Mateusz Borek: Karolina, słyszeliśmy, że wracasz od dziadków...

Karolina Kowalkiewicz: Tak to prawda, właśnie byłam odwiedzić dziadków. Dzisiaj rano wróciłam z Rotterdamu do Łodzi i odwiedzam rodzinę i znajomych... A dziadkowie bardzo cieszą się z mojego zwycięstwa.

Kilka godzin przed walką opublikowałaś zdjęcie na Twitterze, na takim dużym łożu. Bardziej wyglądałaś jak Julia Roberts w filmie "Jedz, módl się, kochaj" niż jakbyś miała mieć niebawem poważny pojedynek...

A co miałam robić na kilka godzin przed ważnym pojedynkiem (śmiech). Leżałam w łóżku, pletli mi włosy, konsumowałam dobre jedzenie, żeby naładować się dobrze na walkę. Po prostu się relaksowałam - a łóżko było naprawdę wygodne i sprzyjało temu.

Heather Jo Clark - trzeba powiedzieć, że Twoja rywalka naprawdę dobrze odrobiła lekcję i w pierwszej rundzie była groźna. Zadrżeliśmy, kiedy trafiła Cię tym frontkickiem.

Tak naprawdę te kopnięcia wyglądały groźniej niż ja je faktycznie odczuwałam. Bardziej odczułam jeden z prawych zamachowych, który "wszedł". Wiedziałam, że moja rywalka będzie twarda, mimo, że wiele osób jej nie doceniało. Dziewczyna, która grała zawodowo w hokeja nie może być miękką babką. Może nie jest tak dobrą technicznie zawodniczką, ale wiedziałam, że jest twarda.

Rozmowa z Karoliną Kowalkiewicz w załączonym materiale wideo.