję minut na boisku. W moje umiejętności nikt tam chyba nie wątpi.

 

Ogląda Pan mecze reprezentacji Polski?

 

Jak każdy kibic.

 

I co? Boli?

 

Żalu nie czuję. Nie grałem przez kilka miesięcy, więc nie mogłem liczyć na powołania. Trener Nawałka wszystko jednak widzi. I jeżeli będę mu potrzebny, to zrobię wszystko, aby kadrze pomoc. Nie powiem, że nie myślę o Euro 2016, bo byłbym głupi, gdyby tak było. Każdy polski piłkarz myśli.

 

Rozmawiał Pan już z selekcjonerem Nawałką. I co?

 

Trener powiedział mi, że potrzebuję gry, a jeśli będę na boisku, to będę obserwowany. Zasugerował mi, że jestem w szerokiej grupie piłkarzy, którymi się interesuje. Patrząc na pracę sztabu szkoleniowego kadry wiem, że mają na mnie oku. Zdarzyło mi się też rozmawiać z trenerem Zającem.

 

Pasowałby Pan do reprezentacji?

 

Myślę, że tak. Znam większość zawodników, więc odnalazłbym się tam bez problemu. Gdybym dostał szansę, na pewno bym ją wykorzystał.

 

Euro tuż, tuż…

 

Śmieje się, że przed ważnymi turniejami odżywam. I wtedy trenerzy mają ból głowy czy mnie powołać, czy nie. Jeśli jednak się nie uda, na pewno się nie załamię. Ja nie dam się złamać. Nigdy.

 

Całą rozmowę z Rafałem Wolskim zobacz w materiale wideo.