Podsumowanie turnieju ECS

Inne
Podsumowanie turnieju ECS

W puli nagród $660,000, a na swoich stanowiskach czołowe formacje Counter-Strike’a: Global Offensive z dywizji europejskiej i amerykańskiej. I choć organizowane w kalifornijskim Anaheim finały drugiego sezonu ECS nieco odbiegały prestiżem od choćby turniejów spod szyldu ELEAGUE, uczestnicy zapewnili nam e-sportowe widowisko na najwyższym poziomie. Szkoda tylko, że w akcji nie zobaczyliśmy Virtus.pro.

Tak to zresztą już bywa, gdy kwalifikacje na zawody tej rangi odbywają się drogą internetową. Polacy zdążyli przyzwyczaić już swoich fanów do tego, że sieciowe potyczki wychodzą im z mieszanym skutkiem, ale tym razem „Złotą Piątkę” od wylotu do USA dzielił mniej niż krok. Nawet nie jedna wygrana mapa, a po prostu mniej straconych rund. Co ciekawe, problem tyczył się nie tylko biało-czerwonych. Wystarczy wspomnieć, że aż sześć formacji ze Starego Kontynentu uzbierało taką samą liczbę punktów. Ta uplasowała je ex aequo na czwartym miejscu. Finalnie o tym, kto dostanie szansę dalszej rywalizacji, zadecydował bilans rund, który najkorzystniej prezentował się na koncie Teamu Dignitas. Tego Dignitas, które jakiś czas później poinformowało, że do Anaheim wyruszy z rezerwowym w miejscu swojej najsprawniejszej strzelby, czyli Emila 'Magiskb0Ya' Reifa. Efekt końcowy był do przewidzenia. Odnoszę więc wrażenie, że wywalczonego slota dużo lepiej wykorzystaliby zawodnicy Ninjas in Pyjamas, Virtus.pro czy nawet mousesports dwukrotnie przewyższające Duńczyków w eliminacjach. To jednak tylko nic niewarte dywagacje. Prawda jest taka, że wspomniane wyżej zespoły dostały to, na co zasłużyły w meczach internetowych: nic.

 

Temat dignitas nie kończy się jednak na kwalifikacjach. Duńczycy byli jedną z dwóch sekcji, które w Kalifornii pojawiły się w niepełnym składzie. W ich przypadku Emila 'Magiskb0Ya' Reifa, który tym razem swój bój odbywał z kartką papieru i długopisem w jednej ze szkolnych sal, zastąpił reprezentant Heroic: Valdemar 'valde' Bjørn Vangså. Z rezerwowym pod pachą Mathias 'MSL' Lauridsen i jego koledzy nie wskórali wiele, wygrywając zaledwie jeden mecz w fazie grupowej. Mecz – co zaznaczyć trzeba – z innym zespołem wspierany przez stand-ina: SK Gaming. Gdy doszło do konfrontacji z ekipą z krwi i kości – to znaczy grającą w pełnym składzie – dignitas pokusiło się o zdobycie zaledwie trzech rund. SK Gaming na turnieju pojawiło się ze zmiennikiem z nieco innych powodów. Lincoln 'fnx' Lau został wydalony z klubu na stałe. Z racji napiętego harmonogramu Brazylijczycy szybko musieli znaleźć kogoś w zastępstwo. Padło na Ricardo 'foxa' Pacheco, Portugalczyka, byłego strzelca FaZe Clanu. I choć, plan dwukrotnych mistrzów świata był inny, ci bowiem lukę wypełnić chcieliby reprezentantem Immortals, w tym momencie nie mieli innego wyjścia. Po pierwsze, fox w drużynę wpisywał się idealnie pod względem językowym. Po drugie, nie brał udziału w kwalifikacjach do zbliżających się turniejów. Po trzecie, Gabriel 'FalleN' Toledo uważa go za całkiem niezłego zawodnika.

 

Jak ostatecznie wpisał się w drużynę? Trudno stwierdzić. Na pewno nie był najsłabszym ogniwem grupy. SK w całości nie funkcjonowało przecież najlepiej, a fox – choć stremowany faktem gry z dwukrotnymi zwycięzcami Majora, choć występujący w roli regularnego strzelca, a nie jak ma zwykle w zwyczaju – głównego snajpera, choć nieznający większości zagrań zespołowych, w niełatwych momentach radził sobie nie gorzej niż przykładowo Fernando 'fer' Alvarenga. Niemniej, jak na dłoni widać było, że formacja w tym kształcie trenowała wyłącznie dwa dni, a Pacheto nie nawiązał porozumienia z czwórką Brazylijczyków. Brakowało „kanterowej” chemii. FalleN już wcześniej zapowiedział, że Ricardo trykot SK założy podczas zaledwie dwóch turniejów. Po finałach ECS raczej się to nie zmieni. Z trudem wywalczone 3-4. miejsce trudno uważać przecież za ogromny sukces.

 

O tym, że drużynowe zgranie w rozgrywkach jest nieprawdopodobnie ważne, wiedzieli najwięksi amatorzy CS-a jeszcze w czasach 1.6. To nic odkrywczego. Kolejny sezon Esports Championship Series w najbardziej z dosadnych sposobów pokazał jednak, że nawet w zespole pokroju SK Gaming wykruszenie się jednego ogniwa burzy ogromny potencjał wypracowany przez długie miesiące ciężkiej pracy. Może więc – tropem profesjonalistów ze sceny League of Legends – organizacje ze środowiska Counter-Strike’a powinny większą wagę przykładać do budowania ławki rezerwowych? Tak, by w nieprzewidzianych momentach, przed serią ważnych zawodów (major za pasem!), gracze nie budzili się z ręką w nocniku.

 

Na szczęście, nie tylko problemy kadrowe stały się nośnym tematem zmagań ECS. Jak się bowiem okazało, Astralis wraz z OpTic Gaming postanowiło udowodnić, że ich świetne występy w ramach finałów ELEAGUE nie były przypadkiem. Drużyny te ponownie zdominowały rozgrywki, docierając do wielkiego finału i niezmiennie wzbudziły sporo kontrowersji. Głównie za sprawą opublikowanego rankingu najlepszych na świecie według HLTV.org. Popularny serwis po pierwszym ważnym zwycięstwie Astralis w karierze, bo to Duńczycy zdobyli złote medale, ulokował Skandynawów na pozycji lidera. OpTic natomiast wskoczyło na miejsce czwarte, wyprzedzając m.in. Virtus.pro.

 

System punktacji portalu od zawsze wzbudzał pewne wątpliwości. Nie da się jednak ukryć, że choć Astralis bardzo długo na scenie prosperowało bez większych sukcesów, przez ostatnie tygodnie udowodniło swoją wartość bardzo dobitnie. Dwa wielkie finały podczas dwóch dużych imprez. W tym jeden wygrany. Odprawianie z kwitkiem – i to bez większych problemów – formacji pokroju SK Gaming, FaZe Clanu czy wcześniej Ninjas in Pyjamas. Niesamowicie równy poziom każdego z graczy. To wszystko przemawia za tym, by nie tylko wierzyć słowom zaniepokojonego foxa, który przed półfinałowym spotkaniem z Astralis jasno stwierdził, że: - „to w tym momencie najsilniejszy przedstawiciel europejskiej sceny” – ale pójść nawet krok dalej. I nie ograniczać się tylko do sceny Starego Kontynentu, a w ogóle światowej. Już niedługo przekonamy się, czy niesamowity Nicolai 'device' Reedtz i spółka pójdą za ciosem. Jeśli uda im się w tak dobrym stylu przejść przez kolejny turniej, nie będzie podstaw, by temu przeczyć.

 

Chyba że przeszkodzą im zawodnicy OpTic. Krytycy twierdzą, że ich ostatnie sukcesy są pochodną lokowania ich po łatwiejszych stronach drabinek. I trudno nie zgodzić się z tym, że na papierze SK Gaming – a więc rywale Astralis – nawet z rezerwowym prezentują się lepiej od choćby Cloud9. Cały czas nie zmienia to jednak faktu, że Amerykanie do spółki z Kanadyjczykami i Hiszpanem wywalczyli ostatnie dwa trofea – a właściwie trzy, licząc również puchar Northen Areny z Montrealu – w pięknym, zaskakującym stylu. Mam zresztą wrażenie, że indywidualne umiejętności Willa 'RUSHa' Wierzby i jego kompanów zszokują w najbliższym czasie największe legendy CS-a jeszcze nie raz.

Szymon Groenke

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze