Rywale Legii Warszawa z grupy F nadchodzącej Ligi Mistrzów kapitalnie rozpoczęli sezon: żaden z trzech rywali Polaków nie stracił jeszcze punktów i znajduje się w czubie tabeli swojej ligi. Największe wrażenie sprawiać może Sporting, który w klasyku ligi portugalskiej rozprawił się z FC Porto i jest liderem.

Królewscy w poszukiwaniu błysku

Dość nieoczekiwanie duże problemy podczas inaugurującego sezon na Santiago Bernabeu spotkania miał Real Madryt. Królewscy nie mogli sforsować mądrze zorganizowanych szyków Celty Vigo, która potrafiła w odpowiednim momencie skutecznie się odgryzać. Widoczny był brak Cristiano Ronaldo, w którego buty kompletnie nie potrafił wejść Gareth Bale - najlepszy zawodnik wicemistrza Hiszpanii na początku nowej kampanii.

Mimo sporej przewagi przez długie fragmenty spotkania gospodarze do siatki trafili dopiero po godzinie gry. Po kombinacyjnej akcji futbolówka trafiła do rewelacji tego sezonu, Marco Asensio, który próbował pokonać Sergio w finezyjny sposób, ten jednak nie dał się zaskoczyć. Dużo konkretniejszy był Alvaro Morata, który dobijając piłkę zerwał pajęczynę z okienka bramki rywali.


Niespełna siedem minut później był już jednak remis, bowiem fantastycznym uderzeniem z dystansu popisał się Chilijczyk Fabian Orellana. Pięknym za nadobne popisał się w końcówce Toni Kroos, który precyzyjnym, płaskim strzałem zza pola karnego ustalił wynik na dziesięć minut przed końcem. Real w dwóch meczach zapisał na swoim koncie komplet punktów z imponującym bilansem bramkowym 5:1.

Real Madryt - Celta Vigo 2:1 (0:0)

 

Bramki: Morata 60', Kroos 81' - Orellana 67'

Real: Casilla; Carvajal, Varane, Ramos, Marcelo; Modrić (69' James Rodriguez), Casemiro, Kroos; Bale, Morata (77' Mariano), Asensio (65' Lucas Vázquez).

Celta: Sergio; Hugo Mallo, Roncaglia, Cabral, Jonny; P. Hernández, Wass (77' Cheikh), Radoja (85' Radoja); Orellana, Guidetti (72' Aspas), Bongonda

Hat-trick Lewandowskiego? Aubameyang podjął wyzwanie!

Spacerku nie ma za sobą także Borussia Dortmund, która na otwarcie nowego sezonu Bundesligi wygrała z Mainz w identycznych do Realu rozmiarach. Gwiazdą popołudnia został najlepszy strzelec zespołu, Pierre-Emerick Aubameyang. Swojego efektownego "fikołka" Gabończyk mógł zaprezentować publiczności na Signal Iduna Park już po kwadransie, kiedy to głową na gola zamienił dogranie nowego skrzydłowego BVB, Andre Schuerrle.

W podobnych proporcjach padł gol numer dwa: reprezentant Niemiec po przebojowym rajdzie padł w polu karnym, arbiter zaś zmuszony był wskazać na wapno. Jedenastkę bardzo pewnie egzekwował "Auba", który dał wyraźny sygnał Robertowi Lewandowskiemu, że korona króla strzelców to kwestia jak najbardziej otwarta. O czym zresztą informował... na swoim Twitterze.

 

Rozluźnienie w szykach wicemistrza Niemiec kosztowało go jednak nerwową końcówkę, bowiem na dwie minuty przed zakończeniem doliczonego czasu gry do siatki trafił niepilnowany Yoshinori Muto. Na ostatni kwadrans na boisku pojawił się Łukasz Piszczek, który powinien być jednak pewnym punktem w zespole Thomasa Tuchela.

Borussia Dortmund - 1. FSV Mainz 2:1 (1:0)

Bramki:
Aubameyang 17, 89 (rz.k.) - Muto 90+2.

Borussia: Bürki; Passlack (77. Piszczek), Sokratis, Bartra, Schmelzer; Rode (89. Guerreiro), Castro (59.Weigl); Dembélé, Kagawa, Schürrle; Aubameyang

Mainz: Lössl; Donati, Bell Balogun, Brosinski; Gbamin; Clemens (81. Muto), Frei, Serdar (71. Öztunali), Oniswo; Malli (86. De Blasis)

Najsłabsi tylko na papierze

Liderem po prestiżowym zwycięstwie nad FC Porto został trzeci z rywali warszawskiej Legii, Sporting Lizbona. Fantastycznie, bo od trzech kompletów punktów rozpoczął nowy sezon wicemistrz Portugalii. Problemem stołecznego klubu może być jednak obsada kluczowych pozycji, bowiem bohaterami wielomilionowych transferów do czołowych lig Europy są gwiazdy zespołu: Joao Mario (Inter Mediolan) i Islam Slimani (Leicester City), który ze stadionem w Lizbonie żegnał się ze łzami w oczach.


To właśnie algierski napastnik szybko odpowiedział na mocny start Smoków na Estadio Jose Alvalade, zdobywając swojego 48. i prawdopodobnie ostatniego gola w koszulce Leoes. Goście wyszli na prowadzenie w ósmej minucie po trafieniu Monteiro, zaś najlepszy strzelec Sportingu w ostatnich miesiącach wyrównał zaledwie sześć minut później. W 26. minucie wynik meczu nad rozpędzonym zespołem Porto ustalił Gelson Martins.

Wielu ekspertów, jak i przedstawiciele Legii upatrują szansy na pozostanie w pucharach na wiosnę właśnie w walce ze Sportingiem, jednak zespół z Liga NOS złożony w dużej mierze ze świeżo upieczonych mistrzów Europy gra znakomicie.

Sporting Lizbona - FC Porto 2:1 (2:1)

 

Bramki: Slimani 14', Martins 26' - Felipe 8'

Sporting: Rui Patricio; Pereira, Coates, Semedo, Zeegelaar; Martins (Campbell 69'), William Carvalho, Adrien Silva, Cesar (Mane 89'); Bryan Ruiz (Paulista 68'), Slimani

Porto: Casillas; Layun, Felipe, Marcano, Telles; Herrera, Pereira, Andre (Depoitre 74'); Corona (Oliver Torres 46'), Valente Silva, Otavinho (Adrian 84')

 

Paradoksalnie więc najlepiej z całej stawki grupy F wypadła... Legia, która jako jedyna zwyciężyła różnicą dwóch bramek (2:0 z Ruchem Chorzów). Czy Polacy mają jakiekolwiek szanse w "grupie zwycięzców"? O tym przekonamy się już we wrześniu!