- Końcówka sezonu jest bardzo ciekawa. W Słowenii zapowiadają się bardzo ciekawe konkursy, ale ja stawiam, że na koniec najbardziej szczęśliwy będzie Stoch. Z kilku względów - jest zawodnikiem, który skacze najregularniej ze wszystkich, jest doświadczony, ma silną psychikę i wie, jak wygrywa się decydujące konkursy - powiedział fiński szkoleniowiec.

 

Lepistoe zaznaczył jednak, że obaj zawodnicy - Stoch i Kraft - są w znakomitej dyspozycji i o tym, kto wygra Kryształową Kulę może zadecydować nawet jeden metr.

 

- Czy Kraft jest w stanie wytrzymać to psychicznie? Nie jestem wcale pewien. On jest młodym skoczkiem, a ten sezon jest dla niego najlepszym w karierze, ale pokazał, że ma problemy ze stabilnością. Popełnia błędy, nie jest pewny - ocenił.

 

Jeszcze niespełna dwa tygodnie temu wydawało się, że Stoch stracił formę i będzie chciał "dotrwać" do końca sezonu. Nieudane skoki w Oslo i Lillehammer sprawiły, że zwątpił nawet prezes PZN Apoloniusz Tajner. - Myślałem, że zmęczenie jest już zbyt duże, ale na szczęście zawodnicy złapali drugi oddech - zauważył. I faktycznie, w Vikersund - w ostatnim przystanku wymagającego turnieju Raw Air - Stoch znowu błysnął. Wygrał konkurs indywidualny, poprawił rekord życiowy i zmniejszył stratę do Krafta w Pucharze Świata do 31 pkt.

 

- To pokazało, jak silny psychicznie jest Kamil. On od lat musi radzić sobie z olbrzymią presją i robi to bardzo dobrze. Bardzo podobna sytuacja była w sezonie 2006/07, kiedy Adam Małysz jechał do Planicy ze stratą 14 pkt do Norwega Andersa Jacobsena. Wtedy wygrał wszystkie konkursy i zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. A jak wiadomo - historia lubi się powtarzać - przypomniał Lepistoe.

 

70-letni Fin uważa, że Letalnica jest wprawdzie mamucim obiektem, ale po przebudowie bardzo przypomina normalne skocznie, choć ląduje się dalej.

 

- To jest trochę inny obiekt niż w Vikersund. W Planicy bardzo ważna jest technika i odbicie z progu. W Norwegii główną rolę odgrywał najazd na próg. Właśnie dlatego wydaje mi się, że Letalnica będzie bardziej pasować Kamilowi, niż Kraftowi - podkreślił.

 

Największym zaskoczeniem tego sezonu jest dla Lepistoe postawa Macieja Kota.

 

- To jedyny zawodnik, który od lata utrzymuje równą, wysoką formę, bez żadnych wpadek. To zdarza się bardzo rzadko i tylko pokazuje, jaki jest w nim potencjał. Na minus oceniam postawę Słoweńców - wydawało mi się, że powinni być silniejsi, ale wyraźnie gdzieś został popełniony błąd. Nie mogę też przeboleć postawy Finów, którzy zawiedli na całej linii - ocenił.

 

To był także ostatni sezon przed przyszłorocznymi igrzyskami w Pjongczangu. Lepistoe wydaje się, że raczej nowych twarzy na skoczni nie będzie, a zawodnicy, którzy w tym roku pokazali się z dobrej strony, będą także walczyć o olimpijskie medale.

 

- Największą niewiadomą pozostaje dla mnie Gregor Schlierenzauer. Austriak wrócił do skakania, ale wyraźnie nie do swojej wysokiej dyspozycji. Pytanie, czy zabrakło mu czasu, czy po prostu pozostał uraz w głowie, z którym trudno walczyć. Nie widzę w chwili obecnej nikogo, kto mógłby nagle błysnąć. Młody Domen Prevc pokazał się z dobrej strony, ale wydaje mi się, że on wielkiej roli w skokach na razie nie będzie odgrywać. Robi bardzo dużo błędów technicznych. Będzie skakał, ale nie widzę w nim wybitnego zawodnika - podsumował.

 

70-letni Lepistoe trenerem już nie jest. Na co dzień korzysta z emerytury, łowi ryby, zajmuje się końmi i z przyjemnością śledzi wydarzenia na skoczni. Wśród startujących są nadal jego wychowankowie, jak chociażby Stoch czy Kot. To pod jego okiem rozwijały się talenty nie tylko polskich skoczków, ale także Austriaków - Thomasa Morgensterna i Andreasa Koflera. Do dwóch medali olimpijskich doprowadził także Adama Małysza. Jako trener Finów miał duży wpływ na kariery Matti Nykaenena i Janne Ahonena.