Sporty walki

Czy Khalidov będzie jeszcze walczył w ACB?...

Maciej Turski: Zwycięstwo w Manchesterze przyszło bardzo szybko. Proszę odpowiedz, czy udało się odbudować głód walki, na którym tak bardzo Ci zależało? Przez brak tego uczucia i zmęczenia przygotowaniami zdecydowałaś się na dziesięciomiesięczną przerwę.

Mamed Khalidov: Nie chodzi tylko o walkę, ale również przygotowania. Przez cały ten czas czułem się naprawdę świetnie. Wychodząc do walki czułem spokój, chęć walki i potworny głód. To wróciło, wróciło i to ze wzmożoną siłą. Musiałem zrobić dziesięć miesięcy odpoczynku, bo głowa po prostu źle pracowała. Od września wróciłem na salę i przez te kilka miesięcy wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Wszystkie składowe złożyły się w jedną wielką całość i spowodowały, że powróciłem w pełni.

W trakcie okresu przygotowawczego były momenty lepsze i gorsze, a nawet nam udało się u Ciebie gościć w momencie, w którym przeżywałeś drobny kryzys. W głowie był jakiś niepokój, że coś może pójść niekoniecznie z założonym planem?

Takie gorsze momenty to nieodłączny element każdego okresu przygotowawczego. Przyjechaliście akurat w momencie, kiedy byliśmy w ostatnim etapie sparingowym i czasami zdarzają się słabe momenty. Z dziesięciu treningów może przydarzyć się taki jeden i właśnie na taki trafiliście. Nie miałem jednak wątpliwości, czy dobrze robię, że decyduję się na powrót do klatki.

Twój pojedynek z Luke'em Barnattem trwał tylko 21 sekund i niewiele zobaczyliśmy. Udało się jednak dostrzec Mameda pewnego siebie, eksplozywnego i niezwykle precyzyjnego. Prawy, który doszedł do szczęki Barnatta był chyba częścią planu taktycznego, bo o tym wspominałeś poza kamerami przed pojedynkiem, choć o Angliku wypowiadałeś się w samych superlatywach.

Barnatt jest mistrzem włoskiej organizacji (red. Venator FC), czołowym zawodnikiem europejskim i trzeba było znaleźć jakieś luki... Luke, luki? (śmiech) Trenerzy wypatrzyli moment, kiedy przy obniżeniu pozycji jego lewa ręka nie wraca do szczęki i można zmieścić obszerny prawy cios. Pracowaliśmy nad tym bardzo długo i przerabialiśmy to tysiące razy na treningach. Miałem spróbować tego podczas walki i się udało. Ja podziwiam swoich trenerów, którzy w taki sposób potrafią rozpracować naszych rywali. Ufam im w 100 % i słucham ich poleceń. Nasza współpraca i komunikacja przynosi wymierne efekty.

Czy planem było też zaskoczenie Barnatta w pierwszych sekundach walki? wiemy, że na początku pojedynku zawodnicy pierwsze sekundy poświęcają na wzajemne rozpoznanie, a Ty wykorzystałeś ten moment do zabójczego ataku.

Zuważyłem tę lukę w jego obronie i zaatakowałem. Miałem spróbować to zrobić w momencie, kiedy będę pewny i tak właśnie było w tamtej chwili.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po przerwaniu pojedynku? Jakie emocje przeszły Ci przez głowę?

Byliśmy przygotowani na długie, trzy rundy walki w stójce. Jeśli byłaby okazja do sprowadzenia walki do parteru, miałem to zrobić. Byłem niezwykle naładowany i psychicznie i fizycznie, że po przerwaniu walki czułem potworny niedosyt. Po zakończeniu walki, jak Barnatt znalazł się na deskach, jeszcze mnie nosiło. Ostatnia walka z Azizem dała mi sporo do myślenia i nie lubię dawać takich pojedynków. Wtedy byłem w klatce tylko w 40 %, nie istniałem. Czułem złość, że w ogóle zdecydowałem się wziąć tamten pojedynek. Powinienem odmówić. Dlatego ten pojedynek z Barnattem był dla mnie taki ważny.

Po Twojej twarzy nie widać żadnych obrażeń, ale ciosy, które wyprowadziłeś, miały swoją moc. Czy wszystko dobrze z Twoimi dłońmi i czy ze zdrowiem nie ma żadnych kłopotów?

Wszystko jest dobrze i naprawdę nic mnie nie boli. Muszę przyznać, że po raz pierwszy tak dobrze miałem zabandażowane ręce przed pojedynkiem. Nie było dużo warstw na dłoniach, a czułem się bardzo komfortowo. Z rękami, więc wszystko jest w porządku.

 

W Manchesterze mogliście liczyć na kapitalny doping polskiej publiczności, który przebijał się przez angielską widownię. Nieco chyba takim obrotem był zaskoczonym także Barnatt, który w wywiadach często podkreślał, że dawno nie walczyłeś na obcym terenie.

 

To było coś kapitalnego! Naprawdę nasi kibice byli lepsi bez dwóch zdań. Luke był zdziwiony, że u siebie w mieście został wybuczany i wygwizdany, bo przecież nieczęsto takie sytuacje się zdarzają. Ja wiedziałem jednak i mocno liczyłem na naszych fanów. Chciałem bardzo podziękować polskim kibicom. To niezwykle pomaga podczas pojedynku.

 

Oczywiście w sieci musiały też pojawić się negatywne komentarze po Twoim występie. Dowiedziałem się na przykład, że podobno w Manchesterze obiłeś przysłowiowego "ogórka". Odniesiesz się do takich wpisów?

 

O czym my w ogóle mówimy? (śmiech) Zawodnik jeden z lepszych w Europie, wszystkie trzy walki w UFC przegrał przez decyzję, a ostatnią stoczył z Markiem Munozem, czyli naprawdę solidną firmą na świecie w kategorii średniej. Proszę bardzo, niech wyjdą i obiją tego ogórka. Przecież to takie proste jest...

 

Scenariusz pojedynku z Barnattem ułożył się idealnie pod to, co czeka Cię teraz, czyli walkę z Borysem Mańkowskim.

 

Też "ogórek"?

 

Ja tego nie powiedziałem i nigdy tak nie napiszę.

 

Wiesz, teraz okazało się, że wszyscy są ogórkami.

 

Jak teraz będą wyglądały najbliższe tygodnie? Chwila przerwy, wyzerowanie głowy po walce z Barnattem, a może od razu ciężka praca przed majową walką na KSW 39?

 

Na półtora tygodnia odpuszczam całkowicie treningi i wyjeżdżam do rodziny do Czeczenii. Później wracamy do Olsztyna i zaczynamy ustawiać głowę pod majową walkę, bo to naprawdę ważne wydarzenie. Walka z mistrzem, niezwykle głodnym sukcesów, znakomitym zawodnikiem na historycznej gali na PGE Narodowym. Jeśli zdrowie pozwoli to będę przygotowany w 200 %, bo tego wymaga nadchodzące wyzwanie.

 

Na lotnisku widzieliśmy Mameda zajadającego się kanapkami pełnymi glutenu, więc do końca o wagę ostatnio nie dbał. Nadal nie poznaliśmy jednak kategorii wagowej, w której zmierzysz się z Borysem Mańkowskim.

 

Po walce trzeba pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia i nie można za bardzo się głodzić przez cały czas. Szczerze jednak muszę powiedzieć, że w trakcie zbijania wagi nie narzekałem na brak jedzenia. Do walki jeszcze pozostały ponad dwa miesiące, więc mamy jeszcze czas na podjęcie ostatecznej decyzji, czy warto zdecydować się na zbijanie wagi do 77 kilogramów, czy jednak przyjąć limit umowny 82 kilogramy. Obie opcje mają swoje plusy i minusy, zarówno dla mnie, jak i dla Borysa. Muszę skonsultować decyzję z moim dietetykiem Jakubem Mauriczem i daje sobie jeszcze półtora, maksymalnie dwa tygodnie na ostateczną odpowiedź.

 

Na zakończenie pytanie odnośnie Twoich startów w organizacji ACB. Andrzej Janisz w programie Puncher powiedział: "Jak ktoś pożyczył brylant, zobaczył, że mu się spodobał, to nie będzie chciał go oddać". Czy planujesz łączyć starty w organizacji KSW ze startami w organizacji ACB?

Występ na ACB wyszedł z mojej inicjatywy, ja tego chciałem. Poza KSW jest to organizacja, w której chciałem tam wystąpić najbardziej. Cieszę się, że otrzymałem taką szansą na występ, a dodatkowo przydarzyło się to w najlepszym dla mnie momencie. W tym momencie skupiam się na najbliższym pojedynku z Borysem Mańkowskim. Co będzie później? Zobaczymy po walce.

 

W załączonym materiale wideo zobacz rozmowę z Mamedem Khalidovem!