Kobiety w sporcie zdominowanym przez mężczyzn

Piłka nożna
Kobiety w sporcie zdominowanym przez mężczyzn
fot. PAP

Martyna Pajączek, Katarzyna Ziobro-Franczak i Małgorzata Korny – to przykłady kobiet, które działają w świecie sportu zdominowanym przez mężczyzn i pokazują, że płeć nie wpływa na efekty pracy. - A do tego wiadomo, że kobieta łagodzi obyczaje - podkreślają zgodnie.

- Proszę tylko nie mówić o mnie "działacz", bo czas działaczy w klubach sportowych się już skończył – zaznaczyła na wstępie rozmowy Pajączek, która w piłkarskiej Miedzi Legnica zaczęła pracę, kiedy właścicielem klubu został Andrzej Dadełło, a drużyna grała w 2. lidze.

 

Jak przyznała, wchodząc w świat piłki nożnej - zdominowany przez mężczyzn - nie zakładała, że zostanie w nim na lata.

 

- Miałam pomóc poukładać organizacyjnie Miedź i na tym koniec. Po awansie do 1. ligi siedliśmy, porozmawialiśmy i wspólnie z panem Andrzejem doszliśmy do wniosku, że skoro mi tak dobrze idzie, to warto byłoby, abym została - wspomniała.

 

Zaczynając pracę w klubie nie myślała o tym, że wchodzi w świat, gdzie kobiety są nie tylko mniejszością, ale i należą do rzadkości.

 

- Nie miałam obaw, bo pracę w Miedzi traktowałam jak każdą inną, gdzie są zadania, które trzeba wykonać. Przecież ja nie miałam kierować zespołem, trenować zawodników, tylko starać się o środki dla drużyny, zapewnić sprawne funkcjonowanie klubu. Kluby sportowe to dzisiaj przedsiębiorstwa i tak nimi trzeba zarządzać – tłumaczyła.

 

Prezes Miedzi podkreśliła, że nigdy nie dano jej odczuć, że przez to, iż jest kobietą ma mniejsze kompetencje do kierowania klubem piłkarskim.

 

- Dla zawodników czy trenerów nie ma znaczenia, kto kieruje organizacją. Ważne, żeby stworzyć im odpowiednie warunki do codziennej pracy. Poza tym wydaje mi się, że kobietom często łatwiej dojść do porozumienia w spornych kwestiach, nie działają tak ambicjonalnie. Łagodzą obyczaje i można powiedzieć, że w świecie piłki nożnej zdominowanym przez mężczyzn są skuteczne – podsumowała Pajączek, która wybrana została do Komisji Rewizyjnej PZPN, a także piastuje stanowisko prezesa Pierwszej Ligi Piłkarskiej, spółki zarządzającej rozgrywkami tej klasy.

 

Nieco inaczej początek swojej pracy w sporcie przedstawiła Ziobro-Franczak, która nie ukrywała, że przyjmując posadę prezesa Ślęzy Wrocław czuła jednak pewne obawy.

 

- Nie wynikały one jednak z tego, że wchodzę w świat zdominowany przez mężczyzn, ale znam swój pesel i zastanawiałam się, czy ze względu na młody wiek sobie poradzę – wspomniała.

 

Pod wodzą Ziobro-Franczak Ślęza zbudowała jedną z najlepszych drużyn koszykówki w Polsce, piłkarze z powodzeniem radzą sobie w 3. lidze i systematycznie rozszerza się szkolenie młodzieży. Prezes pierwszego powstałego po wojnie wrocławskiego klubu do kierowania nim podchodzi podobnie jak Pajączek.

 

- My sprzedajemy emocje i widowisko, a inni np. krzesła. Nie ma tu podziału na świat męski i kobiecy, ale jest jeden świat biznesu. Oczywiście każda branża ma swój specyficzny wymiar, ale chodzi o to, aby firma się rozwijała, zdobywała klientów i funkcjonowała jak najlepiej – przedstawiła swoje kredo prezes Ślęzy.

 

Ziobro-Franczak przyznała, że nigdy bezpośrednio nie spotkała się, ze stwierdzeniem, że jako kobieta nie pasuje do świata spotu. Zdradziła jednak, że jej podejście do niektórych spraw jest inne niż mężczyzn, zwłaszcza w piłce nożnej.

 

- Kiedy jest jakiś problem do rozwiązania, to się na tym skupiam i chcę rozmawiać tylko o nim. Mężczyźni natomiast łatwo schodzą na jakieś poboczne tematy, rozmawiają o ostatnich meczach, wynikach, zawodnikach i mogą tak godzinami. Też się interesuję rezultatami, ale szkoda mi czasu na takie rozmowy. Wolę działać – dodała.

 

Według niej, bycie kobietą nie przeszkadza w rozmowach z ewentualnymi sponsorami, ale też specjalnie nie pomaga.

 

- Jest to kwestia uroku, uśmiechu, ale później trzeba przejść do konkretnych rozmów, negocjacji i albo się ma odpowiednią wiedzę, albo nie. To szybko wychodzi i żaden czar tu nie pomoże – podsumowała Ziobro-Franczak.

 

Korny pracę w piłkarskim Śląsku Wrocław zaczynała w dziale kadr, a dopiero później objęła stanowisko kierownika ds. organizacyjnych i bezpieczeństwa.

 

- Jasne, że na początku obawiałam się, bo wchodziłam w środowisko zdominowane przez mężczyzn. Wtedy w Polsce byłyśmy dwie, które zajmowałyśmy się bezpieczeństwem na stadionie – ja i pani Grażynka z Łodzi. Wiele osób było na początku zaskoczonych, że baba będzie zajmowała się tego typu sprawami – wspomniała.

 

O jej pracy świadczą m.in. liczne wyróżnienia. Śląsk najpierw otrzymał od PZPN nagrodę za jeden z najbezpieczniejszych stadionów w ekstraklasie, a później również za najlepszą organizację przyjmowania grup kibiców gości.

 

- To drugie wyróżnienie miało dużą wartość, bo przyznawali je niejako sami kibice, PZPN nagrodził nas na podstawie ich opinii. Czy to do naszych kibiców, czy to do gości podchodzę zawsze tak samo – rozmawiamy i dochodzimy do kompromisu. Mężczyźni widzą świat czarno-biało, a czasami trzeba ustąpić, aby coś zyskać. Sprawa jest prosta – coś ustalamy i dotrzymujemy słowa. Jeżeli nie, to następnym razem już nie będzie kompromisu i kibice o tym wiedzą – nadmieniła.

 

Kilka lat temu, jeszcze na starym stadionie Śląska na Oporowskiej, podczas spotkania z Arką doszło do małego nieporozumienia z jednym z włodarzy klubu z Gdyni, który głośno wyraził swoją opinię, co myśli o kobiecie na stanowisku kierownika ds. bezpieczeństwa.

 

- Później przeprosił i przyznał, że to ja miałam wtedy rację. Górę wzięły emocje, co u mężczyzn nie jest takie rzadkie. Nie bez przyczyny się mówi, że kobieta łagodzi obyczaje – z uśmiechem dodała Korny.

 

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie Śląsk bez niej. Ma posłuch u kibiców i bez obaw wchodzi do "młyna", czyli na sektor, gdzie zasiadają najzagorzalsi szalikowcy.

 

- To, że jestem kobietą nie ma znaczenia, bo liczy się profesjonalizm. Także w świecie kibiców. Jak zaczynałam, miałam obawy ale teraz lubię swoją pracę, bo każdy mecz jest inny, stanowi wyzwanie i to mi się podoba. Dzisiaj dzwonią z innych klubów i się radzą, jak rozwiązać jakiś problem, co chyba pokazuje, że nieźle sobie radzę – powiedziała.

 

Cała trójka niemal chórem przyznała, że nikt nie wytyka, że są kobietami i przez to gorzej funkcjonują w świecie sportu, ale też z tego powodu nie mają taryfy ulgowej. Może poza wyjątkowymi sytuacjami.

 

- Kiedy są jakieś zebrania w okręgowym związku, gdzie działają sami mężczyźni, to mogę przyjść nawet na równi z "dzwonkiem" i nie muszę szukać dla siebie miejsca, bo zawsze znajdzie się dla mnie krzesło – zaznaczyła z uśmiechem prezes Ślęzy.

ask, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze