Mauricio Sulaiman, prezydent World Boxing Council tłumaczy, że uchwała podjęta na trwającym właśnie na Florydzie zjeździe tej organizacji ma zapobiegać w podejmowaniu przez nich emocjonalnych, nieobiektywnych decyzji. Ponoć dyskutowano o tym już kilka lat temu, ale dopiero teraz podjęto stosowne kroki. Dodajmy od razu, że bardzo wątpliwe i nieracjonalne.

 

A jeśli w narożniku stanie wujek, stryjek lub brat? A jak będzie to ojczym, co czasami się zdarza? To co wtedy, uchwała będzie obowiązywać, czy nie?

 

Pytań oczywiście jest więcej. Skąd ten pomysł, czym ojcowie tak bardzo narazili się głosującym za tą głupią i niepotrzebną uchwałą? Zgoda, są tacy ojcowie, którzy nie powinni nigdy znaleźć się w narożniku synów, ale dotyczy to w równym stopniu innych osób, w żadnym stopniu nie spokrewnionych z zawodnikiem.

 

Oczywiście zawsze można przykład Billa Johnsona, który stojąc w narożniku swojego syna podczas pamiętnej walki z Jesusem Chavezem w Las Vegas w 2005 roku nie poddał go wcześniej, bo ten się na to nie zgadzał, a kiedy pojedynek został zatrzymany w 11 starciu, obrażenia były na tyle poważne, że 35 letni Leavander Johnson zmarł pięć dni później.

 

Tyle, że był to po prostu tragiczny wypadek jakich w boksie wiele. Tragiczną ofiarą był mistrz świata, doświadczony pięściarz mający na koncie 34 zwycięstwa i tylko cztery porażki. A gdzie był wtedy sędzia? Trudno winą w tym konkretnym przypadku obarczać jedynie Billa Johnsona. On i tak poniósł straszną karę, stracił syna. Rozmawiałem z nim o tym kilka lat temu w Newark (New Jersey). Mieszkaliśmy w tym samym hotelu przed jedną z walk Tomasza Adamka.

 

Ale sytuacji, gdy zawodnicy byli poddawaniu zbyt późno przez swych trenerów w historii tej dyscypliny było tysiące. I najczęściej nie byli to ojcowie. Sam pamiętam jak Riddick Bowe groził swoim sekundantom w drugim pojedynku z Andrzejem Gołotą w Atlantic City, gdy ci chcieli zatrzymać walkę. Pamiętam też jak nikt nie chciał poddać Marka Piotrowskiego w Pałacu Marcela Cerdana w Paryżu, gdy ten walczył z Robem Kamanem (kick boxing). Ani trener, ani sędzia ringowy, gdyż wiedzieli jak dumnym wojownikiem jest Marek. Dopiero w siódmym starciu zdecydował się na ten krok, po kolejnym liczeniu Polaka, sędzia ringowy.

 

Ale pamiętam też doskonale jak ojciec (Felix Trinidad Sr) wskoczył na ring nowojorskiej Madison Square Garden, by w 12 rundzie zasłonić własnym ciałem syna i przerwać pojedynek „Tito” Trinidada z Bernardem Hopkinsem. Ojciec i syn od początku kariery  znakomitego Portorykańczyka stanowili nierozerwalny duet, w imię czego byłoby im tego zabraniać.

 

Ciekawy jestem co powie na decyzję działaczy WBC chociażby wspaniały ukraiński trener Anatolij Łomaczenko, który od dziecka stoi w narożniku  swojego syna Wasyla Łomaczenki, dwukrotnego złotego medalisty olimpijskiego, dziś zawodowego mistrza dwóch kategorii, którego od podstaw nauczył sztuki bokserskiej. Zawsze go przecież chronił, podejmował mądre, wyważone decyzje, podobnie jak wielu ojców którzy stoją w narożniku synów. Dlaczego teraz mają ponieść karę, czyżby to była jakaś zbiorowa odpowiedzialność za niepopełnione czyny? Dlaczego tracić mają na tym synowie?

 

Owszem są i tacy, którzy się do tego zawodu nie nadają, bywają toksyczne relacje rodzinne, ale o tym już pisałem, ten problem jest znacznie szerszy i z pewnością nie rozwiążemy go taką uchwałą, jak ta. Bo ta jest po prostu głupia i niepotrzebna.