Warto pamiętać, że na zapleczu LCS ujrzymy także trójkę Polaków spoza rodzimego zespołu – Marcin „SELFIE” Wolski i Oskar „Vander” Bogdan zagrają w FC Schalke 04, natomiast Mateusz „Kikis” Szkudlarek powalczy w barwach Fnatic Academy. Na sam początek wiosennych zmagań to właśnie SELFIE i Vander w pojedynku otwarcia sprawdzą Team Kinguin – tego nie można przegapić!

 

 

 

Misfits Academy

 

 

 

Mówiłem wcześniej o wyrównanej stawce i braku słabeuszy w tej edycji Challenger Series, pamiętacie? Cóż, być może takie postawienie sprawy było niewielką przesadą w kontekście jednego z uczestników wiosennego splitu EU LCS – Misfits Academy. Drugi zespół beniaminka LCS wygląda bowiem dość mizernie na tle konkurentów, a jedyną przesłanką, która pozwoliłaby uzasadnić wystawienie przez Misfits drugiej drużyny, było ogrywanie bardzo perspektywicznego dżunglera, Leona „Lamabear” Krugera. Możnaby zrozumieć taki manewr, który zabezpieczał formację przed odejściem Niemca do innego zespołu, podczas gdy w pierwszym składzie ekipy miejsce leśnika zajął minimalnie lepszy w try-otach Lee „KaKaO” Byung-kwon . Pozostała czwórka, która weszła w skład Misfits Academy sprawia bowiem wrażenie zestawienia, które ma pozwolić trochę pograć kilku rezerwowym podstawowej piątki i dać rozprostować nadgarstki kilku emerytom. Przynajmniej tak sprawa miała się do niedawna, ale jedyne uzasadnienie dla działania Misfits zniknęło, wyparowało, zapadło się pod ziemię. Na pół roku. Lamabear został bowiem zawieszony za toksyczne zachowanie w kolejce solowej i w trybie awaryjnym jego miejsce zajął znany przede wszystkim z całkiem niezłych występów w tureckim TCL Kadircan „Kadir” Muncuoglu. 17-letni holenderski leśnik, którego mogliśmy oglądać w Imperial eSports czy w Besiktasie, a ostatnio w kwalifikacjach do EU CS w barwach Origen Academy, jest dość interesującym zastępstwem i warto zwrócić na niego uwagę, ale nie ulega wątpliwości, że stanowi wartość ujemną w konfrontacji z Lamabearem. W Misfits Academy zobaczymy także rodaka Kadira, Sofyana „CozQ” Rechchada. Midlaner to weteran sceny challengerowej, bowiem już od dwóch lat regularnie występuje na zapleczu LCS, choć z każdym splitem prezentuje się słabiej… Im dalej zagłębiam się w skład Misfits Academy, tym gorsze mam odczucia. Nie powalają personalia niespełnionego talentu, francuskiego strzelca Florenta „Yuuki60” Solera, który już od jakiegoś czasu kręci się w okolicach zaplecza LCS. Yuuki nigdy jednak nie zachwycał, nie potrafiąc spełnić pokładanych w nim nadziei, a z czasem prezentuje się tylko gorzej, czego dowodem były jego niedawne występy w Millenium. Piątkę uzupełnia, a jakże, duet Koreańczyków. O ile wspierający Han „Dreams” Min-kook, którego mogliśmy już oglądać w EU CS w barwach oryginalnego Misfits, pozostawił po sobie dość słabe wrażenie, o tyle wydaje się, że nieco większa nadzieja spoczywa w nowym toplanerze formacji. Park „Jisu” Jin-Cheol bardzo solidnie prezentował się w dwóch splitach koreańskiego Challengers w barwach Ever8 Winners i jego zatrudnienie jest stosunkowo ciekawym ruchem. Ogółem jednak, biorąc pod uwagę własny potencjał Misfits Academy oraz siłę rywali, perspektywy dla drugiego zespół beniaminka EU LCS nie wyglądają najpomyślniej . Drużyna ta jest dość mocnym kandydatem do ostatniej, szóstej pozycji w wiosennym splicie. Ciekawostką jest fakt, że jako rezerwowy toplaner do zespołu dołączył ostatnio Jesper „Jwaow” Standgren, znany z gry w Meet Your Makers, Elements czy Team HUMA…


(TOP) Park „Jisu” Jin-Cheol (KOR)
(JNG) Kadircan „Kadir” Muncuoglu (HOL)
(MID) Sofyan „CozQ” Rechchad (HOL)
(ADC) Florent „Yuuki60” Soler (FRA)
(SUPP) Han „Dreams” Min-kook (KOR)

 

 

 

 

 

Paris Saint-Germain

 

 


Kolejna wielka sportowa marka bardzo poważnie podeszła do tematu e-sportu i obok niemieckiego Schalke także francuskie PSG mocno zaangażowało się w League of Legends. Od początku było wiadomo, że nie jest to chaotyczne działanie, bowiem francuska organizacja w roli Head of Esports zatrudniła nikogo innego jak legendarnego wspierającego Borę „YellowStaR” Kima, a kwoty pojawiające się w kontekście drużyny naprawdę robiły wrażenie. Także zakontraktowany roster wygląda nieźle – kluby sportowe, robicie to dobrze.


W składzie PSG znalazło się trzech graczy z przeszłością w LCS i dwóch, których mogliśmy oglądać w LCK. Zestawienie przygotowane przez francuską organizację jest co prawda stosunkowo nierówne, ale i tak ciężko wyobrazić sobie baraże o awans do LCS bez tej ekipy. Zacznijmy od Koreańczyków… Pierwszym z nich jest weteran azjatyckiej sceny, Na „Pilot” Woo-hyung, który niemal przez całą swoją karierę był związany z organizacją Jin Air Greenwings. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że jego przygoda z profesjonalnym graniem bardzo powoli zbliża się ku końcowi, bo z każdym splitem Pilot jest jednak minimalnie słabszy. Teraz przenosi się do drugiej ligi w Europie, co bez wątpienia jest dla niego e-sportową degradacją. Nadal jest to jednak niesamowicie solidny wyrobnik pozyskany z najlepszej ligi na świecie. Od niedawnego partnera z dolnej alei Choia „Chei” Sun-ho, czyli obecnego wspierającego H2k, spokojnie możemy więc oczekiwać bardzo dobrych występów na zapleczu EU LCS. Razem z Pilotem na Stary Kontynent przyleciał z Jin Air także midlaner - Jin „Blanc” Seong-min. Młody zawodnik nie był jednak podstawowym graczem koreańskiej formacji, a pełnił w niej rolę rezerwowego. Kilka razy jednak pojawił się na Polach Sprawiedliwości, zastępując gwiazdę zespołu, Lee „Kuzan” Seong-hyeoka, i może nie zachwycał, ale prezentował się naprawdę przyzwoicie. Z pewnością bliżej mu do silnego Na „NighT” Gun-woo z Giants niż do surowego Yoo „Naehyun” Nae-hyuna z Origen. Obawy o dyspozycję Blanca wśród kibiców są stosunkowo zrozumiałe, ale znowu – pamiętajmy, że mowa tu nie o LCS, a o Challenger Series, a niższe wymagania na samym starcie przygody Koreańczyka z Europą powinny ułatwić Blancowi aklimatyzację.


Do dwójki Azjatów dołączyło tymczasem trio Europejczyków na czele z leśnikiem-obieżyświatem Thomasem „Kirei” Yuenem. Holender ma za sobą kilka dobrych splitów w EU CS (LLL/CWA, Denial, Epsilon), dziwną przygodę z NA LCS (Team Dignitas) i nieudaną walkę o Mistrzostwa Świata w barwach tureckiego Dark Passage. Kirei wydaje się jednym z lepszych europejskich dżunglerów spoza LCS. Kirei nie jest już młodym, obiecującym zawodnikiem, ale przez kilka ostatnich sezonów nabrał sporo doświadczenia i spokojnie można uznać go za ukształtowanego gracza. Nie osiągnął może takiego sukcesu, jaki mu wróżono, ale na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i dołączenie do PSG to doskonały sposób, by to udowodnić. Za dobry ruch należy uznać także angaż Etienne’a „Steve” Michelsa, który ostatnie półtora roku spędził w LCS. Pomimo dość trudnych początków związanych z występami w Team ROCCAT, na przestrzeni trzech splitów Francuz zrobił bardzo duży postęp. Nie ulega wątpliwości, że jego miejsce jest o poziom wyżej, natomiast w PSG będzie bardzo solidną podstawą. Razem z toplanerem z Schalke do PSG przeniósł się także szwedzki wspierający Hampus „Sprattel” Abrahamsson. Dla odmiany to posunięcie zaklasyfikowałbym jako dość przeciętne. Sprattel radził sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej dość mizernie i niewątpliwie znajdował się w wąskim gronie najsłabszych supportów w rozgrywkach. Działanie PSG można jednak zrozumieć zważywszy na obycie Szweda w LCS oraz fakt, że wybór wśród zawodników wsparcia nie był zbyt okazały. Trochę szkoda, że ze sceny zniknął Glenn „Hybrid” Doornenball, bo wydaje się, że Holender, który zna się zresztą z Kirei’em, byłby interesującą alternatywą na pozycji supporta. Sam Sprattel powinien jednak bez problemów poradzić sobie w Challenger Series.


Nieco zachowawczo do projektu nastrajają natomiast personalia trenera formacji, Hadriena „Hadrien” Forestiera, dla którego praca w PSG będzie debiutem w roli szkoleniowca. Niemniej ciężko przypuszczać, żeby YellowStaR namaścił do tej roli człowieka bez odpowiedniego warsztatu. Interesujący fakt na rozluźnienie - rolę rezerwowego w PSG pełni polski midlaner Krystian „Czaru” Przybylski, choć należy pamiętać, że jego szanse na grę w wiosennym splicie Challenger Series są znikome.


(TOP) Etienne „Steve” Michels (FRA)
(JNG) Thomas „Kirei” Yuen (HOL)
(MID) Jin „Blanc” Seong-min (KOR)
(ADC) Na „Pilot” Woo-hyung (KOR)
(SUPP) Hampus „Sprattel” Abrahamsson (SWE)

 

 

 

 

Team Kinguin

 

 


I na koniec nasza wisienka na torcie - pierwszy od dawna w pełni polski zespół, który będzie rywalizował w profesjonalnych, europejskich rozgrywkach. Powtarzane od jakiegoś czasu utarte slogany traktujące o „polskim superteamie” czy „nadziei polskiej sceny” bez wątpienia nadal brzmią dość pompatycznie i są w pewnym stopniu hiperbolą, ale jednocześnie nie można odmówić im dużej dozy słuszności. Pamiętacie czasy, kiedy z dwóch Polaków w pierwszej w historii edycji LCS (Dragonborns) zrobiło się ich aż dziesięciu w letnim splicie 2014? Mieliśmy rodzime Meet Your Makers, a później także Kiedyś Miałem Team aka Team ROCCAT… Piękne czasy. Niestety kiedy skład tej ostatniej drużyny zaczął się wykruszać, nagle okazało się, że nie ma Polaków, którzy mogliby zastąpić dotychczasową kadrę, zaś rodzima scena stoi w miejscu i za nic w świecie nie chce ruszyć do przodu. Wydawało się, że dla polskiej LoL-a powoli nastają bardzo mroczne czasy… Tymczasem Team Kinguin pokazuje, że jednak się da. Trzeba mieć tylko porządny plan i konsekwentnie, punkt po punkcie, go realizować.


Momentem kulminacyjnym kilkumiesięcznych przygotowań były kwalifikacje do EU Challenger Series. Pomińmy otwarte eliminacje, bowiem, bez urazy dla wschodnioeuropejskich rywali, ten turniej musiał być dla zespołu o aspiracjach Team Kinguin formalnością. Trudniej natomiast miało być w zamkniętych kwalifikacjach, gdzie rywale byli już naprawdę mocni i żeby dostać się do Challenger Series, należało faktycznie zaprezentować się z jak najlepszej strony. I to się udało – o ile Kinguin wyraźnie oszczędzało się w fazie grupowej, nie pokazując pełni swojego potencjału i w stosunkowo przeciętnym stylu awansując fazy play-off, o tyle w arcyważnym starciu z Team Forge zobaczyliśmy już zespół zgrany, silny i pewny w swojej grze.


Fenomenalnie prezentował się przede wszystkim Wojciech „Tabasko” Kruza, który w eliminacjach niejednokrotnie prowadził drużynę do zwycięstw i sprawiał wrażenie najważniejszego elementu układanki Adriana „hatchy” Widery. W dużej mierze od postawy Tabasko zależały poczynania ekipy w dalszych fazach gry, ale nasz kolejny eksportowy dżungler wytrzymał tę presję i z reguły potrafił ułatwić kolegom drogę do zwycięstwa. Nieustannie zachwyca także toplaner Marcin „Icebeasto” Lebuda, który fantastycznie radził sobie w pojedynkach z uznanymi toplanera i którego ogromny progres jest widoczny gołym okiem. Niesamowicie stabilną postawą formacji był również grający na środkowej alei Sebastian „Sebekx” Smejkal. Tymczasem w kwalifikacjach nie błyszczał nasz duet z dolnej alei Woolite-Delord, choć warto zauważyć, że rywale Kinguin praktycznie w każdym spotkaniu bardzo mocno skupiali się na dolnej części mapy, nie pozwalając dwóm Pawłom na rozwinięcie skrzydeł i sprowadzając ich zadania do żelaznej realizacji założeń taktycznych.


Ostatecznie pierwotnym cel, jakim był awans na zaplecze LCS, został zrealizowany. Teraz zaś nadszedł czas na chwilę refleksji nad następnymi krokami. Generalnie uważam, że polska formacja może z optymizmem patrzeć na wiosenny split, choć warto zauważyć, że z każdym kolejnym etapem zmagań poziom trudności zwiększa się i tym razem rywale znajdują się o półkę wyżej niż przeciwnicy z kwalifikacji. Pamiętajmy, że Polacy są ekipą, która gra razem najdłużej ze wszystkich uczestników wiosennego splitu, co powinno być ogromnym atutem formacji. Niemiej wydaje się, że miejsca w barażach do LCS są na ten moment poza zasięgiem Polaków, a Team Kinguin powinien skupić się raczej na spokojnym utrzymaniu poprzez zajęcie pozycji 3-4. I faktycznie wydaje się, że nasi reprezentanci powinni spokojnie poradzić sobie z Misfits Academy. Natomiast Fnatic Academy, a patrząc dość optymistycznie także Millenium, wydają znajdować się w zasięgu formacji prowadzonej przez Adriana „hatchy” Widerę. Czy obrazimy się za wynik lepszy niż wskazywałyby na to realne prognozy? W żadnym wypadku. Pamiętajmy jednak, że zbyt wygórowane oczekiwania prowadzą do nieuchronnego zawodu.


(TOP) Marcin „Icebeasto” Lebuda (POL)
(JNG) Wojciech „Tabasko” Kruza (POL)
(MID) Sebastian „Sebekx” Smejkal (POL)
(ADC) Paweł „Woolite” Pruski (POL)
(SUPP) Paweł „Delord” Szabla (POL)