Każdy kto oglądał jego ostatni pojedynek z Johnem Molinem Jr  z pewnością zgodzi się z tą opinią. Zresztą pokonany mówi wprost: on naprawdę jest ekstremalnie dobry. Ten facet potrafi wszystko, nawet gdybym chciał nie potrafię doszukać się słabych stron w tym co robi – komplementował go Molina, który przegrał przez techniczny nokaut. Sędzia zatrzymał walkę w ósmej rundzie. Crawford zadał w niej 31 celnych ciosów, rywal zaledwie 6.

 

Kalifornijczyk powiedział jeszcze jedną ważną rzecz: Terence jest też perfekcyjnym strategiem, to kolejna zapora, którą stawia każdemu na swojej drodze.

 

John Molina wie co mówi, ostatni raz walczył z mańkutem kilka lat wcześniej  i fatalnie się do dla niego skończyło. We wrześniu 2012 roku zmierzył się z leworęcznym Antonio DeMarco i marzenie o mistrzowskim tytule  prysło po potężnym prawym rywala, który sięgnął jego szczęki już na początku pierwszej rundy.

 

Crawford jest praworęczny, ale potraf zmieniać pozycję na odwrotną jak mało kto. Tym razem też zaczął z normalnej, ale szybko przeszedł na mańkuta i w tym momencie było już po Molinie. Mistrz z Omaha kilka rund bawił się z nim, jak kot z myszą, by w ósmej ruszyć do ataku i wykończyć go mistrzowską serią ciosów bitych z obu rąk.

 

A przecież gdyby surowo przestrzegano reguł, to tej walki nie powinno być. Molina po raz pierwszy w karierze nie zrobił wagi. Kilka funtów powyżej limitu kategorii junior półśredniej (140 funtów) kosztowało go 45 tysięcy dolarów. Tyle zapłacił z własnej kieszeni Crawfordowi, by ten zgodził się z nim w zaistniałej sytuacji zmierzyć. Otrzymał jednak niezłe honorarium (400 000 USD minus wspomniane 45 tysięcy), więc można powiedzieć, że na biednego nie trafiło.

 

Oczywiście pięściarz z Kalifornii nie mógł liczyć na mistrzowskie pasy WBC i WBO należące do Crawforda w przypadku wygranej. Ale takiego zakończenia pojedynku mogli oczekiwać tylko ludzie , którzy wcześniej nie oglądali w akcji Terence’a.

 

Gdy mistrza z Omaha zapytano, czy nie obawia się cięższego i wyższego o 5 cm Moliny odpowiedział z uśmiechem: na ulicy biłem znacznie większych. I z takim samym uśmiechem robił  w ringu to co chciał z ambitnym, ale o klasę gorszym Kalifornijczykiem.

 

Problem w tym, że tak naprawdę każdy kolejny przeciwnik Crawforda może liczyć na to, że zostanie ośmieszony. Terence jest równie dobry w obronie, jak i w ataku, w ringu porusza się fantastycznie, pozycję zmienia w zależności od potrzeb perfekcyjnie, słowem trudno doszukać się w jego boksie słabych stron.

 

A że bije przy tym mocno i precyzyjnie mistrzowie świata po walkach z nim przestają być mistrzami, bledną talenty tych, których podziwiano wcześniej. Jaka jest więc przyszłość 29 letniego Crawforda (30-0, 21 KO), co dalej z jego karierą?

 

W Omaha, jego mateczniku, pozycja Terence’a jest ugruntowana, na walkę z Moliną przyszło ponad 11 tysięcy ludzi, co jest rekordem CenturyLink Center, więcej już się tam nie zmieści.

 

Przyszedł więc chyba już czas na wielkie wyzwania dla Crawforda. Jest wybitnym pięściarzem, jednym z najlepszych bez podziału na kategorie, więc to tylko kwestia czasu, tym bardziej, że jest zawodnikiem 85 letniego Boba Aruma, który chce jeszcze zorganizować kilka wielkich walk.

 

A więc puśćmy wodze fantazji: Crawford – Manny Pacquiao: Crawford – Wasyl Łomaczenko, to dopiero byłyby hity. Na dziś chyba bliżej, z wielu względów, byłoby bliżej do tego pierwszego starcia, ale nie jestem przekonany, że kiedykolwiek dojdzie do niego dojdzie...

 

Jest bowiem jeszcze aspekt finansowy, a Crawford na razie nie gwarantuje sukcesu w tej materii i Arum doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Ale kto wie, może coś wymyśli?