Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze Delegatów PZPS odbyło się w jednym z warszawskich hoteli za zamkniętymi drzwiami. Gdy jeden z kandydatów Krzysztof Iwańczuk zgłosił formalny wniosek o ujawnienie obrad poparło go zaledwie 30 z 92 delegatów.

 

Początkowo o fotel prezesa ubiegało się sześciu kandydatów. Tuż przed wystąpieniem programowym wycofali się Konrad Piechocki, Wojciech Czayka, a ze względów formalnych nie został dopuszczony Andrzej Lemek, który nie przedstawił zaświadczenia o niekaralności. Po przedstawieniu swojego programu wycofał się Iwańczuk.

 

Problemy miał także Kasprzyk, któremu zarzucono, że nie może być jednocześnie prezesem Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej S.A (PLPS) i kandydatem na szefa federacji. Chciał on natychmiast złożyć rezygnację z tej pierwszej funkcji, ale prawnik czuwający nad prawidłowym przebiegiem zjazdu zapewnił, że nie ma takiej potrzeby i może to zrobić, gdy zostanie ewentualnie prezesem federacji.

 

W kuluarach od początku mówiło się najczęściej o dwóch nazwiskach - byłym zawodniku, a później m.in. menedżerze reprezentacji, prezesie Mazowiecko-Warszawskiego Związku Piłki Siatkowej Romanie oraz o prezesie Kasprzyku, który dostał nominację obecnego zarządu PZPS.

 

Wybory odbyły się ok. godz. 21. Wcześniej omawiano m.in. sprawozdanie finansowe, głosowano w sprawie udzielenia absolutorium dla ustępujących władz i debatowano, czy głosy powinno oddawać się ... za kotarą.

 

Dla nowego prezesa Kasprzyka, który jednocześnie przestał być szefem PLPS, najważniejsze jest utrzymanie obecnego poziomu sportowego i organizacyjnego oraz sukcesywne ich podnoszenie.

 

„Wydaje mi się, że program, który zaprezentowałem, parę osób do mnie przekonał, dlatego taka duża przewaga. Przede wszystkim ważne jest utrzymanie poziomu sportowego i doprowadzenie dziewczyn do wyników sprzed kilku lat” – powiedział tuż po wyborach i dodał: „za cztery lata będę się pewnie tłumaczył przed delegatami, bo obiecałem, że do Tokio pojadą dwie drużyny halowe i cztery pary siatkówki plażowej”.

 

Podziękował sponsorom, kibicom oraz Ministerstwu Sportu i Turystyki.

 

„Mam nadzieję, że mój wybór nie sprawi, że te relacje się zmienią, a jeszcze się polepszą” - podkreślił.

 

Kasprzyk sukces zadedykował siatkarzom, którzy w ostatnim tygodniu wywalczyli w Tokio kwalifikację olimpijską do igrzysk w Rio de Janeiro.

 

„Rano otrzymałem od nich kilka smsów z informacją, że trzymają za mnie kciuki. To spowodowało, że poczułem się spokojniej” - przyznał.

 

W poniedziałek Kasprzyk miał jeszcze spotkanie z grupą wspierającą jego kandydaturę.

 

„Liczba osób, która przyszły, troszeczkę mnie uspokoiła. Do końca jednak nie wiadomo. To są wybory. Jest jak w sporcie, jak w siatkówce. Raz jest się w piekle, a za chwilę w niebie. Było spokojnie i fajnie” - ocenił.

 

Kasprzyk ma 53 lata, pochodzi z Ostrowca Świętokrzyskiego, grał w siatkówkę w KSZO. Studiował na warszawskiej Politechnice. W 1983 roku został prezesem KU AZS Politechniki Warszawskiej. Członkiem zarządu Polskiego Związku Piłki Siatkowej został w 2004 roku. Cztery lata temu został wybrany do prezydium zarządu związku, a po trzech latach wybrano go wiceprezesem ds. sportu i szkolenia. Ostatnio był także prezesem Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej. Wcześniej był dyrektorem Ligi Siatkówki Kobiet i wiceprezesem PLPS.

 

Na razie nie wiadomo, kto zastąpi go na stanowisku prezesa PLPS. To gorący okres, zwłaszcza że obie ligi – zarówno męska, jak i żeńska szykują się do powiększenia o kolejne zespoły.

 

Nietypowy był termin zjazdu, w trakcie reprezentacyjnego sezonu. Najczęściej w związku władze zmieniają się po igrzyskach, czyli docelowej imprezie czterolecia. W statucie PZPS jest jednak zapisane, że wybory muszą się odbyć do 15 czerwca.

 

Do tej pory związkiem kierował Paweł Papke. Zrezygnował on jednak z możliwości ubiegania się o kolejną kadencję. Władzę objął, zgodnie z wolą zarządu, w lutym 2015 roku po rezygnacji z tego stanowiska Mirosława P., zatrzymanego trzy miesiące wcześniej przez CBA pod zarzutem korupcji związanej z organizacją MŚ siatkarzy w Polsce. W grudniu 2015 Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa akt oskarżenia wobec P., byłego wiceprezesa Artura P. oraz szefa firmy ochroniarskiej, który miał im wręczyć milion złotych łapówki. Całej trójce grozi do 12 lat więzienia.