„Brazylijczycy, podobnie jak Argentyńczycy, robią stałe postępy. Wiadomy było, że przed własną publicznością, w takich zawodach, tym bardziej będą chcieli wypaść jak najlepiej. My przecież przegraliśmy z nimi w Spodku w zeszłym roku (24:25 w turnieju towarzyskim)” – przypomniał.

 

Jego zdaniem gospodarze igrzysk w zaskakująco łatwy sposób radzili sobie z polską defensywą.

 

„Dodatkowo u nas brakowało w obronie asekuracji, wsparcia. Polscy bramkarze byli dlatego zmuszani do interwencji w sytuacjach sam na sam z rywalami” – zauważył trener pracujący obecnie w mysłowickiej Siódemce.

 

Podkreślił, że choć inauguracyjna porażka komplikuje sytuację podopiecznych Tałanta Dujszebajewa, to nie ma powodów do załamywania rąk.

 

„Po prostu trzeba zagrać w kolejnych spotkaniach lepiej. Co prawda z grupy wychodzi cztery zespoły, ale zadanie nie będzie łatwe. Tym niemniej pamiętajmy, że nasi piłkarze nieraz wychodzili z wielkich opresji. Znając ich można być pewnym, że walczyć będą do końca. Kibiców czeka spora dawka emocji, do czego kadra nas przyzwyczaiła, i mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze” – zakończył były szkoleniowiec m.in. Powenu Zabrze i Piotrkowianina.

 

W niedzielę Polacy na inaugurację olimpijskich zmagań Polacy przegrali z Brazylijczykami 32:34