W Londynie Adrian Zieliński był najlepszy w kategorii 85 kg. Teraz chce wygrać w wadze 94 kg. I jest na dobrej drodze, by tego dokonać. Warto przypomnieć, że w bogatej w sukcesy historii podnoszenia ciężarów w naszym kraju tylko nieżyjący już Waldemar Baszanowski dwukrotnie był mistrzem olimpijskim.

Zakończone w niedzielę mistrzostwa Polski w Mroczy nie mogły oczywiście konkurować z piłkarskim szaleństwem na francuskich stadionach, ale wierni sympatycy tej dyscypliny zauważyli to co pokazał na pomoście starszy Zieliński. A że i młodszy też nie miał sobie równych i sięgnął po złoto wszyscy pisali: Show Zielińskich.

Młodszy Tomasz, aktualny mistrz Europy wygrał rywalizację w wadze 94 kg, a starszy Adrian w 105 kg, choć ważył tylko niewiele ponad 97 kg. Ale nie chciał osłabiać organizmu i zbijać do niższej, dziś „swojej” kategorii. Chciał się sprawdzić w walce z Bartłomiejem  Bonkiem i Arkadiuszem Michalskim, których też powinniśmy zobaczyć w Rio.

Młodszy Tomasz, jeszcze nie tak dawno wyrzucony z kadry, a tuż przed mistrzostwami znów do niej  przywrócony, też pokazał klasę. 390 kg w dwuboju kat 94 kg, to klasowy wynik. Na medal w Brazylii może wprawdzie nie wystarczyć, ale jak dołoży na sztangę jeszcze trochę żelaza, to kto wie. Tym bardziej, że na rekordowe wyniki podczas najbliższych igrzysk liczyć nie warto. Czasy dla sztangistów nastały bowiem trudne.

Znacznie większe szanse na olimpijskie podium ma natomiast Adrian. Jego wynik (409 kg) jest znakomity. Mistrz olimpijski z Londynu wyrwał 188 kg i podrzucił 221 kg. Niewiele brakowało, by dźwignął cztery kilogramy więcej, 225 kg miał przecież w górze. Oczywiście zbijanie kilku zbędnych kilogramów trochę go osłabi, ale potencjał na medal w Rio jest, nawet złoty. Kilku najgroźniejszych rywali przecież odpadło już z rywalizacji, wpadli na dopingu.

Jedno jest pewne, przyjemnie będzie oglądać w na pomoście w Brazylii braci Zielińskich, bo nie będą tam statystami.

A jakie szanse mają Bonk i Michalski w wadze 105 kg? To pytanie jest znacznie trudniejsze, bo obaj w Mroczy wypadli poniżej możliwości. Szczególnie ten pierwszy, brązowy medalista z Londynu. Bonk spalił trzy podejścia w rwaniu (180 kg), zerwał przy tym skórę z dłoni i nie przystąpił do podrzutu. A przecież na treningu, w paskach, rwał 190 kg. W podrzucie, zdaniem trenerów, stać go było na 220 kg, więc z Zielińskim teoretycznie mógł powalczyć. Ale jak się okazało w Mroczy, tylko teoretycznie.

Arek Michalski też nie miał swojego dnia. 175 kg w rwaniu i 221 w podrzucie dało mu wprawdzie srebrny medal w dwuboju, ale z takim wynikiem na igrzyskach o podium nie ma co marzyć. Na szczęście, podobnie jak w przypadku Bonka, możemy tam realnie liczyć na znacznie lepsze wyniki obu sztangistów Budowlanych Opole. A wtedy, kto wie?

Polska ma zagwarantowane cztery miejsca na igrzyskach. I zapewne zajmą je ci, o których teraz piszę. Ale w czwartek będzie jeszcze sprawdzian w Spale, gdzie Krzysztof Zwarycz i Krzysztof Szramiak mają sobie coś do udowodnienia. Pierwszy z nich, choć w Mroczy startował w wadze 85 kg, uzyskał gorszy wynik od Szramiaka, który wygrał rywalizację w kategorii 77 kg. Zwarycz twierdzi jednak, że stać go na skuteczniejsze dźwiganie i zrobi wagę (77) jak będzie taka potrzeba. Ale zwycięzca i tak może chyba liczyć tylko na  miejsce przeznaczone dla rezerwowego.