Pochwała w ten sposób odniósł się do sytuacji z nieudanym skokiem, zakończonym nietypowym lądowaniem, Daniela Andre Tandego w finałowej serii kończącego Turniej Czterech Skoczni konkursu w austriackim Bischofshofen. Zapis wideo poddaje w wątpliwość uzyskaną przez Norwega odległość 117 m, gdyż broniąc się przed upadkiem wylądował najpierw na jednej narcie, a po chwili dopiero dołączył drugą.

 

Polski arbiter, sędziujący od kilkunastu lat m.in. w zawodach FIS w skokach i lotach narciarskich, powiedział, że według przepisów dotyczących takiego skoku to, ile metrów zostanie zapisane w wyniku zależy od momentu, w którym podłoża dotknie całą powierzchnią pierwsza narta, a nie druga.

 

"Natomiast, gdy skoczek ląduje tzw. telemarkiem, odległość wyznacza punkt położony w połowie pomiędzy środkami jego stóp. Gdy na dwóch nogach jednocześnie - po środku stóp, a przy upadku jest to moment pierwszego zetknięcia się narty, czy danej części ciała z zeskokiem" - tłumaczył Pochwała.

 

Pomiaru dokonuje się za pomocą kamer oraz specjalnego programu komputerowego.

 

"Tzw. wideo-pomiar to po prostu człowiek, który w odpowiednim momencie robi tzw. stopklatkę. Zatrzymanie powoduje, że program automatycznie podaje odległość z dokładnością do pół metra. Technicznie wygląda to tak, że na zeskok, tak mniej więcej od 60. do np. 150. metra przy dużej skoczni, nakierowane są kamery, a na monitorze program tworzy ułożone co metr wirtualne linie" - poinformował.

 

Jego zdaniem człowiek obsługujący pomiar zawsze może się pomylić.

 

"Na przykład przeoczyć moment dotknięcia zeskoku przez pierwszą nartę. Moim zdaniem jednak zdarza się to niezwykle rzadko, bo gdyby było inaczej - mielibyśmy więcej protestów. Przypomnę, że ekipa danego kraju ma 15 minut na zgłoszenie swoich wątpliwości. Jeżeli tego nie zrobi, to znaczy, że albo nikt się w porę nie zorientował, albo po prostu uznano prawidłowość podanego wyniku" - tłumaczył.

 

Zapytany, czy pomyłka może być spowodowana wadliwą pracą sprzętu lub oprogramowania powiedział, że tak również może się zdarzyć.

 

"Według mnie jedynie wtedy, gdy zaistnieje konkretna awaria lub wyłączony zostanie prąd, ale wówczas przecież natychmiast do akcji wkraczają sędziowie, którzy ustawieni są na schodkach wzdłuż zeskoku" - podsumował Pochwała.

 

Tande po nieudanej próbie stracił szansę walki z Kamilem Stochem o zwycięstwo w TCS. Spadł na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, wyprzedził go jeszcze Piotr Żyła. Gdyby ostatni skok Norwega był krótszy o 4-4,5 m, mógłby przegrał z czwarty ostatecznie Maciejem Kotem.