Dobek: Do igrzysk przygotowywałem się sam

Inne
Dobek: Do igrzysk przygotowywałem się sam
fot. PAP

Patryk Dobek wyjawił, że w ostatniej fazie przygotowań do igrzysk trenował sam. „Ze względu na powtarzający się uraz kolana zrezygnowałem ze współpracy ze swoim szkoleniowcem” - wyjaśnił lekkoatleta SKLA Sopot, który w poniedziałek pobiegnie na 400 m przez płotki.

„Moim celem minimum jest awans do finału, i to najlepiej bezpośrednio z dużym Q, czyli miejscem, a nie dzięki czasom. A jeśli się w nim znajdę, to postaram się osiągnąć jak najwięcej. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiał, jak podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata, startować na pierwszym torze. Co prawda uzyskałem na nim wynik poniżej 49 sekund, jednak zabrał mi on trochę sił przed półfinałem. Na tym torze trzeba uważać nie tylko na krawężnik, ale także na długie obiektywy fotoreporterów” - powiedział.

 

Jego zdaniem nie ma faworyta rywalizacji. Zawodnicy z czołówki prezentują równy poziom, a ponadto w Rio de Janeiro zabraknie lidera światowej listy Amerykanina Johnny Dutcha, który uzyskał 48,10. Na starcie pojawi się natomiast jego rodak Kerron Clement, który legitymuje się w tym roku drugim rezultatem – 48,40. A właśnie tyle wynosi rekord życiowy Polaka ustanowiony rok temu w stolicy Chin.

 

„Czołówka jest wyrówna, ale tymi wynikami nie należy się jednak specjalnie sugerować. W Brazylii trzeba spodziewać się lepszych rezultatów, bo każdy celuje z formą w igrzyska, a nie w poprzedzające je imprezy. Ja również mam nadzieję, że uda mi się złamać w tym sezonie barierę 49 sekund. To jest zresztą konieczność, aby wejść do finału” - zaznaczył.

 

22-letni lekkoatleta swój najlepszy tegoroczny wynik – 49,01 - uzyskał 14 maja w Szanghaju. Później nie zdołał się jednak zbliżyć do tego osiągniecia, jednak nie tylko z tego powodu jego forma jest sporą niewiadomą.

 

„W pierwszym starcie wypełniłem minimum olimpijskie, ale później moja dyspozycja poszła w dół. W tym roku zmagałem się jednak z kontuzją kolana prawej nogi, która jest nogą zakroczną. Były momenty, że jednocześnie trenowałem i leczyłem się. Ten uraz to efekt morderczego, trwającego dwa miesiące zgrupowania na początku roku w RPA. Za mocno trenowaliśmy, obciążenia były za duże i nie wytrzymałem fizycznie tego obozu” - stwierdził.

 

Sopocianin podjął dość radykalną decyzję i postanowił zakończyć współpracę ze swoim dotychczasowym szkoleniowcem Krzysztofem Szałachem.

 

„Głównym powodem były powtarzające się urazy kolana. Po raz pierwszy byliśmy w RPA na tak długim zgrupowaniu. Tłumaczyłem szkoleniowcowi, że mam syndrom przetrenowania, ale on uznał, że gdyby tak faktycznie było, to nie byłbym w stanie wstać z łóżka. Ten obóz był eksperymentem, który wyszedł jak w starym dowcipie. Operacja się udała, ale pacjent zmarł. Tym razem pacjent może nie opuścił tego świata, ale na pewno był reanimowany. I skończyło się na tam, że w ostatnim etapie przygotowań do igrzysk trenowałem sam przy wsparciu fachowej literatury” - skomentował.

 

Ostatni start przed igrzyskami siódmy zawodnik mistrzostw świata w Pekinie zaliczył 31 lipca podczas 33. lekkoatletycznych mistrzostw Polski U23 w Jeleniej Górze. W finale Dobek był drugi z przeciętnym wynikiem 49,95. Triumfował Patryk Adamczyk (RLTL ZTE Radom) – 49,72.

 

„W tym biegu nie nastawiałem się na konkretny wynik. Nie napinałem się i nie ruszyłem na furiata. Biegłem swoim rytmem, nienagannie technicznie i cieszę się, że z nogą jest w porządku. Widać też, że jest wytrzymałość, bo ostatnie metry nie wyczerpały mnie. Czytałem co prawda opinie, że z taką formą nie mam czego szukać w Rio i w ogóle nie powinienem pojechać na igrzyska, ale za takie komentarze jestem bardzo wdzięczny. One mnie bowiem dodatkowo motywują” - podkreślił sopocki lekkoatleta.

JP, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie