Pochodząca z Polski i mieszkająca w Puszczykowie zawodniczka przed każdym ważnym turniejem zakłada się ze swoim szkoleniowcem. Tym razem stawką była jej wygrana w US Open. Wcześniej nigdy nie dotarła nawet do finału tej imprezy, ale ten rok jest dla niej znakomity. W sobotę pokonała w Nowym Jorku Czeszkę Karolinę Pliskovą i po raz drugi w karierze triumfowała w Wielkim Szlemie. Pierwszy raz z takiego sukcesu cieszyła się w styczniu tego roku w Australian Open.

 

W Melbourne Kerber musiała wykąpać się w rzece Yarra, bo tak się założyła z Beltzem. Tym razem to Beltz będzie musiał zapuścić brodę i nie może jej zgolić aż do końca sezonu.

 

"To była jego propozycja, a ja się na to zgodziłam" - przyznała tenisistka, która od poniedziałku będzie numerem jeden na świecie. To właśnie o tym marzyła, ale nie spodziewała się, że tak szybko zdoła przeskoczyć Amerykankę Serenę Williams, która "na tronie" zasiadała przez kolejnych 186 tygodni.

 

Po sukcesie w Nowym Jorku Kerber ma zamiar odpocząć. Dwa tygodnie - tyle dała sobie czasu, by dzielić się radością ze swoimi najbliższymi. Przyleci na pewno także do Polski, bo właśnie w Puszczykowie przygotowuje się zazwyczaj do sezonu, gdzie mieszka nadal jej dziadek i gdzie - jak sama mówi - jest jej dom.

 

Potem ma w planie turniej w chińskim Wuhan, który rozpocznie się 25 września. Azjatycką "podróż" kontynuować będzie w Pekinie, a od 23 października weźmie udział w finale sezonu w Singapurze. W nieoficjalnych mistrzostwach świata bierze udział osiem najlepszych tenisistek roku. Kerber i Williams są na razie jedynymi zawodniczkami, które mają zapewniony w nich start.

 

Listopad to dla Kerber miesiąc całkowitego odpoczynku, a w grudniu powoli zacznie się znowu przygotowywać do kolejnego sezonu. Najcięższą pracę wykona prawdopodobnie znowu w Puszczykowie.