Sześć sezonów, sześć finałów

 

Przez sześć kolejnych sezonów (2011-2014 z Miami Heat, 2015-16 z Cleveland Cavaliers), drużyna LeBrona Jamesa awansowała do finałów National Basketball Association. Jak trudno to zrobić? Trzeba wygrać osiemnaście kolejnych serii meczów w playoffs. James jest pierwszym od 50 lat koszykarzem z takim osiągnięciem - po raz ostatni sztuka taka udała się w 1966 roku - kiedy NBA w niczym nie przypominała dzisiejszej najlepszej ligi świata. Oprócz LeBrona Jamesa, na liście jest jeszcze siedmiu innych graczy - wszyscy są z legedarnego Boston Celtics Billa Russella, który zdobył osiem kolejnych tytułów. Przypomnijmy - w lidze, gdzie do playoffs awansowało… sześć z 11 grających w rozgrywkach zespołów. Przy całym szacunku dla Russella, z jego dwunastoma finałami, jednego z najlepszych defensywnych graczy w historii NBA – tego się nie da porównać.

 

LeBron jak Dennis

 

James jest obok Dennisa Rodmana (z Detroit Pistons i Chicago Bulls) jedynym koszykarzem w historii, który z dwoma różnymi zespołami grał trzykrotnie w finałach NBA.

 

Cleveland czeka już 52 lata

 

Dla urodzonego w Ohio Jamesa, fakt, że Cleveland po raz ostatni miało mistrza w jednej z głównych lig USA (NFL, MLB, NBA) w 1964 roku, kiedy tytuł zdobyli futboliści Browns, to dodatkowa motywacja. “To jeden z głównych powód dla którego wróciłem do Cleveland. Pieniądze wszędzie są takie same. Wiem, co tytuł znaczyłby dla tego kibiców mojego rodzinnego stanu, tego miasta” – mówi James. Presja 52 lat porażek? Zobaczymy.

 

Inny LeBron?

 

Dla każdego, kto oglądał w Air Canada Centre w Toronto Jamesa, nie ulegało watpliwości, że grający trzynasty sezon w NBA koszykarz traktuje ten sezon śmiertelnie poważnie. Nie tylko dlatego, że razie zwycięstwa (tekst oddany przed szóstym meczem serii Thunder-Warriors) Oklahomy, to Cavaliers będa mieli w finałach przywilej własnego parkietu. “Nie mam dobrych wspomnień z zeszłorocznych (przeciwko Warriors) finałów i to nie tylko dletego, że przegraliśmy. Teraz mam obok siebie w pełni zdrowych kolegów, rok temu miałem ciągle w głowie myśli o wyeliminowanym z gry Kevinie Love, czy grającym od pierwszej rundy z kontuzją Kyrie Irvingu. Tym bardziej doceniam fakt, że teraz jesteśmy wszyscy razem” – mówił James.

 

Mecz numer sześć trzeba było wygrać, więc LeBron, w swoim mistrzowskim stylu, zakończył mecz z 33 punktami, 11 zbiórkami i sześcioma asystami, kontrolując mecz od 1 do 48 minuty. To był jego pierwszy występ zakończony z 30 lub więcej punktami od czternastu spotkań rozegranych w tegorocznych playoffs. Rok temu musiał w Cavs robić wszystko (przeciętnie 30,1 pkt, 11,3 zbiórek, 8,5 asyst), w tym roku (na razie) wystarczy 24,6 pkt, 6,9 zbiórek, 8,6 asyst. Dla 99 procent NBA, to byłyby życiowe statystyki. Dla Jamesa to "normalka".

 

Król jest wielki, ale… daleko do perfekcji Jordana

 

“Chcę być najlepszy we wszystkim, w każdej dziedzinie życia – chcę mieć wszystkie rekordy” - mówił zaraz po zakończeniu decydujacego, szóstego meczu tegoroczonych finałów Konferencji Wschodniej James. LeBron jest perfekcjonistą, ale jest jeden rekord, którego na pewno nie pobije: Michael Jordan – sześć finałów, sześć tytułów. Rozgrywający/skrzydłowy/środkowy (LeBron jest tam, gdzie zespół go potrzebuje) nie wygra porównań w playoffs z Jordanem… ale triumfuje w każdej kategorii (punkty: James 27,9 – Bryant 25,6; zbiórki: James 8,7 – Bryant 5,1; asysty: James: 6,7 – Bryant 4,7; przechwyty: James 1,8 - Bryant 1,4; bloki: James 0,9 – Bryant 0,7) z bliższym mu czasowo Kobe Bryantem.

 

Przed serią ze zwycięzcami Konferencji Zachodniej, lider Cleveland Cavaliers ma dwa mistrzowskie pierścienie. Jeśli wygra, będzie uważany za legendę. Jeśli przegra finał 2016, krytycy nie bez racji powiedzą, że miał siedem prób (pierwsza w 1997 roku z Cavaliers), ale wygrał tylko dwa razy. Czyli trzy tytuły mniej niż Kobe, cztery mniej niż Jordan. W amerykańskim sporcie liczą się tylko zwycięzcy. James wie, że drugie miejsce, to pierwszy przegrany.