Marta Gula: Czy wybór zawodników do 21-osobowej kadry na Ligę Światową będzie trudny?

 

Ferdinando De Giorgi: Mam nadzieję, że kibice zrozumieli, że lista, która niedawno została opublikowana, była stworzona tylko z powodów formalnych, na potrzeby ministerstwa sportu. Tworzyłem ją w grudniu, nie należy więc traktować jej jako ostatecznej, nawet biorąc pod uwagę liczbę nazwisk. Szkoda, że jej publikacja została źle wytłumaczona. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogli pomyśleć, że De Giorgi dobrze zna polską siatkówkę, skoro powołał aż tylu zawodników. Niedługo jednak światło ujrzy krótsza lista, która będzie już troszkę bardziej znacząca. Warto zwrócić uwagę, że przy powołaniach będę kierował się oceną formy podczas ligi oraz próbą określenia na ile dany zawodnik pasuje do koncepcji drużyny. Nie znaczy to jednak, że w późniejszym czasie lista nie może ulec zmianie. Dlatego jeszcze ważniejsze będą kolejne powołania. Jeśli ktoś wróci do drużyny po tym, jak  już w niej był, znaczy, że rozumie mój styl pracy i mam do niego zaufanie.

 

Jak wielu młodych zawodników chciałby Pan mieć w tej grupie na Ligę Światową?

 

Jest kilku interesujących siatkarzy, którzy mogą zdobyć ważne doświadczenie podczas Ligi Światowej, ale w trakcie powołań muszę wziąć pod uwagę ostateczne wyniki PlusLigi i stan zdrowia siatkarzy. Jest na pewno kilku interesujących zawodników: dwóch, trzech, czterech... Może pięciu-sześciu. Może ty mi powiesz, ilu młodych mam powołać? (śmiech) Mam nadzieję, ze kilku ich będzie. 

 

Czy nowy sezon reprezentacyjny będzie czasem wielkich zmian, czy też będziemy starali się zachować i ulepszyć to, co było?

 

Liga Światowa będzie dobrym testem dla nas wszystkich. Dla stworzenia drużyny, poznania siebie i naszego sposobu pracy. To jest czas na dobre przygotowanie się do mistrzostw Europy. Wiele zależy również od tego, czy awansujemy do finału Ligi Światowej. Tak czy owak będziemy mieli sześć - osiem tygodni na pracę. To wystarczający czas, aby coś zmienić, ulepszyć naszą formę. Liga Światowa będzie dobrym wyznacznikiem do oceny zawodników i drużyny.

 

Czy gdyby mistrzostwa Europy nie były rozgrywane w Polsce, inaczej poprowadziłby Pan ten zespół w kontekście czterech lat pracy?

 

Przede wszystkim jestem szczęśliwy, że mogę prowadzić silną reprezentację. Nie wiem, czy najmocniejszą, ale na pewno bardzo silną. Gra w mistrzostwach Europy u siebie to przywilej i wyzwanie, choć niewątpliwie wiąże się z nim także presja. Jest też wiele aspektów pozytywnych. Jesteśmy silną drużyną i musimy sobie wywalczyć miejsce wśród najlepszych, a różnice między czołówką nie są zbyt wielkie. Kto chce coś wygrać, musi odczuwać trochę presji. To od ciebie zależy jak wykorzystujesz presję: jeśli czujesz ją zbyt mocno – może cię zniszczyć, ale jeśli traktujesz ją jako motywację, adrenalina może ponieść cię daleko. Wystawimy najmocniejszą możliwą drużynę. Wprowadzenie młodych siatkarzy już teraz miałoby sens tylko w kontekście igrzysk olimpijskich. Kiedy jednak reprezentujesz kraj z takimi tradycjami i masz po drodze inne wyzwania, nie możesz myśleć tylko o igrzyskach. Po drodze są inne etapy do przejścia. Tak samo robią pozostałe mocne drużyny. Nie zmienia to faktu, że w międzyczasie młodzi siatkarze będą mieli swoje szanse. Jeśli będą mocni, będą grali. Ich włączanie do drużyny musi następować naturalnie, a nie w wyniku odgórnego planu. Nie daję żadnych ograniczeń, wszystko zależy, co młodzi będą mogli dać drużynie i jak będą pracowali.

 

Jesteśmy reprezentacją grającą na najwyższym europejskim i światowym poziomie, jednak to, co nas odróżnia od innych to brak pewności siebie po kilku przegranych imprezach. Czy to może mieć znaczenie na mistrzostwach Europy?

 

Mam nadzieję, że wiarę we własne siły, zaufanie i pewność siebie zdobędziemy poprzez pracę. Jesteśmy mocną drużyną, ale tylko pracą możemy zdobyć przewagę nad innymi. Niewielką, bowiem konkurencja jest blisko, ale taką, która pozwoli nam wygrywać. Chłopcy mają pewność siebie i myślę, że są gotowi do pracy. Ważne, by dotyczyło to całej grupy, by zawodnicy nakręcali się nawzajem, a nie by każdy czuł się pewny siebie, ale samotny w drużynie. Każdy wnosi zaufanie do własnych sił, a potem musi z tego powstać mocna grupa. To zależy nie tylko od wyników, ale i od jakości pracy, chęci poprawy. Pewność siebie pomaga tworzyć drużynę, ale też to drużyna pomaga nabrać pewności siebie poszczególnym zawodnikom.

 

Czy postawiłby Pan pieniądze na sukces swej drużyny w mistrzostwach Europy?

 

Wierzę w drużynę. Trener musi wkładać wszystko, co ma w swoją pracę, więc także postawić wszystkie pieniądze na jej wygraną. Wiem jednak, że by zwyciężać, wcześniej trzeba włożyć odpowiednią pracę i muszą zaistnieć odpowiednie okoliczności. Gdybym miał postawić pieniądze, postawiłbym na maksymalny wynik możliwy do osiągnięcia.