Szymon Groenke: Stawiasz wieloletnią stabilność budowaną na niemal rodzinnej atmosferze, jak u Virtus.pro, nad wprowadzane co jakiś czas poprawki w składzie? A może lubisz od czasu do czasu poczuć powiew świeżości na scenie?


Kuba ‘KubiK’ Kubiak: Zdecydowanie jestem fanem tego pierwszego typu. O zmianach warto myśleć chyba dopiero wtedy, gdy drużyna stoi w miejscu przez, dajmy na to, pół roku.


Polska „Złota piątka” bez wątpienia jest wzorem jeśli chodzi o stałość składu. Ładnie podsumował to Jarosław ‘pashaBiceps’ Jarząbkowski w emocjonalnym wywiadzie po jednym z meczów w Las Vegas. Z dołków, często bardzo głębokich, biało-czerwoni wychodzą razem. Nie szukają łatwych i szybkich rozwiązań. W jak dużym stopniu według Ciebie ich sukces zbudował sceptycyzm do zmian?


Tutaj najważniejszą kwestią jest charakter graczy. Sami zawodnicy są przecież stali w uczuciach, jeśli chodzi o życie prywatne. Mają żony i dzieci jako jedyni na profesjonalnej scenie. Dzięki temu potrafią rozwiązywać problemy i zawierać kompromisy! Sukces na pewno łączy ich jeszcze mocniej i póki sam członek zespołu nie stwierdzi, że nie ma już frajdy z gry, albo jest w fatalniej formie, to do zmiany w Virtus.pro nie dojdzie.


Pod koniec ubiegłego roku Polacy przedłużyli kontrakty z rosyjskim klubem o cztery dodatkowe lata. Ruch to przełomowy na e-sportowej scenie i zapewne w tym kierunku środowisko będzie kroczyło. Uważasz, że to możliwe, byśmy w 2020 roku podziwiali w akcji jeszcze tę samą piątkę?


Niesamowicie trudne pytanie. Wydaję mi się, że to niemożliwe, ale podejrzewam, że zawodnik, który odejdzie, obejmie inne stanowisko w Virtus.pro. Trener, analityk, streamer – możliwości jest naprawdę dużo.


Niemniej, formacja znad Wisły to barwny wyjątek na scenie. Po styczniowym ELEAGUE Majorze spora część drużyn z czołówki postanowiła, bądź została zmuszona odświeżyć składy. DreamHack Masters w Las Vegas był pierwszym poważnym sprawdzianem wielu z nich. Jako ekspert i komentator uważnie przyglądałeś się zawodom. Jestem ciekawy, do jakich wniosków doszedłeś. Podejrzewam, że jest ich masa. Zacznijmy może od jednego z najgłośniejszych przykładów, czyli SK Gaming.


Choć Gabriel ‘FalleN’ Toledo miał mało czasu, niesamowicie wykorzystał możliwości João ‘felpsa’ Vasconcellosa. Młody Brazylijczyk bardzo ładnie zamykał Polaków z Virtus.pro, płatając im figle w finale. Nie ukrywam, że byłem tym trochę zaskoczony, ale myślę, że gdyby dostał on rolę bardziej odpowiedzialną, nie grałby już tak dobrze. Widać było, że miał luźną pozycję, przez co mógł zagrywać mocno indywidualnie. To na pewno wpłynęło na jego dobrą postawę!


Moim zdaniem na IEM w Katowicach zobaczymy go w zupełnie innym wydaniu, gdyż SK Gaming jest juz w Europie i ostro trenuje. Co do samej zmiany zawodnika, była ona wymuszona. SK wcześniej prezentowało się bez zarzutów, ale ze względu na sprawy prywatne Lincoln ‘fnx’ Lau musiał opuścić zespół.


A North, w którym Philip ‘aizy’ Aistrup zastąpił Rubena ‘RUBINO’ Villarroela? Na zawodach byliśmy świadkami ciekawego pojedynku Duńczyków właśnie z SK. To na potyczki aizy’ego i felpsa zwracaliście jako komentatorzy sporo uwagi.


Jeśli chodzi o North, aktualnie nie widać u nich zmian na lepsze, ale one przyjdą pewnie z czasem. Widać było, że aizy’emu – w przeciwieństwie do felpsa – od razu przydzielono konkretną rolę: supporta. Został przytłoczony masą taktyk i zagrywek. To dlatego Aistrup nie odnalazł się na turnieju! Na początku myśleliśmy, że przejmie on obowiązki RUBINO i będzie grał luźno, wykorzystując swoje umiejętności indywidualne. Niestety albo -stety, był zmuszony grać jako skrzydłowy i wspomagać kolegów. To właśnie powód, przez który nie byliśmy świadkami widowiskowych akcji w jego wykonaniu.


Tego samego czasu potrzebuje fnatic? Wiele nadziei wiązano z rekonstrukcją „starego”, legendarnego wręcz składu. Szwedzi Las Vegas jednak nie zwojowali.


Wrócą silniejsi. Najlepszą dla nich opcją byłoby zatrudnienie Markusa ‘pronaxa’ Wallstena jako trenera, ale ten ciągle chce być graczem. O formie fnatic cokolwiek więcej powiedzieć będzie można dopiero po IEM w Katowicach.


Z drugiej strony mamy GODSENT. Boję się, że po zmianach będzie im trudno przebić się do czołówki. Widzę ich w rotacji miedzy tier2 a tier3.


A skoro mówimy o Szwedach. Nie tylko GODSENT ma problemy. Niepokojąca jest ostatnio forma Ninjas in Pyjamas. Nie awansowali na Majora. Ćwierćfinał DreamHacka okazał się dla nich nie do przeskoczenia. Mogłoby się wydawać, że przed powrotem Jacoba ‘pytha’ Mourujärviego gra układała się im lepiej.


Brakuje im kogoś z mocnym charakterem. Najlepiej NiP radziło sobie z Farukiem ‘Pitą’ Pitą jako trenerem-motywatorem! Oczywiście, Björn ‘THREAT’ Persjest jest niesamowitą osoba. Chyba najbardziej na świecie zmienił styl swojego zespołu i na początku działało to rewelacyjnie. Czas jednak ponownie pomyśleć o jakichś zmianach w grze. Mikail ‘Maikelele’ Bill na pewno wprowadziłby do ekipy masę luzu, ale i sportowej złości, tak Szwedom potrzebnej. NiP jest niesamowicie cichą formacją. Kiedy przegrywa, wszyscy mają grobowe miny i nie ma komu zmotywować graczy krzykiem.


Gdybym miał wskazać największe pozytywne zaskoczenie turnieju w Las Vegas, powiedziałbym o mousesports. Chyba nawet same „Myszki” nie sądziły, że są w stanie tak zagrać. Myślisz, że reszta ekip zlekceważyła przeciwnika, czy coś innego stoi za ich „sukcesem”?


Jak najbardziej! Sami zawodnicy powiedzieli zresztą, że gdyby nie format BO1 obowiązujący w pierwszej fazie turnieju, prawdopodobnie nie zaszliby tak daleko. Wszyscy wiedzieli, że jest to ich ostatni turniej w tym składzie. Każdy z osobna chciał pokazać się więc z jak najlepszej strony, by udowodnić swoją wartość. Poza tym, mousesports grało na totalnym luzie. Taki styl sprawdza się w jednym, dwóch meczach. I właśnie te im się udały. Później Virtus.pro pokazało na trainie, że „Myszki” nie są tak dobrą drużyną. Obawiam się, że bez Nikoli ‘NiKo’ Kovaca ten zespół pójdzie śladem GODSENT. Co prawda, mouz może pochwalić się Tomášem ‘oskarem’ Šťastným, który też jest w stanie ciągnąć formację w pojedynkę, ale dostawanie się na turnieje z pulą $200,000 i tak będzie dla nich sporym sukcesem.

 

A FaZe Clan z NiKo? Taki miks indywidualności robi wrażenie...


Jak najbardziej, ale od kiedy Finn ‘karrigan’ Andersen jest w drużynie, FaZe gra niesamowicie zespołowo. Przez to NiKo będzie prezentował się po prostu OK. W mouz był najlepszy, bo taka była jego rola. Ustawiał grę pod siebie. Teraz będzie musiał więcej myśleć o kolegach, co naturalnie wpłynie na jego gorszą grę pod kątem indywidualnym.


Za NiKo FaZe było w stanie wyłożyć na stół pół miliona dolarów. To dotychczasowy rekord. Gdybyś to Ty zarządzał klubem z tak dużym budżetem, za jakiego zawodnika byłbyś w stanie zapłacić najwięcej?


Wydaję mi się, że wszystko idzie do przodu w takim tempie, że niedługo będziemy mówili już o milionie dolarów za gracza. Pod względem czysto drużynowym najwięcej zapłaciłbym za FalleNa albo Janusza ‘Snaxa’ Pogorzelskiego. Patrząc na samą medialność, postawiłbym na pashę.


Wracając do DreamHackowych zaskoczeń. Tym razem negatywnych. Po serii dobrych turniejów pod koniec ubiegłego roku, po raz kolejny słabo zaprezentowało się OpTic Gaming. Jak oceniasz zmiany, które zaszły na amerykańskiej scenie?


Nie ukrywam, że nigdy nie byłem fanem amerykańskiej sceny. Głównym argumentem było stworzenie składu NRG. Osoby, które w Europie nie były w stanie powalczyć o TOP 20, w USA zaliczone zostały nagle do czołowej czwórki.


OpTic miało swój czas jeszcze z Peterem ‘stanislawem’ Jarguzem, ale nawet wtedy nie byłem w stanie zrozumieć ich fenomenu. Nie zmienia to faktu, że byli w znakomitej formie i swoje ugrali. Tera grają po prostu standardowo i – niestety – wrócili do czasów, w których mieli problemy nawet z wyjściem z grupy.


Team Liquid, nowa ekipa stanislawa, również nie błyszczy. DreamHack to w ogóle kolejny dowód na to, że między Europą a resztą świata znajduje się ogromna przepaść. Chiny, USA, Australia – te kraje zamknęły klasyfikację zmagań w Las Vegas od spodu tabeli. Nie nawiązały żadnej walki.


Niestety, tak to wygląda. Mamy do czynienia z zespołami, które raz na jakiś czas potrafią zaskoczyć, ale maja problem, aby utrzymać stałą formę. Nie wiem, co musi się stać, by się to zmieniło. Być może nie mają motywacji do treningów. A bez nich poziom nie pójdzie w górę.


Wróćmy więc do Europy i jednego z najciekawszych tematów ostatnich tygodni. G2 Esports i Team EnVyUs powymieniało się graczami niemal na wzór fnatic i GODSENT. Powstała „drużyna marzeń” w G2 i ten teoretycznie słabszy skład w EnVyUs. Pierwsze derby w ramach ESL Pro League pokazały jednak, że wskazanie lepszych, patrząc na same nazwiska, okazało się pochopne. Uważasz, że pominięcie Adila ‘ScreaMa’ Benrlitoma w G2 było właściwe?


ScreaM jest bardzo ciekawą osobistością, ale może sprawiać kłopoty w grze zespołowej, skoro odsunięto go od składu. Trudno ocenić, która drużyna jest lepsza, gdyż minęło zbyt mało czasu od zmian. Dopiero mecz za dwa, trzy miesiące to pokaże. Uważam jednak, że – biorąc pod uwagę wszystkie formacje, które postawiły na transfery po Majorze – to G2 wygląda najciekawiej z nich wszystkich. Chciałbym zobaczyć renesans francuskiej sceny CS-a i jej dominację jak za czasów Teamu LDLC. Wierzę, że z tą piątką się tego doczekam.


Odejdźmy zatem od zmian kadrowych w poszczególnych składach, ale nie odbiegajmy od tematu samych roszad. O profesjonalizacji środowiska już wspominaliśmy. Myślisz, że stworzenie w przyszłości czegoś na wzór okien transferowych może być kolejnym przejawem e-sportowego rozwoju?


Jeśli w środowisku funkcjonowałoby sto profesjonalnych klubów, podobne rozwiązanie mogłoby się sprawdzić. Aktualnie za mało graczy weszło na tak wysoki poziom. Perspektywa dziesięciu transferów rocznie nie zachęca, by wprowadzić aż tak rewolucyjne rozwiązania. Poza tym, zespoły i tak wiedzą, kiedy mniej więcej mogą pozwolić sobie na roszady. Zmiany w jednej drużynie od razu motywują wprowadzenie ich w drugiej. Trzeba przecież uzupełnić braki. Musimy się przyzwyczaić, że po Majorach często będzie dochodziło do transferów.


Wielokrotnie powtarzałeś, że to zbyt częste rotacje są zmorą polskiej sceny. Drużyny nad Wisłą idą jednak w zaparte. Sporo zmieniło się w Sferis PRIDE. Dodatkowo, na kanwie transferów w „Orzełkach” powstał zespół oparty na Karolu ‘repo’ Cybulskim i Kamilu ‘kamilu’ Kamińskim. Solidnie oberwało się Venatores. Kto z tego całego zamieszania wyjdzie obronną ręką?


W Sferis PRIDE wszystko jest na dobrej drodze. W ryzach trzyma wszystko Bartosz ‘Hyper’ Wolny, który jest bardzo solidnym trenerem. Sprawa repo i kamila jest delikatna, także nie chcę o niej mówić. A co do Venatores, myślę, że nie oberwało się im mocno. Wszystko zaczęło się od jednego zawodnika, który zdecydował się zagrać w projekcie Izaka. Co prawda, treningi z „Myśliwymi” zawiesić miał tylko na jeden turniej (ASUS ROG Community Challenge w Sztokcholmie dop.red.), ale później prawdopodobnie w grę weszły tak duże pieniądze, że postanowił porzucić spółkę Adama ‘destru’ Gila. Mimo to, Venatores ma bardzo fajny i perspektywiczny skład. Nie wyszli na tym tak źle, jakby mogło się to wydawać.