NA LCS: Cisza przed burzą. Miejsca 5-7

Inne
NA LCS: Cisza przed burzą. Miejsca 5-7

Amerykański LCS przyzwyczaił nas w ostatnim czasie do ogromnej ilości rotacji i przetasowań, które co roku mają miejsce za Oceanem. Tym razem jednak amerykańskie formacje przebiły same siebie, kontraktując całą grupę znakomitych Koreańczyków, żeby w tym zestawieniu wymienić chociażby Ssumday’a, Chasera, Flame’a, Arrowa czy Loopera.

Co zrozumiałe, na tym zjawisku ponownie ucierpieli rodzimi zawodnicy. Regionalnych debiutantów w składach występujących w LCS ekip możemy policzyć na palcach jednej ręki: Contractz, Cody Sun, Akaadian. Zbliżający się split amerykańskich zmagań zapowiada się jednak pasjonująco, choć wiosna powinna być dopiero preludium do fantastycznego lata. Kto w nadchodzącym splicie znajdzie się w środku tabeli?


Niemniej zanim przejdziemy do treści merytorycznej, warto powiedzieć kilka słów o samym systemie weryfikacji. Zawodnicy zostali ocenieni możliwie obiektywnie, z uwzględnieniem zaprezentowanego potencjału, ostatnich występów oraz przypuszczalnej skali talentu. Ponadto noty odnoszą się do sytuacji w obrębie konkretnej pozycji, więc porównywanie ocen przykładowo midlanera i toplanera pozbawione jest tutaj sensu. Pod względem „zgrania i komunikacji” pod uwagę brane były czynniki takie jak staż wspólnej gry, płynność komunikacyjna i kwestie charakterologiczne. Format zastosowany przy tworzeniu zestawienia jest jednak nieidealny. Nie sposób usystematyzować wszystkich czynników, które zostały wspomniane w omówieniach, przez co sam ranking należy traktować z pewną dozą sceptycyzmu, a skupić się przede wszystkim na treści dotyczącej konkretnych zespołów.

 

 

7. Team Dignitas (20)


Kiedy okazało się, że Team Dignitas i Apex Gaming zostają wykupione przez koszykarską drużynę Philadephia 76ers, a Dignitas po jednym splicie nieobecności wraca do LCS, mogliśmy cieszyć się, że zasłużona formacja powraca do elity. I to w jakim stylu! Nowy inwestor pozwolił zespołowi zrobić to z przytupem, bowiem kompletowanie składu Dignitas rozpoczęło od pozyskania koreańskiego duetu. Tożsamość toplanera i dżunglera niewątpliwie robi wrażenie – Kim „Ssumday” Chan-ho to przecież drugi najlepszy toplaner w Korei i tym samym na świecie, a Lee „Chaser” Sang-hyun jeszcze rok temu był głównym powodem zaskakująco udanego sezonu w wykonaniu Jin Air Green Wings. Jednak z każdym kolejnym transferem entuzjazm słabł. Podejście do kompletowania rosteru przez Dignitas przypomina trochę taktykę chińskich drużyn – „zatrudnijmy dwóch wybitnych Koreańczyków, wykorzystując na to cały budżet i dorzućmy do nich trzech losowych graczy”. No dobra, nie jest aż tak źle.

 

 

 


Midlaner Jang „Keane” Lae-young, strzelec Benjamin „LOD” deMunck i support-weteran Alex „Xpecial” Chu nie są zawodnikami anonimowymi, ale bądźmy szczerzy - po ogłoszeniu nicków Ssumday’a i Chasera apetyty kibiców znacznie wykraczały poza trójkę przeciętniaków. Keane to zawodnik, który w NA LCS zasłynął raczej niestandardowymi wyborami w stylu Hecarim na midzie, niż niewiarygodnymi umiejętnościami, a ostatni split spędził walcząc w środku tabeli NA LCS wspólnie z Xpecialem. A doświadczony wspierający najlepsze czasy ewidentnie ma już dawno za sobą. Kiedyś dominował region razem z Team SoloMid, ale od czasu odejścia z utytułowanej organizacji jego umiejętności zaliczyły drastyczny spadek i strzałka wyznaczająca jego poziom zatrzymała się idealnie na napisie „przeciętność”. Spośród tej trójki największe nadzieje organizacja może wiązać z nadal dość młodym Benjaminem „LOD” deMunckiem, który przez bardzo długi czas nie potrafił wznieść się ponad poziom zaplecza LCS, ale dla którego przełomem okazał się letni split 2016. LOD w swoim debiucie w LCS wraz z Team EnVyUs wywalczył awans do play-offów i zebrał całkiem dobre recenzje. To nadal trochę mało jak na kogoś, kto był w przeszłości nazywany „nadzieją Ameryki”, ale strzelec po challengerowym maratonie pokazał wreszcie, że faktycznie można wiązać z nim pewne plany.


Ciężko tak naprawdę jednoznacznie ocenić potencjał nowego Dignitas. Keane jest zawodnikiem trochę niedocenianym. Jednocześnie ciężko określić w jakiej formie znajduje się Chaser, bowiem po fantastycznych występach w Jin Air przyszedł dla niego fatalny ostatni sezon w barwach Longzhu Gaming, gdzie nierzadko przegrywał rywalizację z młodym Kimem „Crash” Joon-seo. A zespół, pomimo ogromnych aspiracji, nie potrafił nawiązać walki o coś więcej niż utrzymanie. Wydaje się, że Ssumday ma szanse pociągnąć nową formację przy odpowiednio proporcjonalnym wsparciu nienajgorszych prowadzących w osobach Keane’a i LOD’a, ale Dignitas powinno być bliżej do środka tabeli niż do walki o ostateczny triumf. Ciekawym aspektem będzie komunikacja, bowiem dzięki długiej przygodzie Keane’a z amerykańskimi rozgrywkami midlaner traktowany jest na podobnych zasadach co rodzimi zawodnicy. To pozwala drużynie skupiać w swoich szeregach aż trzech Koreańczyków, czyniąc język koreański głównym źródłem komunikacji, bowiem porozumiewający się po angielsku duet LOD/Xpecial znajduje się bowiem na dolnej alei. Powinno to ułatwić aklimatyzację Ssumday’owi i Chaserowi. Pewniakiem na stanowisko łącznika jest natomiast dwujęzyczny Keane.

 

 

 

6. Phoenix1 (20,5)


W tym składzie jest wszystko: mamy doświadczenie, mamy umiejętność prowadzenia gry, mamy powiew świeżości i talent, a wreszcie – mamy też prowadzącego z prawdziwego zdarzenia. Phoenix1 złożyło najbardziej interesujący skład, jaki będziemy mieli okazję zobaczyć na wiosnę w NA LCS. Wydaje się, że formacja podeszła do kompletowania rosteru najrozsądniej z wszystkich ekip aspirujących do dołączenia do regionalnej czołówki, bowiem piątka, którą możemy znaleźć w P1 wygląda po prostu na najbardziej zrównoważoną.


W zespole zakotwiczyło trzech doświadczonych graczy: midlaner Yoo „Ryu” Sang-wook, strzelec Noh „Arrow” Dong-hyeon oraz support Adrian „Adrian” Ma. Pierwszy ostatnio występował w Europie, reprezentując barwy H2k, z którym dwukrotnie wystąpił na Mistrzostwach Świata, w tegorocznym czempionacie docierając nawet do półfinału. Koreańczykowi często zarzuca się brak stabilności, bowiem obok fantastycznych gier, w których midlaner prowadził zespół do triumfów, zdarzały mu się też słabsze występy, w których ciężko było w ogóle zauważyć jego obecność. Ryu nie do końca pasował jednak do H2k. Był zawodnikiem przywiązującym ogromną wagę do wiedzy o grze, a występował w formacji opierającej się na dominacji każdej linii. Do H2k wnosił jednak bardzo wiele w kontekście shot-callowania i prowadzenia drużyny, a niekiedy zdarzały mu się przecież także fantastyczne mechanicznie występy, kiedy to przypominały się jego koreańskie wyczyny.


Nieco więcej kłopotów z odnalezieniem się w nowym środowisku powinien mieć tymczasem Arrow. Bariera językowa i kulturowa nierzadko okazywała się nie do przeskoczenia dla azjatyckich zawodników, ale strzelec będzie miał wokół siebie mówiącego po koreańsku Ryu. Jednocześnie midlanera w prowadzeniu gry wspomoże także występujący na dolnej alei Adrian „Adrian” Ma (ostatnio Immortals) i ten duet może okazać się fantastycznym rozwiązaniem. Jeśli dołożymy do tego fakt, że we wczesnych etapach kariery Arrow słynął przede wszystkim ze świetnych walk drużynowych i inteligentnego poruszania się po mapie, to otrzymujemy drużynę, która może okazać się taktycznym fenomenem. Zresztą Arrow i Ryu byli już kiedyś w jednej organizacji, KT Rolster – midlaner reprezentował wtedy dywizję Bullets, a strzelec grał w składzie… Arrows.

 

 

 


Kilka słów należy poświęcić też pozostałej dwójce. Derek „Zig” Shao i Rami „Inori” Charagh to duet, który występował w Phoenix1 już w poprzednim splicie. Żaden z nich nie zachwycił, ale ze skazywaną na pewne ostatnie miejsce potrafili zająć solidne, ósme miejsce i spokojnie przebrnąć przez baraże. Obydwaj przez dłuższy czas orbitowali w okolicach amerykańskiego Challenger Series. Co ciekawe, Zig na profesjonalnej scenie znajduje się od sezonu pierwszego. Także Inori też ma na swoim koncie sporo przygód - ciężko więc nazwać ich młodymi graczami, ale ta dwójka wydaje się odpowiednim uzupełnieniem wizji, w myśl której budowany jest zespół. Warto też pamiętać o utalentowanym midlanerze Choiu „Pirean” Jun-siku, który najbliższy split prawdopodobnie spędzi na ławce rezerwowych oraz o poważnym podejściu do budowy drużynowego zaplecza. W przypadku Phoenix1 sztab formacji składa się aż z sześciu osób docelowo zajmujących się graczami - z byłym trenerem między innymi LMQ i Royal Never Give Up, Kimem „Fly” Sang-chulem, na czele. Środek tabeli jest więc celem bardzo zachowawczym i wydaje się, że P1 może nas w tym splicie bardzo pozytywnie zaskoczyć i powalczyć o wyższe cele.


A czy to może się nie udać? Z pewnością. Ryu będzie w tym splicie obarczony masą obowiązków i może się okazać, że ilość zadań go przytłoczy. Oprócz indywidualnej postawy na absorbującej pozycji midlanera oraz dowodzenia zespołem, prawdopodobnie spadnie na niego także obowiązek zarządzania komunikacją na linii Arrow-reszta drużyny, co może negatywnie odbić się na formie zespołu na początku splitu, zanim koreański strzelec zaaklimatyzuje się w nowym regionie. Wydaje się więc, że wiele zależy od tego, jak szybko Arrow upora się z przeprowadzką do Ameryki i nauką języka, a potem powinno być już tylko lepiej.

 

  

 

 

5. Immortals (21,5)


Zatrudnienie Lee „Flame” Ho-jonga to najważniejszy ruch, który wykonało Immortals. Odważny, intrygujący, desperacki, kosztowny, zajmujący, samobójczy, doskonały – nie sposób w tym momencie stwierdzić, które z tych określeń okaże się najbardziej trafne, ale Flame to z całą pewnością postać legendarna. Ten koleś to prawdziwa mechaniczna bestia, która potrafi rozszarpać wrogów, ale w rękach niewprawnej organizacji może pokąsać nie tylko rywali, ale także współtowarzyszy. Toplaner, który jeszcze trzy sezony temu uznawany był za najlepszego na świecie gracza bez podziału na pozycje. Zawodnik, który ostatnie dwa lata może wyrzucić do kosza – bo ostatnie poczynania to dla gracza z tak ogromnym potencjałem prawdziwa passa nieszczęść. Po odejściu z CJ Entus Flame nie potrafił odnaleźć się ani w Chinach (LGD Gaming), ani po powrocie do ojczyzny (Longzhu Gaming), w obydwu drużynach pojawiając się na Polach Sprawiedliwości sporadycznie. Flame zawsze był zawodnikiem szczerym do bólu, który nie boi się powiedzieć, kiedy coś mu się nie podoba. Takim koreańskim Doubleliftem, którego wypowiedzi maja mniej trash-talku i więcej wartości merytorycznej, trafiającym w punkt. Graczem, za którym jednak cały czas ciągnie się jego ogromne ego. Indywidualistą, którego zabiły zmiany w grze - coraz mocniej premiujące idealną współpracę. A biorąc pod uwagę nastawienie na rygorystyczną synergię, jakie panuje w drużynach koreańskich i coraz częściej chińskich, aż dziwnym jest, że Flame dopiero teraz zdecydował się na wyjazd na Zachód. To może okazać się najlepszą decyzją w jego karierze. Albo tą najgorszą.


Do Immortals razem z koreańskim toplanerem dołączył też Joshua „Dardoch” Hartnett, który spokojnie może uchodzić za młodszego kuzyna Flame’a. Niemal równie ambitny i utalentowany, no i niemal równie mało powściągliwy w wypowiedziach. Ten duet może wspólnie namalować e-sportowe arcydzieło. Ale może się też pozabijać w połowie projektu. Dużo w kontekście Immortals będzie zależało od tego, czy sztabowi trenerskiego uda się zapanować nad atmosferą w zespole.

 

 

 


Sam skład drużyny robi jak najlepsze wrażenie. W zespole jako jedyny z poprzedniego składu pozostał utalentowany midlaner Eugene „Pobelter” Park. W poprzednim zestawieniu Pobelter był tym, który najbardziej się poświęcił i najmocniej cierpiał ze względu na brak złota. Było to związane z posiadaniem przez IMT tria chciwych prowadzących, które razem z midlanerem tworzyli Jason „WildTurtle” Tran oraz Heo „Huni” Seung-hoon. Teraz Pobelter będzie miał większe pole manewru i prawdopodobnie skorzysta na potencjalnej oszczędności debiutanta w LCS – Cody’ego „Cody Sun” Suna, wcześniej znanego jako Massacre, który będzie musiał nieco zmienić stare nawyki do dość nieefektywnego zabierania dużych ilości złota. Cody Sun w swojej karierze kilkukrotnie występował w NA Challenger Series, czasem z lepszym, a czasem z gorszym skutkiem, ale jego ostatnie poczynania w formacji Dream Team jak najbardziej potwierdzają LCS-owe aspiracje. Gra w Immortals to jednak skok na głęboką wodę – czy Cody Sun jest gotowy do walki o czołowe pozycje?


Jest jeszcze piaty - wspierający Kim „Olleh” Joo-sung, znany przede wszystkim z występów w tajwańskim LMS. Pozyskanie tego gracza przez Immortals jest dość zaskakującym, ale naprawdę dobrym ruchem. Olleh wielokrotnie udowadniał, że dysponuje ponadprzeciętnymi umiejętnościami, a jego fantastyczna postawa była jednym z kluczowych powodów, dla których w pewnym okresie Hongkong Esports dołączyło do czołówki regionu i jak równy z równym walczyło z Flash Wolves czy AHQ. Co ciekawe, wpierający dzięki występom w Ameryce skompletuje grę w trzech dużych regionach (LCK, LMS, NA LCS), a czterech regionach w ogóle – Olleh dodatkowo ma na swoim koncie epizod w brazylijskim CBLOL.


Domek z kart? Być może. Ale potencjał jest niesamowity i Immortals na pewno jest w tym splicie drugą, obok Phoenix1, formacją z NA LCS, którą powinniśmy obserwować z zapartym tchem.

 

Rafał Fiodorow

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze